Polskie miasta bez osłony. Generał powiedział to na wizji i wywołał kontrowersje
Gen. bryg. Michał Marciniak był gościem sobotniego wydania programu "Dobry Wieczór Polsko" w Polsat News. Prowadzący Grzegorz Jankowski zapytał wiceszefa Agencji Uzbrojenia wprost, czy polskie miasta są objęte obroną przeciwrakietową. - Duże miasta na dzisiaj nie, dlatego że nie mamy rozstawionych wokół nich systemów - odparł generał. Zastrzegł, że w razie przejścia do fazy wojennej miasta zapewne będą chronione. - Jest lista priorytetów. To państwo musi podjąć decyzję, co jest kluczowe - dodał.
Jankowski dopytywał, czy wojsko ma wystarczającą liczbę wyrzutni i rakiet, by osłonić miasta, infrastrukturę i zgrupowania wojsk. - Na dzisiaj jeszcze nie. Jesteśmy na etapie budowy tego systemu - przyznał Marciniak. Zapytany o termin, odpowiedział: - Myślę, że po 2030, 2035 roku będzie gotowy.
Do sprawy odniosło się w środę Ministerstwo Obrony Narodowej. W komunikacie opublikowanym na stronie resortu czytamy, że Siły Zbrojne RP dysponują różnymi rodzajami zdolności do osłony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej wyznaczonych obiektów, w tym aglomeracji miejskich. Resort mówi wprost o komentarzach dotyczących "rzekomego braku ochrony" polskich miast - a więc odrzuca interpretację, jaka narosła wokół słów generała.
Sprawa błyskawicznie weszła do polityki. Były szef MON, poseł PiS Mariusz Błaszczak, napisał we wtorek na X, że słowa gen. Marciniaka bardzo go zdziwiły. Do wieczora wpis obiegł media społecznościowe, a wywiad zaczął żyć własnym życiem - oderwanym od tego, co generał faktycznie powiedział.
Marciniak nie ujawnił luki w systemie. Opisał sposób, w jaki ten system z założenia działa. Baterie Patriotów funkcjonują w innym trybie w czasie pokoju, a w innym w czasie kryzysu lub wojny - a w Polsce nie obowiązuje dziś żaden z tych dwóch ostatnich stanów.
Policzmy: Polska ma obecnie dwie baterie po osiem wyrzutni. Rozstawianie ich w czasie pokoju wokół aglomeracji byłoby nie tyle zabezpieczeniem, ile marnowaniem środków, których i tak jest niewiele.
Bateria pod każdym dużym miastem? Były szef Obrony Powietrznej Kraju: nie
Wyjaśnia to były szef Obrony Powietrznej Kraju, płk Robert Stachurski.
- Dziś nie ma potrzeby, aby stawiać baterie systemów gdzieś pod Szczecinem czy Wrocławiem. Po co? Weźmy przykład piłkarski: kiedy na boisku toczy się piłka, to nie biegnie do niej cała drużyna przeciwna, prawda? Każdy ma swoje zadania na boisku i każda formacja ma nie dopuścić, żeby piłka dostała się do bramki — wskazuje oficer.
Wojsko nie chroni "miast" ani "kraju" w ogóle - chroni albo konkretny punkt, albo cały pas terenu, a to dwie zupełnie różne operacje. - Podczas EURO 2012 i różnych wydarzeń chroniliśmy stadiony i wtedy mówiliśmy o osłonie obiektowej. One były chronione obiektowo, punktowo. Jeśli chcemy chronić duży obszar, region, strefę - np. granicę w pasie 50–100 km, to ustawiamy zestawy tak, by strefy ognia zazębiały się i aby żaden obiekt nie przeleciał. A jeśli w strefie jest dodatkowo jakieś duże miasto, dajmy na to Lublin, to mówimy o osłonie strefowo-obiektowej - tłumaczy oficer.
Zdaniem oficera priorytetem powinna być dziś granica. Trzon obrony powietrznej mają stanowić lotnictwo taktyczne i jednostki obrony przeciwlotniczej, którym dane o sytuacji w powietrzu dostarczają wojska radiotechniczne.
- Z pewnością działania obrony powietrznej powinny być realizowane zgodnie z planem zintegrowanej obrony powietrznej kraju oraz, w obecnej sytuacji, z planem wzmocnienia w związku z trwającą wojną na Ukrainie. Proszę zwrócić uwagę, że jesteśmy wspierani przez sojuszników - tłumaczy płk Stachurski.
