PunchBye-election: Gombe gov, others hail smooth voting processThe Jerusalem PostHanoch Daum speaks out about hilltop youthBollywood HungamaDeepika Padukone and Ranveer Singh welcome baby girl; couple shares sweet noteוואלההבית הלבן אסר על כניסתם של כלי תקשורת על פי בקשת הנשיאESPN DeportesBrighton tiene un partido perfecto para frenar al ArsenalESPNOregon wins in 84-0 rout despite missing 2 key players on offenseCNN TürkCNN TÜRK ekibi görüntüledi: İşte TSK'nın geri dönüşüm merkeziObservador DesportoCNN e MS NOW impedidos de entrar na Casa BrancaCollider55 Years Later, Stanley Kubrick's Best Line Is Still a Top 3 All-Time Sci-Fi QuoteRMF24Pod Alpami powstaje najdłuższy tunel kolejowy świata. Będzie miał 55 kmtazKürzungen bei Kolumbiens Friedensjustiz: Rotstift trifft auf AufarbeitungIl Fatto QuotidianoIl messaggio della base M5S a Elly Schlein: “Con Meloni non ci si confronta, ma la si batte alle urne”
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, September 19, 2026

Problemy z alarmami i syrenami. "Jeszcze gorzej jest ze schronami"

Translate

Łukasz Maziewski, Wirtualna Polska: Wojna w Ukrainie trwa piąty rok. W Polsce mieliśmy w tym czasie akty dywersji, sabotażu, podpalenia i wloty dronów oraz rakiet. A ludzie nadal nie wiedzą, co robić, gdy słyszą syreny i przychodzą alerty RCB.

Jarosław Tomczyk, ekspert w zakresie ochrony ludności: System alarmowania i ostrzegania ludności to ten element, od którego powinniśmy rozpocząć odbudowę całego systemu, na każdym poziomie powiadamiania. Począwszy od małych gmin wiejskich, po duże miasta. Niestety muszę powiedzieć, że ten system nie działa. Pokazały to m.in. ostatnie ćwiczenia ALARM ’26, przeprowadzone na terenie całego kraju – ten system nie zadziałał. Najważniejszy test, który ten system oblał, to upadek rakiety na Lubelszczyźnie 30 lipca br., gdzie syreny nie uruchomiły się w 10 z 17 powiatów, a RCB nie zdążyło wysłać alertów z ostrzeżeniem.

DLA CIEBIE

30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii

Ale Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zapewnia, że jest coraz lepiej.

Priorytetem MSWiA powinna być systemowa budowa poszczególnych modułów skutecznego systemu alarmowania ludności. Obecnie tego brakuje. Dużo się o tym mówi, ale nie widać efektów, panuje chaos. Przykładami tego w ostatnich dniach były Lubelszczyzna i Podkarpacie. Wysyłanie ostrzeżeń, że w kraju, w którym toczy się wojna, trwa atak powietrzny, nie jest chyba do końca przemyślaną strategią informowania ludności.

Przychodzą alerty RCB. I wywołują różne reakcje: od niemal panicznych po obojętność.

Dobry system alarmowania i ostrzegania ludności po włączeniu syren alarmowych musi być wsparty różnego rodzaju komunikatami, informującymi społeczeństwo o rodzaju zagrożenia. To w znacznym stopniu zmniejsza niepokój społeczny. Alarm powinien być włączony, gdy jest nieunikniona sytuacja zagrożenia.

A następny krok to...

Uruchomienie syren bez wsparcia informacyjnego, przekazania informacji w postaci alertów i komunikatów ostrzegawczych m.in. poprzez media narodowe powoduje, że społeczeństwo nie wie, z jakim zagrożeniem ma do czynienia i jak ma się zachować. Alarmowanie to nie tylko wojna: to także zdarzenia o charakterze terrorystycznym lub z klęskami żywiołowymi.

Tak źle i tak niedobrze…

Systematyczne wysyłanie SMS-ów przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa (RCB) i włączanie syren sprawiają, że zaczynamy reagować nieadekwatnie do zagrożenia. Za chwilę tak wystraszymy społeczeństwo, że przestanie reagować w ogóle. Docierają do nas informacje, że niektórzy mieszkańcy wyciszają na noc telefony, bo co noc otrzymują alert o zagrożeniach. W ciągu ostatnich dwóch tygodni mieszkańcy powiatów przygranicznych na wschodzie prawie codziennie otrzymują alerty RCB, w nocy i w dzień, a później słyszą w telewizji i czytają w internecie, że żadnego naruszenia przestrzeni powietrznej RP nie było. Pytanie więc: w jakim celu wysłano alerty RCB?

