Wiek emerytalny musi zostać podniesiony? Ekonomiści mówią jasno
Polska pozostaje jedynym krajem w Unii Europejskiej z nierównym wiekiem emerytalnym dla kobiet i mężczyzn, który nie ma w planach jego zrównania. Obecnie wynosi on 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn.
Kolejne państwa prowadzą przymiarki do podniesienia wieku emerytalnego. Ruchy w tym kierunku widać m.in. w Niemczech czy we Francji, gdzie docelowo ma wynieść odpowiednio 67 i 64 lata. W Danii z kolei w 2040 r. sięgnąć ma 70 lat.
Dodaj Onet Wiadomości do preferowanych źródeł w Google
Nasze materiały będą się częściej pojawiać w Twoich wynikach wyszukiwania
Ekonomiści podkreślają, że trudno o niepopularne reformy, ale w związku ze starzeniem społeczeństwa nie ma innego rozwiązania. — Jeśli nie podniesiemy wieku emerytalnego, przede wszystkim kobiet, będziemy mieli rosnącą lukę emerytalną pomiędzy kobietami a mężczyznami. Doprowadzi to też do tego, że większość kobiet będzie miała emerytury na poziomie minimalnym — mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" dr hab. Agnieszka Chłoń-Domińczak ze Szkoły Głównej Handlowej.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
- Przeczytaj także: Co z wiekiem emerytalnym i 13. emeryturą? Zdecydowana odpowiedź z rządu
Ekonomiści o planach podniesieniu wieku emerytalnego. "Trudno sobie wyobrazić"
Ekspertka wskazuje też, że w związku z emeryturami minimalnymi państwo może w przyszłości więcej dopłacać do systemu emerytalnego. — Projekcje ZUS pokazują, że dopłaty te będą spadały w relacji do PKB. Tyle że takie stabilizowanie odbywać się będzie jednak głównie kosztem adekwatności emerytur, szczególnie kobiet — podkreśla.
Dr Maciej Bukowski z think tanku WiseEuropa ocenia, że w Europie nie widać dziś zapału do reform systemów emerytalnych, a Polska znajduje się w trudnym położeniu. — Politycy, którzy zdecydowali się na sensowną i potrzebną zmianę systemu emerytalnego, [...] srodze się na tym sparzyli, a zmiana została odwrócona. Trudno wyobrazić sobie podjęcie ponownej próby w tym zakresie do czasu sytuacji podbramkowej, czyli np. kryzysu finansów publicznych — zwraca uwagę.
Rozmówca "Rz" podkreśla, że ludzie coraz lepiej widzą nierówności systemu, w tym niższy wiek emerytalny kobiet oraz przywileje rolników, górników i służb mundurowych. Ekspert wskazuje również na kwestię braku refleksji rządzących i deficyt na poziomie 7 proc. PKB. Według Macieja Bukowskiego sytuację może zmienić dopiero "dojście do fiskalnej ściany" w 2030 lub 2032 r.
Głównym problemem jest nierówny wiek emerytalny kobiet i mężczyzn
Prof. Marek Góra ze SGH, współautor reformy emerytalnej z 1999 r., przekonuje, że polski system nie wymaga reformy, bo został zbudowany od zera tak, aby radzić sobie ze zmianami ludnościowymi. Ekspert zastrzega jednak, że nawet najlepszy system nie zmieni faktu, iż młodych jest coraz mniej, a starszych coraz więcej.
Ekonomista wskazuje, że w Polsce nie trzeba przechodzić na emeryturę po osiągnięciu wieku emerytalnego. — Niestety, jako ludzie mamy tendencję do sięgania po oszczędności emerytalne raczej dzisiaj niż jutro — mówi.
Zdaniem Marka Góry państwo powinno tłumaczyć obywatelom, że środki mogą być bardziej potrzebne później, a dłuższa praca zwiększa pulę oszczędności do wykorzystania po zakończeniu aktywności zawodowej. Ekonomista uważa, że najpierw potrzebne są edukacja i wyjaśnianie korzyści, a później także regulacje, w tym wyższy minimalny wiek emerytalny.
Za główny problem prof. Marek Góra uznaje nierówny wiek emerytalny kobiet i mężczyzn. Ekonomista krytycznie ocenia także 13. i 14. emeryturę, które mają "zniechęcać ludzi do dalszej pracy" i obciążać młode pokolenia.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.