- Powinny być wystawione wysunięte posterunki radiolokacyjne po to, by widzieć, czy coś wleciało w naszą przestrzeń powietrzną. Jeśli dostępność środków obrony przeciwlotniczej byłaby duża, to minister za pośrednictwem dowódcy operacyjnego może zadecydować, że dodatkowo chronimy elementy infrastruktury krytycznej lub duże aglomeracje miejskie. Z pewnością priorytety zostały ustalone w wymienionych planach, które są dokumentami niejawnymi - mówi ekspert.
W praktyce oznacza to, że osłona konkretnego miasta nie jest decyzją wojskową, tylko polityczną - i że lista tego, co w Polsce chronimy w pierwszej kolejności, jest tajna.
Wisła i Narew. Dwa systemy, dwa różne zadania
W warunkach wojny na liście chronionych obiektów znajdą się przede wszystkim centra decyzyjne, a więc stolica, porty, najważniejsza infrastruktura krytyczna i lotniska, przez które szłaby pomoc sojusznicza - choćby Katowice Airport w Pyrzowicach.
Do tego, w uproszczeniu, służyć mają wyrzutnie Patriot tworzące system "Wisła". Drugie zadanie to osłona własnych sił zbrojnych, czyli tych wojsk, które mają bronić kraju przed atakiem. I do tego - znów w uproszczeniu - przeznaczone są baterie systemu "Narew", oparte na brytyjskich pociskach CAMM.
Wróćmy jednak do gen. Marciniaka. Grzegorz Jankowski dopytywał, czy armia ma wystarczającą liczbę wyrzutni i pocisków, by osłonić infrastrukturę, wojska i największe miasta. - Na dzisiaj jeszcze nie - odparł generał.
I jest w tych słowach sporo niewygodnej, ale jednak prawdy. Do Polski wciąż trafiają kolejne baterie "Wisły" - wyrzutnie Patriot wraz z systemem dowodzenia IBCS oraz zestawy "Narwi". Powstaje też antydronowy "San". Spięcie tego wszystkiego w jedną, zintegrowaną całość, kierowaną przez IBCS, potrwa jeszcze lata.
Baterie pod Szczecinem i Wrocławiem?
Wirtualna Polska poprosiła o ocenę tego wywiadu innego doświadczonego oficera, związanego z obroną przeciwlotniczą. Wciąż jest w służbie, dlatego nie ujawniamy jego nazwiska. Warto przy tym pamiętać, że sam gen. Marciniak jest żołnierzem Sił Powietrznych i wywodzi się ze służby inżynieryjno-lotniczej.
- Zjeżyły mi się włosy na głowie. Ten wywiad to kompromitacja gen. Marciniaka - mówi rozmówca Wirtualnej Polski. Jak dodaje, obowiązuje zasada, że nigdy nie mówi się wszystkiego, co się wie. A generał, w jego ocenie, wyklepał praktycznie wszystko.
Co takiego wyklepał? Żeby to zrozumieć, trzeba wiedzieć, z czego w ogóle składa się zintegrowany system obrony powietrznej. Pierwszy komponent to obrona aktywna, którą tworzą Siły Powietrzne oraz wojska przeciwlotnicze i przeciwrakietowe. Drugi to ochrona pasywna: schrony, miejsca doraźnego schronienia, ukrycia.
Wreszcie są składowe, o których mówi się najrzadziej. Jedną z nich jest ADIZ (Air Defence Identification Zone), czyli wydzielony obszar przestrzeni powietrznej przy granicy państwa, w którym cywilne i wojskowe statki powietrzne muszą być ściśle kontrolowane i identyfikowane. W Polsce takie strefy funkcjonują przy granicy z Białorusią, Ukrainą i obwodem królewieckim. Do tego dochodzi wymiana informacji z sojusznikami z NATO i z partnerami, przede wszystkim z Ukrainą.
Rozmówca Wirtualnej Polski wyraźnie zaznacza jeszcze jedno: nawet w czasie pokoju granica państwa powinna być chroniona przed wtargnięciami dronów i pocisków samosterujących.
Dokładnie z tym Polska miała do czynienia pod koniec lipca w Tarnawie-Kolonii na Lubelszczyźnie, gdzie rozbiła się rosyjska rakieta. Wtedy system obrony powietrznej kraju zadziałał. Pocisk został wykryty i namierzony, a do jego identyfikacji poderwano parę dyżurną samolotów Sił Powietrznych. To, że zawiódł system powiadamiania, jest zupełnie inną sprawą.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.