Patrioty i Tomahawki na wagę złota. Pentagon musi odbudować zapasy [KOMENTARZ]

Wojna z Iranem zaczyna mieć konsekwencje daleko poza Bliskim Wschodem. I mogą je odczuć także europejscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych. Amerykanie ostrzegają, że na niektóre rodzaje kluczowego uzbrojenia trzeba będzie czekać znacznie dłużej niż dotychczas. W skrajnych przypadkach opóźnienia mogą sięgać nawet pięciu lat. Informuje o tym agencja Bloomberg. Powód jest prosty. Pentagon musi odbudować własne zapasy.
Sprzęt armii Stanów Zjednoczonych w okolicy lotniska w Jasionce k. Rzeszowa(fot. Łukasz Gągulski) /PAP/EPA
Trwająca od miesięcy wojna z Iranem pokazała, jak ogromne ilości nowoczesnej amunicji zużywa się we współczesnym konflikcie. Dotyczy to szczególnie rakiet przechwytujących pociski balistyczne, czyli broni, której nie da się szybko zastąpić. Według szacunków amerykańskiego Biura Budżetowego Kongresu oraz danych Pentagonu Stany Zjednoczone wykorzystały już ponad połowę zapasów niektórych najbardziej zaawansowanych pocisków systemu Patriot. Zużyto również około jednej trzeciej zapasów Tomahawków oraz znaczną część pocisków systemu obrony przeciwrakietowej. I tutaj zaczyna się problem. Rakietę można wystrzelić w kilka sekund. Wyprodukowanie kolejnej zajmuje nieporównywalnie więcej czasu.
Amerykański przemysł zbrojeniowy zwiększa produkcję, powstają nowe linie, koncerny inwestują miliardy dolarów, ale pewnych ograniczeń nie da się zlikwidować z dnia na dzień. Potrzebne są specjalistyczne materiały, silniki rakietowe, elektronika, wykwalifikowani pracownicy i całe łańcuchy dostaw.
Amerykański nadzór Pentagonu przyznał już, że wojna z Iranem ujawniła wąskie gardła w amerykańskim przemyśle zbrojeniowym. A Biuro Budżetowe Kongresu szacuje, że odbudowanie części zapasów rakiet przechwytujących może zająć co najmniej pięć lat, nawet jeśli produkcja zostanie zwiększona. I to nie jest już wyłącznie problem Pentagonu. Bloomberg informuje, że konsekwencje zaczynają odczuwać amerykańscy sojusznicy.
Dobrym przykładem są Niemcy. Berlin chce przyspieszyć zakup na przykład amerykańskich pocisków manewrujących Tomahawk. Problem w tym, że ich producent może nie być w stanie zrealizować tego zamówienia w ciągu najbliższych pięciu lat.
Według informacji Bloomberga z podobnymi problemami spotykają się również państwa Europy Wschodniej, które w dużym stopniu opierają swoje bezpieczeństwo na amerykańskich systemach uzbrojenia. I to jest bardzo ważna informacja - również z punktu widzenia Polski. Nasz kraj w ostatnich latach zamówił w Stanach Zjednoczonych ogromne ilości uzbrojenia. Budujemy obronę powietrzną opartą między innymi na systemie Patriot, kupujemy amerykańskie samoloty, śmigłowce, rakiety i amunicję. Nie oznacza to automatycznie, że polskie kontrakty zostaną opóźnione. Na razie nie ma podstaw, żeby coś takiego stwierdzić. Ale sytuacja pokazuje coś znacznie szerszego: popyt na amerykańską broń zaczyna wyraźnie przekraczać możliwości szybkiego zwiększenia jej produkcji. A Pentagon ma oczywisty priorytet - najpierw musi zapewnić odpowiednie zapasy amerykańskim siłom zbrojnym. Jest jeszcze Ukraina. Przed kolejną zimą Kijów zabiega o dodatkowe rakiety do Patriotów, bo Rosja nadal atakuje ukraińską infrastrukturę rakietami i dronami. Tyle że dokładnie tych samych pocisków potrzebują teraz Stany Zjednoczone do odbudowy własnych magazynów.
I właśnie dlatego kwestia Patriotów ma być jednym z ważnych tematów rozmów w Nowym Jorku, podczas sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Europejscy przywódcy mają rozmawiać z Donaldem Trumpem nie tylko o przekazaniu Ukrainie kolejnych systemów i pocisków, ale również o możliwości produkowania części amerykańskiego uzbrojenia w Europie na licencji. Bo problem zaczyna być strategiczny. Przez dziesięciolecia europejscy sojusznicy Stanów Zjednoczonych mogli zakładać, że jeśli pojawi się zagrożenie, amerykańskie magazyny i amerykański przemysł będą w stanie dostarczyć potrzebne uzbrojenie. Wojna z Iranem pokazuje, że nawet największa armia świata ma ograniczone zapasy. I to chyba najważniejszy wniosek z tej historii. Konflikt na Bliskim Wschodzie nie zużywa tylko amerykańskich rakiet. Zaczyna wpływać na możliwości obronne Stanów Zjednoczonych w innych częściach świata.
Jeżeli Patriot zostanie wystrzelony przeciwko irańskiej rakiecie, tego samego pocisku nie można wysłać Ukrainie. Jeżeli Tomahawk musi zostać przeznaczony na odbudowę amerykańskich rezerw, dłużej będzie czekał na niego europejski sojusznik. A nad tym wszystkim wisi jeszcze jedno pytanie, które dla Pentagonu jest być może najważniejsze: co stanie się, jeśli w tym samym czasie pojawi się poważny kryzys w Azji i Stany Zjednoczone będą musiały jednocześnie odstraszać Chiny? Dlatego informacja o możliwych pięcioletnich opóźnieniach jest czymś więcej niż historią o spóźniających się dostawach broni. To sygnał, że wojna z Iranem zaczyna zmieniać amerykańskie kalkulacje dotyczące bezpieczeństwa na całym świecie. I dla Polski oraz całej wschodniej flanki NATO to jest informacja, której zdecydowanie nie można ignorować.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.