Paliwo tanieje, a spór rządu z Pałacem trwa. Chodzi o miliardy
Po tym, jak Karol Nawrocki podpisał jednak ustawę o opodatkowaniu nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych (kierując ją jednocześnie do TK w trybie następczym), rząd przystąpił do działania. W Dzienniku Ustaw – poza samą ustawą – pojawiły się już rozporządzenia ministra finansów.
W efekcie VAT na paliwo do końca roku ma spaść z 23 do 8 proc., a akcyza zostanie obniżona o 29 groszy w przypadku benzyny i o 28 groszy w przypadku oleju napędowego. Niższe ceny na stacjach powinny być widoczne od soboty 3 października. Dojdą do tego codzienne obwieszczenia ministra energii o cenach maksymalnych. Pierwsze ma zostać opublikowane w piątek 2 października.
O ile stanieje paliwo?
Jak te działania przełożą się na ceny na stacjach? Wirtualna Polska dotarła do roboczych wyliczeń rządu. Wynika z nich, że przy cenie diesla na poziomie 9,14 zł za litr spadek powinien wynieść 1,40–1,43 zł. Z kolei benzyna, przy cenie rzędu 8 zł za litr, ma potanieć o 1,20–1,25 zł.
Rządzący zakładają, że z nowym pakietem "CPN" uda się "dojechać" co najmniej do końca roku, bo z podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych wpłynie więcej, niż zakładano. Pierwotne szacunki mówiły o niespełna 4 mld zł, teraz są sporo wyższe. Rozmówca z kręgów rządowych zauważa jednak, że tym razem "CPN" będzie kosztować więcej niż poprzednie dwie edycje. Powód? Ceny paliw są jeszcze wyższe niż wcześniej, a więc wyższy jest też VAT, z którego państwo teraz częściowo zrezygnuje. – Tracimy więcej nominalnie na VAT – podkreśla rozmówca.
Dlatego koszt pakietu "CPN" będzie wyższy niż zakładane przy pierwszej edycji programu 1,6 mld zł miesięcznie.
– Koszt zmniejszonej akcyzy to 700 mln zł miesięcznie, wpływy z VAT w związku z wyższymi cenami będą niższe niż poprzednio, w ciągu 2 miesięcy ubytek może sięgnąć 3,2 mld zł, czyli ponad 1 mld miesięcznie – zauważa nasz rządowy rozmówca. Czyli miesięcznie pakiet może kosztować budżet 1,75 mld zł.
Z drugiej strony rząd ma nadzieję, że wpływy z podatku od nadzwyczajnych zysków będą wyższe niż zapisane w ustawie 3,8 mld zł, przepisane z jej poprzedniej wersji. – Jeszcze nie liczyliśmy, ale wpływy powinny być dużo większe, z uwagi na to, co się dzieje w II połowie roku z cenami paliw, a czego nie zakładaliśmy, tworząc ustawę wiosną. Zobaczymy, jak spłyną pierwsze deklaracje w listopadzie – komentuje jeden z rozmówców. Inny rozmówca z rządu jest jeszcze większym optymistą: – Zbierzemy 5, może nawet 6 mld zł.
Pałac liczy inaczej
Zdaniem prezydenckich analityków do końca roku – przy założeniu średniej ceny paliwa rzędu 8 zł – "CPN" powinien kosztować 5,17 mld zł. A przy średniej cenie 9 zł koszt "CPN" dochodzi do 5,6 mld zł. To oznacza, że rząd musiałby jeszcze i tak sporo dołożyć. Ale zdaniem Pałacu ma z czego.
– Szacujemy, że rząd zarobił na dodatkowym VAT, dzięki wysokim cenom paliw, czterokrotnie tyle, co może otrzymać dzięki temu programowi. Podpis prezydenta pod ustawą kończy eldorado dochodów z VAT dla rządu – mówi rozmówca z Pałacu.
Nasz rozmówca z otoczenia prezydenta zwraca nam jeszcze uwagę na szacunki ekonomistów z PKO BP. Ich zdaniem wpływy z podatku od nadzwyczajnych zysków starczą na 2,5 miesiąca programu CPN, a obniżka cen paliw oznacza spadek inflacji o ok. 0,6–0,7 pkt proc.
A ile naprawdę uda się zebrać od koncernów? Nawet w Pałacu zdania są podzielone.
- Marże są kosmiczne i rosną. Cena ropy przeliczona na złote w porównaniu do ceny detalicznej to rekordowy poziom marż około 3 zł, to dwa razy więcej niż zwykle, więc wpływy powinny być wyższe od oczekiwanych – mówi rozmówca związany z Pałacem Prezydenckim.
Ale inny rozmówca z otoczenia prezydenta Nawrockiego nie jest takim optymistą. Na ten moment Pałac szacuje, że od spółek uda się zebrać w tym roku 3,2 mld zł. – Ta kwota jest pod dwoma warunkami: że paliwa nie zdrożeją znacznie oraz podmioty nie podbiją marż, żeby sobie wyrównać podatek. To ostatnie byłoby tragedią dla wszystkich – podkreśla rozmówca z Pałacu.
Mimo zapowiadanych spadków Pałac nie jest też optymistycznie nastawiony co do tego, że ceny będą dalej spadać, także wskutek sytuacji na rynkach paliw. Predykcje idą wręcz w odwrotnym kierunku.
– Ceny zaczną znów rosnąć w ciągu 2–3 tygodni, m.in. przez brak dostaw do Zachodniej Europy z uwagi na sytuację na Bliskim Wschodzie. My co prawda nie mamy takiego kłopotu, bo mamy swoje rafinerie, zapasy, możliwości magazynowe itd. W problemie są np. Niemcy czy Wielka Brytania. To spowoduje wzrost na rynkach gotowych paliw. Ropa jest dziś względnie tania, ale problem jest z jej rafinacją – tłumaczy współpracownik Nawrockiego. Jego zdaniem, gdyby nie uruchomiono kolejnego "CPN", za chwilę "byłoby wrzenie", jeśli chodzi o ceny paliw. – Przy dieslu wychodziło nam nawet 12 zł za litr. A zamknięcie się Ameryki na eksport z gotowymi produktami naftowymi to podwyżki cen rzędu 10–15 proc. – wskazuje rozmówca.
Rząd: to maksimum. Pałac: jest jeszcze chorwacki wariant
Pytanie, czy poza CPN wchodzą w grę jeszcze inne działania. Na razie nic na to nie wskazuje.
- Obniżka VAT i akcyzy, jaką wprowadzamy, to największy pakiet osłonowy w zakresie cen paliw i maksimum działań, jakie przygotowuje rząd – mówi WP Miłosz Motyka, minister energii.
Pakiet na pewno będzie ulgą, ale jeśli sytuacja na Bliskim Wschodzie się nie zmieni, to ceny dalej będą szły w górę. Dlatego nie można przesądzać, mimo braku sygnałów z rządu, że będzie jeszcze szukanie innych rozwiązań.
-Chorwacja dostała zgodę KE na obniżkę akcyzy poniżej minimalnego poziomu. Więc jeśli rządy obniżą obecnie akcyzę do minimalnego dopuszczalnego poziomu, to nie jest to podłoga. Warto skorzystać z tego przykładu, bo nawet po tych obniżkach paliwo będzie naprawdę drogie w porównaniu z tym, co było- zastanawia się rozmówca związany z Pałacem Prezydenckim.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.