Tylko siąść i płakać.

Samorządy gminne, powiatowe, miejskie, nawet szczebel centralny w postaci województw to często dobrzy gospodarze. Ale bez merytorycznego i finansowego wsparcia państwa zwyczajnie tego nie dźwigną.

A samorządowcy? Ktoś musi wiedzieć, jak należy zareagować.

Na dzisiaj system alarmowania i ostrzegania ludności oparty jest na uruchamianiu go przez pracownika urzędu gminy, miasta poprzez dotarcie do urzędu i włączenie syren alarmowych. To sprawia, że czas reakcji jest znacznie wydłużony i powoduje, że syreny zadziałają za późno, gdy będzie po zagrożeniu. Bywa, że czas reakcji sięga kilkudziesięciu minut. To może być za późno na ostrzeżenie ludności.

I jak zwykle – nie ma winnych tego stanu rzeczy.

Nie ma co szukać winnych, bo winni jesteśmy wszyscy – od polityków, przez służby, skończywszy na samorządach, które od czterech dekad nie robiły niemal nic, by ten system funkcjonował i był skuteczny.

Boję się w takim razie zapytać o schrony.

Obiekty zbiorowej ochrony to kolejny temat, który spędza sen z powiek specjalistom w zakresie obrony cywilnej i ochrony ludności. To dziś temat, o którym rozmawia się w wielu polskich domach. Trzeba stanąć w prawdzie i powiedzieć głośno: jest źle, gorzej niż z systemem alarmowania i ostrzegania.

Schronów nie ma prawie w ogóle. Musimy to zresztą wyjaśnić: schron ma określone właściwości techniczne. Ma awaryjne wyjście, system filtrowentylacji, czerpnię powietrza, zaopatrzenie w wodę itd. My opieramy się na miejscach i punktach doraźnego schronienia, które mają ochronić nas przed lecącym na głowy gruzem czy odłamkami.

Albo piwnice.

Większość miejsc wskazanych w aplikacji gdziesieurkyc.pl to m.in. piwnice w budynkach wielorodzinnych.

Dobrze, zapytam inaczej: co nie działa w naszym systemie ostrzegania?

System alarmowania i ostrzegania ludności musi być dobrze skoordynowany ze wszystkimi instytucjami, odpowiedzialnymi za szeroko pojęte bezpieczeństwo narodowe. Nie bez powodu zwracam uwagę na kolejność: alarmowanie i ostrzeganie. Kiedy chcemy ostrzec ludność i poinformować ją o możliwym zagrożeniu, to nie włączamy syren, tylko różnymi możliwymi kanałami przekazu (np. alertami RCB czy poprzez Regionalny System Ostrzegania) informujemy o zagrożeniu. Włączenie syren bez ostrzeżenia ludności nie zawsze jest skuteczne. System alarmowania i ostrzegania powinien być oparty na jednej instytucji, odpowiedzialnej za całość: od komunikatów i alertów przez uruchamianie syren. W znacznym stopniu skróciłoby to czas reakcji.

I ludzie albo panikują, bo nie wiedzą, co się dzieje, albo myślą, że mamy kolejny pożar.

Alerty ostrzegawcze wysyła się po to, żeby ludność na coś przygotować. Taka jest definicja ostrzegania. Dlatego, trzymając się przykładu szkół, jeśli takie alerty przychodzą, to nauczyciele powinni mieć czas np. porozmawiać z dziećmi, mówić im, że jeśli zawyją syreny, to trzeba ustawić się w pary i iść do piwnicy. Szczególnie tym najmłodszym, które mogły być wystraszone i nie wiedzą, co się dzieje. To pokazało zdarzenie z czwartku na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu.

Jak zachować się po usłyszeniu sygnału alarmowego?
Jak zachować się po usłyszeniu sygnału alarmowego? © WP

A jak oceni pan reakcję tej nauczycielki, która zabrała dzieci do miejsca bezpiecznego schronienia w czasie alertu w Rzeszowie?

Zachowanie tej nauczycielki było właściwe z uwagi na fakt włączenia syren i ogłoszenia alarmu o zagrożeniu atakiem z powietrza. Zachowanie było adekwatne do zagrożenia. Jednak w dalszym ciągu duża część pedagogów nie przeszła jeszcze stosownych szkoleń z zakresu ochrony ludności i obrony cywilnej.

