Po zbrodni w Jarosławiu: co dalej z Ukraińcami w Polsce? Ekspert ma najgorsze przewidywania
Jednym z pierwszych haseł i komentarzy w mediach społecznościowych, które pojawiły się po zbrodni, było krótkie słowo: "wszyscy". W kontekście obecności Ukraińców w Polsce miałoby ono oznaczać postulat deportacji wszystkich obywateli Ukrainy. To właśnie przed takim mechanizmem ostrzega prof. Adam Leszczyński.
– Zbrodnia popełniona przez jedną osobę, być może niezrównoważoną, zostanie z pewnością wykorzystana przez wrogów dobrych relacji polsko-ukraińskich. Przewiduję jak najgorsze konsekwencje: jeszcze więcej nienawiści, jeszcze głębsze podziały, być może akty przemocy wymierzone w mniejszość ukraińską – mówi prof. Adam Leszczyński, historyk i socjolog z Uniwersytetu SWPS.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Jego zdaniem eskalacja napięć między Polakami a Ukraińcami byłaby szkodliwa także z punktu widzenia interesów Polski. – Wszystko razem jest bardzo szkodliwe dla polskiego interesu narodowego – podkreśla.
Atak "Politycy byli ostrzegani od wielu lat"
Pytany, co w tej sytuacji mogą zrobić politycy, prof. Leszczyński uważa, że potrzebna byłaby przede wszystkim kampania edukacyjna, szczególnie w mediach społecznościowych, ale również w tradycyjnych mediach.
Rozmówca wskazuje jednak, że na działania polityków jest już bardzo późno. Jak mówi, od wielu lat pojawiały się ostrzeżenia dotyczące kampanii wymierzonej w relacje polsko-ukraińskie. – Jedni nie zrobili nic, chociaż mogli, a drudzy podsycali nienawiść dla swoich celów. Teraz już tylko zbieramy jego owoce – ocenia.
Jego zdaniem politycy nadal mogliby prowadzić kampanie informacyjne i próbować łagodzić społeczne napięcia, jednak reakcja powinna była nastąpić znacznie wcześniej. – Należałoby pokazywać, że w 99,99 proc. przypadków Polacy i Ukraińcy dogadują się doskonale i są sobie nawzajem potrzebni. Politycy mogliby zaplanować działania, ale jest już na to bardzo późno – mówi.
Zbrodnia w Jarosławiu. Co wiadomo do tej pory
Do tragedii doszło w czwartek 24 września rano na terenie Opactwa Sióstr Benedyktynek przy ul. Benedyktyńskiej w Jarosławiu. Około godz. 9.30 policja otrzymała zgłoszenie o ataku nożownika. Według wstępnych ustaleń 31-letni Ihor M., obywatel Ukrainy, zaatakował nożem pięć osób.
Wśród zaatakowanych było trzech księży. Jeden z nich, ks. Stanisław Zbojnowicz, zmarł w szpitalu. Pozostałe cztery osoby zostały ranne. Stan jednego z księży określano jako bardzo poważny, a życie pozostałych rannych nie było zagrożone.
Napastnik został zatrzymany przez policję. Prokuratura ustaliła, że w nocy przed atakiem 31-latek wjechał do Polski z Niemiec i kierował się w stronę przejścia granicznego w Korczowej. Granicy jednak nie przekroczył. Śledczy ustalają, w jaki sposób trafił do Jarosławia i dlaczego znalazł się na terenie opactwa.
Według dotychczasowych ustaleń mężczyzna wszedł do pomieszczeń kuchennych opactwa, gdzie miał wziąć nóż, a następnie zaatakować przebywające tam osoby. Motyw ataku nie został dotąd ustalony. Prokuratura nie potwierdziła informacji, które pozwalałyby przesądzić, dlaczego 31-latek zaatakował.
Zbrodnia wywołała reakcje władz Polski i Ukrainy. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski potępił atak i podkreślił, że sprawca powinien ponieść odpowiedzialność zgodnie z prawem. W Jarosławiu ogłoszono żałobę, a służby zwiększyły liczbę patroli.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.