The Jerusalem PostIran threatens to sever Gulf internet cables in retaliation for renewed US, Israeli attacksRTP DesportoVotação online dá vitória a Cristiano Ronaldo, mas não vale Bola de OuroESPNDale Brown, LSU's winningest basketball coach, dies at 90ESPN Deportes¿Por qué no estuvo Checo en la práctica 1 del GP de Estados Unidos?CBS News"The People's Court" Mystery: Michelle Parker's Case Reopened | Case by Case | "48 Hours" PodcastZDF heuteAktuelle Pressemitteilungen des ZDFDW EnglishRussia's attacks on Ukraine's capital, Kyiv, are intensifying. DW asked people on the ground what life is likeABC NewsDOJ preemptively sues to block Alaska Senate results if Republican narrowly losesVarietyBlumhouse Soliciting Testimony from Anyone Who Feels ‘Personally Victimized’ by One of Its Movies or TV ShowsStraits Times SportAdvantage Infantino as AFC backing puts FIFA president on track for fourth termHipertextualNetflix quería pagar una fortuna para hacer series y películas de juegos de Xbox: por qué no prosperóTechCrunchFrom Toast to Bessemer: Who founders will hear from at TechCrunch Founder Summit 2026
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, October 23, 2026

Akta badał trzy razy. Były analityk policji o sprawie Papały

Translate

Gen. Marek Papała nie zginął na zlecenie służb, tylko podczas nieudanej kradzieży samochodu. Tak przekonuje Marek Siewert, były analityk Biura Kryminalnego KGP. W rozmowie z Mateuszem Baczyńskim na kanale "Teraz WP" opowiada o przeoczonej łusce, o notatce, która latami leżała w szafie, i o poleceniu, by nie zajmować się jednym z wątków.

  • Były analityk KGP podważa wersję o spisku. Marek Siewert trzykrotnie analizował akta sprawy Papały. Jego zdaniem generał zginął przypadkiem, gdy złodzieje samochodów próbowali ukraść jego auto.
  • Trop był w aktach już w 2000 r. Igor M., pseudonim Patyk, przyznał wtedy, że w dniu zabójstwa chciał ukraść czerwony samochód spod bloku generała. Według Siewerta nikt nie zrobił z tym nic przez lata.
  • Sąd uniewinnił Igora M., ale analityk się nie poddaje. Siewert liczy na kasację, a prokuratura znów analizuje sprawę sprzed 28 lat.

"Czekaliśmy, kiedy po nas przyjedziecie" – tak miał powiedzieć policjantom Biker, członek grupy złodziei samochodów, gdy w 2010 r. wezwano go do Komendy Głównej Policji. Od zabójstwa gen. Marka Papały minęło wtedy 12 lat. Zdaniem Marka Siewerta przez ten czas ludzie, którzy stali za śmiercią byłego szefa policji, spodziewali się zatrzymania. Nie doczekali się, bo śledczy szukali spisku.

Siewert to były analityk Biura Kryminalnego KGP i współautor – razem z dziennikarzem Grzegorzem Głuszakiem – książki "Sprawa Papały. Największa porażka polskiej policji". Akta analizował trzykrotnie: w 2002, 2008 i 2010 r. Gen. Papała został zastrzelony 25 czerwca 1998 r. na parkingu przed swoim blokiem przy ul. Rzymowskiego w Warszawie. Do dziś nikt nie poniósł za to odpowiedzialności, a prokuratura niedawno ogłosiła, że znów pochyla się nad sprawą.

Nie bał się o życie, tylko o posadę

Według Siewerta Papała był policjantem bardzo uczciwym, wręcz przewrażliwionym na punkcie znajomości. Gdy dowiedział się, że pamiątkową szablę dostał od człowieka z podejrzanego środowiska, chciał ją oddać. Kilka tygodni przed śmiercią był zdenerwowany i szukał kontaktu z ludźmi z MSW, m.in. z Leszkiem Millerem. Nie chodziło jednak o żadne tajemnice. Komendantem był zaledwie rok i miesiąc, po odwołaniu trafił do rezerwy kadrowej i martwił się o przyszłość. Chciał zostać oficerem łącznikowym w Brukseli, ale miał konkurentów i nie znał angielskiego. Zapisał się więc do szkoły językowej i szukał protekcji.

– Wszyscy mówią: za zabójstwem stoją służby. Ja zawsze pytałem: no dobrze, ale jakie służby? Zagraniczne, polskie? Nikt na to pytanie do tej pory nie potrafi odpowiedzieć. Tak samo jak na pytanie o motyw – mówi Siewert w rozmowie z Mateuszem Baczyńskim na kanale Teraz WP.

Jeden z ostatnich telefonów przed śmiercią generał wykonał do pani K., wysoko postawionej urzędniczki MSW. Analitycy sprawdzali plotki o romansie – nie potwierdziły się. Jak twierdzi Siewert, dostali też sygnał, by tym wątkiem się nie zajmować, bo chodziło o ważną osobę w państwie. – Było takie polecenie, aby tę sprawę pozostawić tak, jak jest – mówi. Mimo to sprawdzili, co trzeba.

Łuska na dachu auta

Na miejsce zbrodni zjechali politycy, koledzy z resortu i dziennikarze. – Tam był jeden wielki chaos. Przychodzili i nawet nieżyjącego generała dotykali, tak jakby chcieli się z nim pożegnać. Bez sensu – wspomina Siewert.

