Nowe doniesienia ws. odebranych dzieci. "Wiemy, gdzie przebywają"

W środę serwis Zero.pl opublikował tekst, wedle którego rzeczniczka praw dziecka Monika Horna-Cieślak, będąc świadkiem ulicznego incydentu z udziałem dziecka, podjęła działania, które doprowadziły do przymusowego odebrania biologicznym rodzicom dwojga dzieci.
Chodzi o sytuację z 14 sierpnia. Według portalu Horna-Cieślak, spacerując chodnikiem na warszawskiej Białołęce, zauważyła kobietę, która szarpała swoje dziecko i na nie krzyczała. Rzeczniczka zwróciła jej uwagę, na co kobieta odpowiedziała, używając wulgarnych słów.
O sprawie Horna-Cieślak zawiadomiła policję, która pod presją - jak twierdzi portal - wydała wobec rodziców nakaz opuszczenia mieszkania i zakaz zbliżania się do dzieci, co skutkowało umieszczeniem trzy- i czterolatka w placówce opiekuńczo-wychowawczej.
Dzieci odebrane rodzicom. Nowe doniesienia o miejscu ich przebywania
- Obecnie dzieci nie znajdują się w środowisku domowym - powiedziała w środę w rozmowie z Polsat News Monika Horna-Cieślak. - Cały materiał dowodowy mówi o tym, że ta rodzina już była wcześniej znana służbom. Była tam wcześniej procedura niebieskiej karty, interweniowali sąsiedzi, były awantury, a obecnie dzieci nie są w domu - mówiła.
Tymczasem Zero.pl donosi, że rodzina zjawiła się w czwartek w redakcji. "Początkowo rodzice przekazali nam, że dzieci są w domu, ale później doprecyzowali, że znajdują się pod opieką matki, z którą przebywają w ośrodku interwencji kryzysowej. Wiadomość ta przyszła już po publikacji pierwotnej wersji tekstu" - przekazało Zero.pl.
Na te doniesienia Horna-Cieślak zareagowała wpisem w serwisie X.
"Uprzejmie informuję, że w każdej sprawie prowadzonej przez Biuro Rzecznika Praw Dziecka, wiedzę o miejscu przybywania dzieci Biuro czerpie z dokumentów przekazywanych przez inne właściwe służby, instytucje lub organy" - zaznaczyła.
"Biuro Rzecznika Praw Dziecka przekazało wyłącznie (w dacie udzielania informacji), że dzieci przebywają poza środowiskiem domowym. Jesteśmy w posiadaniu stosownych dokumentów" - dodała.
Dzieci trafiły do pieczy zastępczej. Sąd zdecydował o ich powrocie
Zero.pl w swojej publikacji sugerowało, że Horna-Cieślak była świadkiem wtargnięcia dziecka na ulicę, co miałoby usprawiedliwiać emocjonalną reakcję matki i jej krzyk. Rzeczniczka wyjaśniła w Polsat News, że gdy czekała na przystanku autobusowym "była bezpośrednim świadkiem stosowania agresywnej przemocy fizycznej i psychicznej". Tłumaczyła, że kobieta w bardzo wulgarny sposób odnosiła się do swojego kilkuletniego dziecka. Na miejsce Horna-Cieślak wezwała policję.
Z doniesień wynika, że początkowo funkcjonariusze mieli nie widzieć podstaw do tego, żeby odebrać dzieci rodzicom.
Potem Komenda Stołeczna Policji w opublikowanym w środę w serwisie X oświadczeniu przekazała, że "wobec rodziny prowadzona była już procedura interdyscyplinarna Niebieska Karta oraz sprawowany był nad nią nadzór sądowy". "Rodzina była objęta opieką ośrodka pomocy społecznej oraz nadzorem ze strony zespołów interdyscyplinarnych w dwóch dzielnicach, gdzie wcześniej zamieszkiwała" - podano.
Do zajścia doszło w czwartek tuż przed długim weekendem, więc biuro RPD skontaktowało się telefonicznie z dyżurującym sędzią. Z kolei w sobotę policja podjęła decyzję o zakazie zbliżania się rodziców do dzieci. Ponieważ nie było innych dorosłych, którzy mogliby zaopiekować się maluchami, trafiły one do instytucjonalnej pieczy zastępczej.
Tymczasem w poniedziałek sąd rodzinny zadecydował o powrocie dzieci do rodziny.
Sąd uzasadnia decyzję ws. dzieci. "Przemoc instytucjonalna"
W orzeczeniu pada, że podjęte przez rzeczniczkę praw dziecka działania "mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej", a "machina państwowa i urzędowa została tu uruchomiona w sposób rażąco nieproporcjonalny do zaistniałego zdarzenia".
Według sądu "punktem wyjścia było co najwyżej szarpnięcie dziecka przez matkę i słowa, że 'przez całe życie muszę się z tobą męczyć' oraz wulgaryzmy wobec pani Moniki Horny-Cieślak".
Sąd jako niewystarczający powód na odebranie dzieci ocenił wcześniejszą karalność ich ojca oraz znalezienie w mieszkaniu dwóch butelek piwa. Ten ostatni argument uznał za "całkowicie chybiony i wręcz absurdalny".
Z uzasadnienia sądu wynika też, że Horna-Cieślak "z żarliwością zaangażowała się w podejmowanie nieformalnych, pozaprocesowych i pospiesznych czynności, które w konsekwencji doprowadziły do niepotrzebnego umieszczenia maleńkich dzieci w placówce opiekuńczo-wychowawczej".
- Mówię bardzo jasno, że kwestionuję to, co mówi sąd w zakresie tego, jak wyglądała ta historia. Nie zgadzam się z takim przedstawieniem sytuacji, w której dochodziło do przemocy wobec dzieci - odpowiedziała rzeczniczka praw dziecka.
Spotkania RPD z komendantem policji? Horna-Cieślak zaprzecza
Zero.pl pisało również o weekendowych "nadzwyczajnych" spotkaniach rzeczniczki z komendantem stołecznym policji.
- Kiedy dowiedzieliśmy się w poniedziałek, że jest rozprawa, która ma dotyczyć tego, co się wydarzyło, sąd nawet mnie nie wezwał, żebym składała zeznania w charakterze świadka. Sama się stawiłam - mówiła Horna-Cieślak w Polsat News. - Druga rzecz, nie spotykałam się z żadnym panem komendantem - dodała.
Przyznała jednak, że poprosiła w komendzie stołecznej o zorganizowanie spotkania interdyscyplinarnego.
- Mieliśmy już dużo materiału w zakresie tego, co się dzieje w tej rodzinie. I kiedy zebraliśmy cały materiał dowodowy w tej sprawie, to policja wypełniła formularz. Właśnie się podjęła działania w zakresie przeanalizowania jeszcze raz sytuacji rodziny i podjęła działanie związane z tym, żeby zabezpieczyć po prostu dobro dzieci, które doświadczały przemocy - stwierdziła.
"Polityczny WF": Zarobić na prezydencie. W Polsce skopiują pomysł Trumpa?INTERIA.PL
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.