"Ksiądz z osiedla" ma zniknąć z sieci. Przełożeni wydali zakazy

Ks. Rafał Główczyński otrzymał od przełożonych salwatorianów zakaz prowadzenia mediów społecznościowych, kontaktu z mediami oraz organizowania zbiórek charytatywnych.
Duchowny opublikował w sieci zdjęcia pisma zawierającego zakazy, jednak szybko usunął wpis, a później poprosił o kierowanie pytań do Prowincjalatu Salwatorianów.
Przełożeni zarzucili duchownemu, że jego wypowiedzi medialne oraz wpis z 29 października były wulgarne i naruszały dobre imię wspólnoty zakonnej.
Ks. Główczyński został przeniesiony do Międzynarodowego Sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy, gdzie od 1 listopada pełni obowiązki wikariusza i katechety.
W piątek ks. Główczyński zamieścił na Facebooku zdjęcia pisma podpisanego przez prowincjała ks. Józefa Figla oraz sekretarza ks. Jacka Nowaka. Publikacja miała pojawić się około godz. 14 i zniknąć po kilku minutach.
Ograniczenia mają obejmować zaangażowanie w działalność świeckich stowarzyszeń i firm. Zakonnik ma skupić się na obowiązkach duszpasterskich w Trzebnicy. Przełożeni mieli zarzucić mu, że jego wypowiedzi medialne i wpis z 29 października były wulgarne oraz godziły w dobre imię wspólnoty.
Przed godz. 16 pojawił się kolejny post. "Pozdrawiam z Trzebnicy" - napisał duchowny. Nie odniósł się do zakazu, lecz poprosił, by wszelkie pytania kierować do Prowincjalatu Polskiej Prowincji Salwatorianów.
Ks. Rafał Główczyński przeniesiony do Trzebnicy. Zakon wyjaśnił okoliczności
Sprawę przeniesienia Rafała Główczyńskiego władze zgromadzenia opisały 28 października. Jak informowały, dekret wydano 20 marca 2026 r. Ks. Główczyński został skierowany do Międzynarodowego Sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej i tamtejszej parafii w Trzebnicy, gdzie powierzono mu obowiązki wikariusza i katechety.
Pierwotnie miał rozpocząć pracę 1 lipca. Według salwatorianów sam poprosił jednak o przesunięcie terminu na 1 listopada, aby uporządkować prowadzone przedsięwzięcia i przekazać je osobom świeckim. Przełożeni zgodzili się na tę zmianę.
"Brak jest jakichkolwiek zastrzeżeń natury moralnej czy finansowej pod jego adresem" - podkreślali wówczas salwatorianie, odnosząc się do przyczyn przeniesienia.
W oświadczeniu odniesiono się również do planu zakupu barki oraz domu rekolekcyjnego na Maderze. Salwatorianie twierdzili, że ks. Główczyński nie otrzymał zgody na te przedsięwzięcia, a w piśmie z 16 maja prowincjał wyraźnie zakazał mu tego ruchu.
Zaznaczali też, że ewentualnych działań w tym zakresie nie można przedstawiać jako realizowanych za zgodą zgromadzenia. Określali je jako oddolne inicjatywy świeckie.
Ksiądz oskarżał przełożonych. Zapowiadał ujawnienie e-maili
Duchowny odpowiedział emocjonalnym wpisem. Oskarżał przełożonych o kłamstwo i zarzucał im brak wsparcia dla jego pracy z młodzieżą. Kwestionował również przedstawioną wersję dotyczącą pozwoleń i terminu przenosin.
"Przepraszam za słownictwo, ale jak czytam oświadczenie moich przełożonych, to inaczej nie potrafię" - pisał.
Twierdził, że proponował wspólne przygotowanie oświadczenia, lecz spotkał się z odmową. Duchowny kwestionował stanowisko zakonu i zapowiadał ujawnienie dokumentów przedstawiających jego wersję wydarzeń.
Zapowiadał publikację materiału ze skanami e-maili 4 listopada oraz konferencję prasową 7 listopada. Zapraszał na nią m.in. przełożonych i dziennikarzy. "Ślubowałem posłuszeństwo. Ale nie milczenie" - przekazał.
Sprawa ks. Rafała Główczyńskiego. Zdobył popularność w sieci
Główczyński wcześniej posługiwał w parafii św. Michała Archanioła w podwarszawskim Piastowie.
Popularność zdobył dzięki profilom na TikToku, YouTubie i Facebooku, gdzie podejmował tematy wiary, problemów młodzieży, samotności i uzależnień. Organizował także spotkania pod Mostem Świętokrzyskim i angażował się w inicjatywy związane z warszawskimi klubokawiarniami.
"Jestem księdzem, który chciał coś dla ludzi zrobić, parę rzeczy mi się udało i chyba to zaczęło przeszkadzać" - pisał, cytowany przez Radio dla Ciebie.
Wrze przed TK. Protestujący zasłonili kamerę flagąINTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.