Daily MaverickOUR CITY NEWS: Eighty-three parties contest crowded Joburg local government electionsPunchSoldiers kill ISWAP leaders, foil attack in BornoThe Jerusalem PostHigh Court demands answers on safe return of displaced Palestinian Bedouin community한겨레무거워야 할 대통령의 말 [한겨레 프리즘]BillboardRawayana Throws Venezuelan-Style Halloween Party in NYC, Feat. Guests Cheo Pardo & YorghakiZDF heuteEntdecken Sie das ZDF-Nachrichtenstudioynet ספורטלא עוצרת: ריאל מדריד הביסה את סנטאנדר ורשמה ניצחון שישי ברציפותMyJoyOnlineIsraeli strikes in Gaza kill eight including child, hospitals sayInteriaAwantura na cmentarzu. Mąż Holeckiej zakuty w kajdankiVanguardAnambra coalition is battle for Nigeria’s soul – SoludoRTP DesportoI Liga. Sporting Braga - FamalicãoANSASerie A: Juventus-Napoli in campo DIRETTA
The Daily Newsstand · Free, Always
Sunday, November 1, 2026

Rekord od początku wojny. Rzeź Rosjan na froncie

Translate

Według danych ukraińskiego Sztabu Generalnego od początku pełnoskalowej inwazji Rosja straciła około 1,586 mln żołnierzy zabitych i rannych (w październiku padł rekord – ponad 50 tys.). To szacunek obejmujący łączne straty osobowe rosyjskiej armii od 24 lutego 2022 r. Według analiz amerykańskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie liczba rosyjskich poległych może wynosić 400–450 tys. osób, a pozostali to przede wszystkim ranni.

Dziennikarze BBC Russian Service i Mediazony identyfikują rosyjskich żołnierzy poległych na podstawie nekrologów, dokumentów urzędowych i innych dostępnych źródeł. Do połowy października 2026 r. udało im się potwierdzić z nazwiska ponad 281 tys. zabitych. To jednak dolna granica, ponieważ nie wszystkie zgony można udokumentować, a część informacji o poległych nie trafia do publicznego obiegu. Dotyczy to zwłaszcza żołnierzy tzw. ludowych republik i najemników z Afryki i Azji. Ich w zasadzie Rosjanie nie liczą jako własne straty.

Według analiz amerykańskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych w Waszyngtonie liczba rosyjskich poległych może wynosić 400–450 tys. osób, a pozostali to przede wszystkim ranni. Potwierdzają to analizy służb wywiadowczych, które szerzej przetwarzają dostępne dane. Holenderski wywiad wojskowy ocenił, że Rosja straciła do końca 2025 r. 500 tys. zabitych i 1,2 mln rannych. Takie same dane dotyczące zabitych podaje wywiad brytyjski. Szacuje jednak, że rannych zostało ok. 1,5 mln żołnierzy.

Niezależnie od dokładnego bilansu Rosja ponosi ogromne straty osobowe, a ich uzupełnianie wymaga stałego kierowania na front kolejnych rekrutów. Problemem nie jest wyłącznie liczba zabitych i rannych, lecz również utrata doświadczonych żołnierzy, podoficerów i dowódców, których nie można szybko zastąpić nowymi ludźmi. Rosyjskie dowództwo może odtwarzać liczebność jednostek, ale nie oznacza to automatycznej odbudowy ich zdolności bojowych.

Słaba jakość rekruta

W zasadzie najważniejszym problemem pozostaje jakość uzupełnień. Rosja nadal pozyskuje nowych żołnierzy, ale samo zwiększanie liczebności jednostek nie przekłada się automatycznie na wzrost ich zdolności bojowych. Wszystko przez to, że od dawna sięga po rezerwy, które w normalnych warunkach uznano by za niezdolne do jakiejkolwiek służby wojskowej. Najpierw byli to więźniowie, masowo wysyłani na front po minimalnym przeszkoleniu w charakterze piechoty szturmowej, przez co oddziały z nich sformowane odznaczały się przede wszystkim wysoką śmiertelnością.

We wrześniu 2025 r. "Novaya Gazeta Europe" opisała szerzenie się wszelkiego rodzaju chorób zakaźnych w rosyjskich jednostkach. W końcu, ze względu na brak rekrutów, MO FR nakazało obniżenie wymagań zdrowotnych. Od lutego zeszłego roku na front trafiają nie tylko osoby z wadą wzroku, ale także nosiciele kiły, chorzy na wirusowe zapalenie wątroby, schizofrenicy i osoby z zaburzeniami psychotycznymi, czy nawet ochotnicy z zanikiem ośrodkowego układu nerwowego, który może się objawiać urojeniami czy omamami. Wcześniej takie osoby miały kategorię D, która oznaczała całkowitą niezdolność do służby wojskowej. Obecnie mają B, która oznacza zdolność do służby podczas działań wojennych.