Łuski szukano przez kilka dni wykrywaczem metalu. W 2010 r. analityk dotarł do płyty z nagraniem oględzin i oglądał je klatka po klatce. Na dachu samochodu generała coś błyszczało. Biegli nie potrafili ani potwierdzić, ani wykluczyć, że to łuska. Siewert przeprowadził więc eksperyment: na dachu czerwonego auta ułożył łuski od pistoletu TT. Ta miedziana odbijała światło dokładnie tak jak przedmiot z nagrania. Sceptycy mówią o skuwce od długopisu albo liściu. Analityk odpowiada, że pęd powietrza w czasie jazdy zdmuchnąłby je z dachu. Jego zdaniem łuskę przeoczono, a potem zgubiła się podczas transportu auta. Razem z nią mogły przepaść odciski palców i DNA osoby, która ładowała magazynek.

"Trzeba było jeszcze dać mu tabliczkę"

Pierwszy akt oskarżenia wskazywał jako zleceniodawcę Edwarda Mazura, polonijnego biznesmena ze Stanów Zjednoczonych. Siewert przekonuje, że Mazur pojawiał się w billingach generała tylko sporadycznie. W dniu zabójstwa spotkali się, bo Mazur załatwiał Papale kurs angielskiego w USA. – Gdyby generał nie spotkał się tego dnia z Mazurem, nikt nie typowałby go jako zleceniodawcy – uważa analityk.

Kluczowym świadkiem był Artur Z., pseudonim Iwan, bandyta z tzw. gdańskiego klubu płatnych zabójców, który Siewert nazywa raczej "klubem nieudaczników". Iwanowi groziło dożywocie, więc – według analityka – zorientował się, że na sprawie Papały może coś ugrać. Zeznawał ok. 40 razy, za każdym razem dokładając szczegóły i nazwiska, aż po polityków. Wyrok obniżono mu do 15 lat. Przy okazaniu Mazura ubrano go w czerwoną bluzę, a pozostałe osoby w czarne kurtki. Sędzia w Chicago, który odmówił ekstradycji Mazura, skwitował to słowami: trzeba było jeszcze dać mu tabliczkę "wybierz mnie".

Podobnie ocenia Siewert wątek Ryszarda Boguckiego. Wdowa po generale nie rozpoznała go na tablicach ze zdjęciami. Wskazała go dopiero po czterech latach, przez lustro weneckie, choć jego wizerunek od dawna pokazywały media. Bogucki miał też alibi: w czasie zbrodni był na dyskotece w Łodzi.

Notatka, która leżała w szafie

Według analityka prawdziwy trop od początku był w aktach. W 2000 r. Igor M., pseudonim Patyk, bandyta, który napadał na kierowców z bronią w ręku, przyznał oficerowi służb, że 25 czerwca 1998 r. wieczorem był na parkingu przy Rzymowskiego. Chciał ukraść czerwony samochód mieszkańcowi bloku. Daewoo Espero generała było czerwone.

– Ta notatka istniała przez te wszystkie lata i leżała w szafie – mówi Siewert. Patyk został świadkiem koronnym w innej sprawie, a później zmienił wersję: twierdził, że chciał ukraść Opla Omegę gangsterowi z Pruszkowa i widział uciekającego mężczyznę mówiącego po rosyjsku. Warszawska prokuratura uznała go za cennego świadka. Prowadzący sprawę prokurator – jak twierdzi Siewert – nigdy nie spotkał się z analitykami, za to na piśmie zakazał im jakichkolwiek czynności wobec Patyka.

W 2010 r. analitycy dotarli do kolegów Patyka. Biker opowiedział, że tamtej nocy przyjechał na Rzymowskiego, by pomóc w kradzieży. Usłyszał strzał i krzyk, że trzeba uciekać. Siewert przekonuje, że nie było zlecenia ani planu: podczas szamotaniny pistolet wypalił, a generał akurat odwrócił głowę. – To był wypadek przy pracy – mówi.

Dlaczego bandyta miałby kraść Espero? – 30 lat temu nie było takiego wyboru aut jak dziś – odpowiada analityk. Grupa kradła też "samochody do pracy", nawet Polonezy, choćby do napadów "na stłuczkę".

Szyfrogram bez odpowiedzi

Łódzka prokuratura oskarżyła Igora M. o zabójstwo, ale sąd go uniewinnił. Zeznania Bikera, który się jąkał i gubił przed sądem, nie przekonały składu. Siewert wyrok szanuje, ale się z nim nie zgadza. – Największą porażką jest to, że teraz polska policja musi chronić zabójcę własnego generała – mówi i liczy na kasację.

Dlaczego policja nie zapukała do Patyka od razu? Po zabójstwie wszystkie jednostki garnizonu warszawskiego dostały szyfrogram: wytypować lokalne grupy kradnące auta, zatrzymać ich członków i sprawdzić ich alibi. Siewert, wtedy policjant w Wołominie, sam to robił. Lata później, przeglądając teczkę z odpowiedziami, nie znalazł jednej – z Mokotowa, na terenie którego zginął generał.

– Gdyby wtedy rozliczono grupy złodziei samochodów z Mokotowa, być może sprawa zakończyłaby się na samym początku. I tak jak powiedział Biker: czekaliśmy, kiedy po nas przyjedziecie – podsumowuje Siewert.

M. Baczyński, oprac. A. Kozińska

Z Wirtualną Polską związana od 2017 roku. Doświadczona redaktorka i wydawczyni, odpowiadająca za bieżące wydanie serwisu oraz koordynację pracy zespołu. Prywatnie miłośniczka podróży i odkrywania nowych miejsc. Zastępczyni szefa redakcji Wiadomości oraz szefowa zespołu wydawców Wiadomości.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.