The Daily Newsstand · Free, Always
Thursday, September 17, 2026

Uczniowie w piwnicach po alercie RCB. Wójt: dzieci na pewno wrócą do domu wystraszone

Translate

Alert RCB z komunikatem "Zagrożenie atakiem z powietrza. Znajdź bezpieczne miejsce" trafił w czwartek przed południem do mieszkańców województw podkarpackiego i lubelskiego, w tym powiatu sanockiego. Wcześniej Dowództwo Operacyjne poinformowało, że w związku z rosyjskimi atakami dronów na zachodnią Ukrainę w polskiej przestrzeni powietrznej operuje lotnictwo wojskowe. Zagrożenie odwołano o 12:53.

- Ten alert brzmiał bardzo, bardzo poważnie. Tak groźnego jeszcze nie było - mówi Wirtualnej Polsce Robert Pieszczoch, starosta sanocki. - W SMS-ie, jaki od RCB dostał każdy mieszkaniec naszego regionu, była mowa o zagrożeniu "atakiem z powietrza" i o tym, że trzeba "szukać bezpiecznego miejsca".

Starosta od razu zareagował w szkołach, które prowadzi powiat. - Wydałem natychmiast polecenie, by uczniowie ze wszystkich szkół średnich wyszli z sal lekcyjnych na korytarze. Tak też się stało, a po odwołaniu alarmu wszyscy wrócili na lekcje - dodaje.

Jak ustaliła Wirtualna Polska, w kilku gminach powiatu sanockiego ewakuacja poszła znacznie dalej niż w szkołach powiatowych. Obejmowała nie tylko szkoły, lecz także pracowników większych zakładów pracy.

W gminie Bukowsko nauczyciele wyprowadzili uczniów podstawówek do piwnic. Zostali tam razem z opiekunami, dopóki syreny nie zawyły ciągłym sygnałem przez trzy minuty, co oznaczało odwołanie alarmu.

- Tak, była ewakuacja. W szkole dalej jest zamieszanie bo wracamy do zajęć - mówiła w rozmowie z WP pracownica sekretariatu szkoły w Bukowsku.

- Schowaliśmy się wszyscy do piwnicy. Taka decyzja zapadła po tym, jak dostaliśmy SMS-y z RCB, by "szukać bezpiecznych miejsc". Chwilę później nasza pani dyrektor dostała telefon, w którym kazano jej natychmiast przeprowadzić ewakuację szkoły - słyszymy.

Polecenie zejścia do piwnic przyszło z urzędu gminy. - Nasza pracownica odpowiedzialna za oświatę miała szybką telekonferencję z dyrektorami wszystkich gminnych szkół. To na niej podjęta została taka decyzja - mówi WP Marek Bańkowski, wójt gminy Bukowsko.

- Ktoś pewnie powie, że to było zbyt pochopne, ale moim zdaniem lepiej zrobić coś o krok za dużo niż nie robić nic. Dzieci na pewno wrócą do domu wystraszone, ale wiemy już, że tę procedurę ewakuacyjną mamy przećwiczoną i poszło sprawnie - dodaje.

Część mieszkańców nie zareagowała

Co ciekawe, w tym samym czasie, gdy w dużych zakładach pracy i szkołach publicznych oraz jednostkach państwowych trwała ewakuacja, zwykli mieszkańcy powiatu sanockiego alert proszący ludność o znalezienie schronienia w dużej mierze... zignorowali.

- Gdy pierwszy raz zawyły syreny i dostaliśmy SMS-y od RCB, jechałem właśnie samochodem do siedziby starostwa - mówi WP starosta Pieszczoch. - Patrzyłem na ludzi na ulicy i większość z nich nie reagowała w żaden szczególny sposób. Robili to, co robili, i nie przejmowali się zagrożeniem. Nie wyglądało to dobrze - dodaje.

- Nie wiem, czy ludzie po prostu nie rozumieją, co oznaczają wyjące syreny, czy może te wszystkie informacje o zagrożeniu, jakie niesie wojna w Ukrainie, już nam, Polakom, spowszedniały - zastanawia się starosta.

- Syreny faktycznie wyły, ale w sumie to nawet nie wiem, dlaczego - mówi WP pan Robert, mieszkaniec wsi pod Krosnem. - Pracowałem w stodole przy naprawie maszyny stolarskiej. Nie miałem czasu sprawdzać, o co chodzi. Miałem rację, bo alarm okazał się fałszywy - mówi.

Tyle że odwołany alarm to nie to samo co fałszywy – czwartkowy alert miał konkretną przyczynę. Wojsko poderwało lotnictwo, bo Rosja atakowała dronami zachodnią Ukrainę, tuż przy polskiej granicy. System ostrzegania działa z wyprzedzeniem: syreny i SMS-y mają dać czas na schronienie się, zanim będzie wiadomo, jak skończy się zagrożenie. Odwołanie alarmu oznacza, że niebezpieczeństwo minęło, a nie że go nie było.

- Moim zdaniem oni w tej Warszawie, tym ciągłym straszeniem ludzi, doprowadzą do tragedii. Kiedyś, jak przyjdzie prawdziwe zagrożenie, to wszyscy to oleją, bo uznają, że to znów coś wysyłane na wyrost - dodaje.

Tak jednak działa system ostrzegania. Alert trafia do ludzi wtedy, gdy zagrożenie jest możliwe, a nie dopiero wtedy, gdy jest pewne, bo inaczej nie dawałby czasu na schronienie się. Tak samo rozumował wójt Bańkowski: lepiej zrobić krok za dużo niż nie robić nic.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.