Co ciekawe, w wielu przypadkach takie ograniczenia nie obowiązywały od lat. Dotyczyło to przede wszystkim najemników z firm militarnych, takich jak Grupa Wagnera, która przyjmowała do służby nosicieli wirusa HIV czy żółtaczki. Tacy ochotnicy zgodnie z prawem nie mogli służyć w regularnej armii, jednak prywatne firmy nie miały takich ograniczeń.

Po likwidacji Grupy Wagnera i wcieleniu jej pracowników do Sił Zbrojnych nikt nie sprawdzał, czy nowi żołnierze są nosicielami chorób zakaźnych. W ten sposób do armii trafiły osoby z HIV i żółtaczką. Jednak nie jest to jedyny sposób, w jaki chorzy znaleźli się na froncie. Według lekarza wojskowego Jewgienija Rybakowa, z którym rozmawiali dziennikarze "Novaya Gazeta Europe", "część rekrutów pochodzi ze środowisk szczególnie narażonych na problemy zdrowotne, w tym z więzień i grup dotkniętych uzależnieniami". Największymi plagami były HIV, wirusowe zapalenie wątroby oraz gruźlica.

System szkolenia

Na początku wojny rosyjska armia radziła sobie lepiej, ponieważ znaczną część jej sił stanowili żołnierze zawodowi, szkoleni przez lata i często mający doświadczenie bojowe zdobyte w Syrii, podczas wojny z Gruzją, operacji na Ukrainie czy innych konfliktów. Wysokie straty poniesione w pierwszych miesiącach inwazji, a następnie mobilizacja stopniowo zmieniały skład armii i obniżały jej zdolności bojowe. Rosyjskie dowództwo zna przyczyny tego zjawiska, ale niechętnie przyznaje, jak poważny jest problem.

Jednym z głównych źródeł kłopotów pozostaje coraz słabsze wyszkolenie uzupełnień oraz taktyka polegająca na wysyłaniu piechoty do frontalnych ataków na umocnione pozycje ukraińskie. Rosjanie stosowali ją podczas walk o Bachmut i Awdijiwkę, a osiągnięte tam postępy najwyraźniej utwierdziły dowództwo w przekonaniu, że można w ten sposób prowadzić kolejne operacje.

Żołnierze powołani w kolejnych etapach wojny opowiadali, że ich przygotowanie ograniczało się niekiedy do dwutygodniowego kursu przypominającego podstawowe umiejętności wojskowe. Zwłaszcza tyczyło się to rekrutów o kategorii B. Ci z wyższą albo świeży poborowi mogli liczyć na lepszy cykl szkolenia. Cóż z tego, jeśli potem otrzymywali przydział i jechali na front, gdzie kierowano ich do zadań niezwiązanych z wcześniejszą specjalizacją. Artylerzyści i kierowcy-mechanicy czołgów trafiali do piechoty, a żołnierze wyszkoleni do obsługi uzbrojenia bojowych wozów piechoty byli kierowani do artylerii rakietowej. W rosyjskiej armii najwyraźniej uznano, że skoro w każdej z tych specjalności trzeba posługiwać się bronią, różnice w przygotowaniu nie mają większego znaczenia.

Mordercza taktyka

Rosjanie dostosowali taktykę do warunków panujących na polu walki. Zamiast dużych kolumn pancernych coraz częściej wykorzystują niewielkie grupy piechoty, które próbują przeniknąć przez ukraińskie pozycje, wykorzystując teren i luki w obronie. Ogranicza to ryzyko utraty większej liczby pojazdów w jednym uderzeniu, ale za to generuje duże straty osobowe. Grupy szturmowe są wykrywane przez ukraińskie drony rozpoznawcze, a następnie atakowane przez bezzałogowce uderzeniowe i artylerię. Rozproszenie piechoty utrudnia jej wykrycie, ale jednocześnie ogranicza możliwości wzajemnego wsparcia, ewakuacji rannych i dostarczania zaopatrzenia.

Problemem pozostaje również powtarzanie ataków na pozycje, których obrońcy zdążyli już rozpoznać kierunki podejścia przeciwnika. Jeżeli pierwsze natarcie nie przynosi rezultatu, kolejne grupy mogą być wysyłane na ten sam odcinek bez istotnej zmiany sposobu działania. W takich warunkach ukraińscy żołnierze, korzystający z rozpoznania bezzałogowego i wsparcia artylerii, mogą zadawać atakującym duże straty bez konieczności prowadzenia walki na bliskim dystansie. Rosjanie przy tym ponoszą duże straty w oficerach młodszych i podoficerach, znacznie większe niż w analogicznych konfliktach w historii.

Sytuacja nakręca się z każdym miesiącem. Nowych rekrutów można skierować na front stosunkowo szybko, znacznie trudniej zastąpić natomiast doświadczonych podoficerów, dowódców drużyn i żołnierzy, którzy potrafią działać w warunkach bojowych. Ich straty osłabiają koordynację pododdziałów i utrudniają przygotowanie kolejnych uzupełnień. Rosja może więc nadal utrzymywać liczebność wojsk dzięki mobilizacji i rekrutacji kontraktowej, a jednocześnie stopniowo tracić część jakości bojowej. To z kolei prowadzi do tego, że straty będą coraz większe.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.