Nie działa system alarmowania, ostrzegania, ludzie nie mają świadomości i nie mamy schronów. Jest coś, co działa?

System alarmowania i ostrzegania nie jest wcale bardzo trudny do zbudowania. A my kupujemy łóżka polowe, generatory, zapasy leków i jedzenia, których nie mamy zresztą gdzie przechowywać, bo nie mamy odpowiedniej liczby magazynów. To jest postawione na głowie. Jednostki samorządu terytorialnego otrzymują dotacje celowe na określone zadania zlecone w ramach OLiOC.

Jakie to akty prawne?

Weźmy pod uwagę akty prawne: uchwałę nr 72 Rady Ministrów w sprawie zatwierdzenia programu OLiOC na lata 2025–2026. Zostały nam niespełna cztery miesiące do zakończenia programu, podzielonego na pięć obszarów z możliwością otrzymania dotacji. Obszar piąty, który obejmował zakupy systemów łączności czy powiadamiania i alarmowania ludności, był wyłączony z możliwości otrzymania dotacji na zakup m.in. syren alarmowych przez władze samorządowe.

Brzmi jak zły żart.

Ale tak nie jest. To spowodowało, że wójtowie, burmistrzowie, prezydenci, mimo szczerych chęci, nie mieli możliwości budowy tego systemu. Małe gminy wiejskie nie są w stanie sfinansować budowy systemu alarmowania bez wsparcia państwa. Ograniczone budżety oraz liczne zadania ustawowe nie pozwalają im na wygospodarowanie środków własnych na ten cel. Przykładem może być niewielka gmina w woj. zachodniopomorskim, gdzie wstępny koszt budowy takiego systemu wyniósł ok. 700–800 tys. zł.

Są jakieś zmiany?

W tej chwili Komenda Główna i komendy wojewódzkie PSP realizują projekt rozbudowy systemu SOiA (System Ostrzegania i Alarmowania). Plan jest ambitny, ale trudny do realizacji w krótkim czasie. Państwo, po analizie zagrożeń, powinno skupić się na budowie systemu w najbardziej zagrożonych rejonach kraju, takich jak Lubelszczyzna, Podkarpacie czy Podlasie.

A jak obecnie wygląda podział środków?

Dzielono je proporcjonalnie do liczby mieszkańców zamieszkujących daną gminę czy miasto. W praktyce ten rozdział nie był dobry, bo z analizy wynika, że do niektórych rejonów powinny być kierowane wyższe środki. Nie chodzi tylko o działania stricte wojenne, ale także o alarmowanie w sytuacjach kryzysowych, jak klęski żywiołowe czy zagrożenia terrorystyczne.

Boję się pytać dalej.

Powiem wprost: środków finansowych jest za mało. A zwracam uwagę na coś, co umyka wielu osobom, czyli na systematyczny, gwałtowny wzrost cen produktów kupowanych przez jednostki samorządu terytorialnego w ramach planów Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej.

Co podrożało?

Dam prosty przykład. Ceny agregatów prądotwórczych, jednych z podstawowych sprzętów obrony cywilnej, w ciągu 2–3 lat skoczyły z 40 do 116 tys. zł. Jest różnica, prawda? Pneumatyczne namioty ewakuacyjne osiągają ceny 100 tys. zł, czyli cenę niezłej klasy nowej, dobrej przyczepy kempingowej. Syrena alarmowa GSP kosztuje dzisiaj 49 tys. zł z montażem. A jeszcze 2 lata temu kosztowała niecałe 30. I tak możemy przeznaczać ogromne środki, ale czy osiągniemy zamierzony cel?

Może zatem sprawdźmy, czy te środki nie są, mówiąc krótko, marnotrawione. Powinny być wzmożone kontrole instytucji państwa, by sprawdzać wydatkowanie niebagatelnych przecież pieniędzy, idących na zagadnienia obrony cywilnej. Wydajemy miliardy publicznych środków, a kupujemy o wiele mniej, niż moglibyśmy kupić. Samorządy muszą realizować te zagadnienia w ramach prawa zamówień publicznych i mają związane ręce. Wójtowie i burmistrzowie patrzą na gwałtowny wzrost cen.

Jarosław Tomczyk – nadbrygadier Państwowej Straży Pożarnej. W latach 2020–2024 Komendant Wojewódzki PSP w Szczecinie, doradca w zakresie ochrony ludności i obrony cywilnej, współpracujący z wieloma samorządami.

View the original on Wirtualna Polska

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.