Można to było zrobić inaczej. Teraz Tusk jest osamotniony

W panikę wpadli komentatorzy sprzyjający opozycji, którzy zaczęli używać dokładnie tego samego języka, jakim posługiwali się przeciwnicy PiS w czasach, gdy poprzednia władza zaczęła nielegalnie instalować w sądzie konstytucyjnym dublerów. Wektor jest dziś inny, ale polskie zwierciadło - przerażające.
To nie jest "zamach stanu"
Nie, to nie jest ani "zamach stanu", ani wybory nie są zagrożone, ani Służba Ochrony Państwa nie powinna na terenie Trybunału wykręcać nikomu - a zwłaszcza sędziom - rąk, bo i takie wezwania się pojawiły.
To kolejna - tym razem spektakularna - odsłona kryzysu, który trwa od lat. A został pierwotnie wywołany, gdy PiS zignorował wyrok Trybunału, który kasował nadmiarowy wybór sędziów przez koalicję PO-PSL. To wtedy z pomocą ówczesnego prezydenta Andrzeja Dudy zaczęto instalować dublerów i krok po kroku podporządkowywano niezależną instytucję partii PiS.
To między innymi dlatego twarda wykładnia konstytucyjna, potwierdzona europejskimi rozstrzygnięciami, daje obecnie podstawy do tego, by legalnie wybrani przez Sejm sędziowie byli uznani, dopuszczeni do orzekania, a prezydent Karol Nawrocki przestał stosować obstrukcję w sprawie ślubowania. Gdyby do tego dopuścił, kryzys o takich rozmiarach by nie wybuchł.
Obecna władza, której propozycje legislacyjne dotyczące naprawy Trybunału były odrzucane, postanowiła wyegzekwować założenie prawne, aby legalni sędziowie - bez względu na kontrowersje wokół Macieja Berka - mogli zacząć pracę. Ale wybrała sposób najgorszy z możliwych. Takich rzeczy nie robi się pod osłoną nocy, ponieważ sprawa dotyczy sądu konstytucyjnego i jego niezależności.
Koniec dobrej passy Tuska
Wszystkie decyzje prawne, jakie podjęto, mogły mieć charakter wiążący także wówczas, gdyby zapadły w ciągu dnia, bez tak wielkich emocji, a odsunięcie Bogdana Święczkowskiego i zabezpieczenie budynku odbyłoby się bez rażących scen, jakie miały miejsce. Skończyłoby się na kolejnym sporze prawnym o legalność decyzji, ale nie bylibyśmy świadkami gorszących wydarzeń. Zamiast sprawczości, w świat poszły obrazki szamotaniny, biegania niepowołanych osób po korytarzach Trybunału, pokrzykiwania i ogólnego chaosu, nad którym nikt nie panował.
Donald Tusk miał ostatnio niezłą passę. Karol Nawrocki uległ i podpisał ustawę o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych, zaczął tracić impet, bo regularne weta przestały pomagać mu wizerunkowo, a Jarosław Kaczyński sam wystawił premierowi piłkę, gdy zaczął mówić o polexicie.
Nocna akcja w Trybunale wzmocniła prezydenta w oczach jego elektoratu (przeciwnicy nie szczędzą mu brutalnych ocen), skonsolidowała prawicę, a także dała Grzegorzowi Braunowi szansę na legitymizację jego udziału w opozycyjnej koalicji. Nawet sfotografował się z roześmianym Jarosławem Kaczyńskim.
Trybunał Konstytucyjny i dwie Polski
Premier musi teraz mierzyć się z osamotnieniem pośród koalicjantów, bo ani Władysław Kosiniak-Kamysz, ani Szymon Hołownia nie stanęli przy nim murem, lecz oddali się rozmowom z prezydentem i refleksjom o resecie konstytucyjnym. Taki reset byłby rozwiązaniem, ale dziś jest niemożliwy, bo konsensus nie opłaca się ani rządzącym, ani prawicy.
Władza się od tego nie zawali, choć przez jakiś czas będzie jej trudniej. Zwłaszcza że wielu poważnych prawników, którzy ostro atakowali działania PiS, dziś krytykuje, choć z innych powodów, obecnie rządzących. Wiadomo też, że nawet jeśli Trybunał zacznie funkcjonować, nie będzie uznawany przez pół politycznej Polski, więc będą dwa Trybunały, dwie Polski, dwie interpretacje, dwie nienawiści. Wojna polsko-polska będzie trwać, turbopolaryzacja nasilać się, a państwo słabnąć.
Brama TK sforsowana. Łańcuch przecięto szlifierką Polsat News
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.