Zbrodnia w Jarosławiu. Psycholog: sytuacja jest bardzo złożona
- Do ataku na terenie klasztoru w Jarosławiu doszło około godz. 9.30.
- 31-letni obywatel Ukrainy miał zranić nożem czterech mężczyzn i kobietę.
- Jeden z poszkodowanych – ksiądz – zmarł w szpitalu. Dwóch innych mężczyzn jest w stanie krytycznym.
- Podejrzewanego o atak zatrzymali policjanci na terenie jarosławskiego opactwa.
- Po tragedii władze Jarosławia ogłosiły w mieście żałobę.
W czwartek rano doszło do ataku na terenie Klasztoru Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu w woj. podkarpackim. Zgłoszenie w tej sprawie trafiło do policji ok. godz. 9:30. Nożownik ranił pięć osób: czterech mężczyzn i kobietę. Trzech mężczyzn to duchowni: jeden z nich zmarł. Dwoje pozostałych rannych to osoby świeckie.
Psycholog: Takie akty są rzadkie, ale się zdarzają
O zdarzeniu – i tym, jakie będą jego następstwa – rozmawialiśmy z psychologiem Dariuszem Piotrowiczem. Jak twierdzi, zabójstwa w miejscach kultu religijnego, na tle innych zabójstw, są relatywnie rzadkie. Mają one podłoże głównie rabunkowe, rzadziej ideologiczne czy psychopatologiczne. Inaczej jest z zabójstwami masowymi; jest to jednak inna kategoria zdarzenia.
Na ten moment, jak mówi Piotrowicz, mało wiemy o zdarzeniu. Nie jest jasne, czy sprawca został np. przygarnięty do klasztoru, a potem zaatakował.
Z relacji mediów wynika, że wszedł do kuchni, a kiedy ksiądz próbował go wyprosić, zaatakował, uderzając go w głowę szklanymi dzbankami. Jeśli tak było, dzbanki mogły po prostu być narzędziami, które znajdowały się w zasięgu ręki napastnika.
Emocjonalne podłoże zabójstwa?
W ocenie psychologa pojawia się tutaj sygnał wskazujący na emocjonalne podłoże początku ataku. Kiedy zaatakowany ksiądz schronił się w sąsiednim pomieszczeniu, agresor zaatakował prawdopodobnie pochwyconym z kuchni nożem księdza dyrektora, który nadszedł, aby interweniować.
– Nadal nie zostało jednak potwierdzone, czy atak w kuchni był początkiem czy ostatnią fazą agresywnych zachowań. Wiadomo, że ofiarą śmiertelną jest ksiądz zaatakowany w czasie, kiedy wychodził z konfesjonału – tłumaczy Piotrowicz.
Jego zdaniem, najważniejszym wyzwaniem dla śledczych będzie w tej chwili ustalenie dokładnego przebiegu zdarzenia i tego, co wyzwoliło agresję. Jak mówi, nawet jeżeli czynnikiem zapalnym miała być odmowa schronienia, to nie tłumaczy morderstwa, ale mógł to być czynnik inicjujący agresję.
– Zwróćmy jednak uwagę na kilka zdarzeń, które były z pewnością frustrujące i mogły kształtować późniejszą gotowość do wyzwolenia agresji – wskazuje ekspert.
Co musi ustalić policja?
Dla wyjaśnienia tego zdarzenia należy zatem bardzo dokładnie ustalić, jak wyglądała jego sekwencja: kto został zaatakowany jako pierwszy, jak zachowywał się sprawca – czy przed atakiem z kimś rozmawiał, czy wszedł do świątyni i zaczął zadawać ciosy.
Piotrowicz mówi, że jeśli przyszedł i zaatakował konkretną osobę, to znaczyłoby, że miał jakiś zamysł, plan, niewykluczone, że oparty na procesach psychopatologicznych. Przy czym należy zaznaczyć, że niewielki margines osób z ciężkimi zaburzeniami psychicznymi zabija.
W tego rodzaju zdarzeniach są różne scenariusze i przyjmuje się różne hipotezy. Jeśli, jak tłumaczy psycholog, mamy do czynienia z osobą zaburzoną, która ma swój plan i po prostu go realizuje, to motywy nie muszą być jasne dla osób niecierpiących na psychopatologie.
– Osoba zaburzona może myśleć, że realizuje jakiś plan, misję. Że broni siebie lub innych. Nie przesądzając o ewentualnej psychopatologii na tym etapie, wiele wskazuje na emocjonalne podłoże ataku. Frustracja, być może zmęczenie, niewykluczone, że spożycie alkoholu ew. innych substancji, były prawdopodobnie jednymi z czynników, które złożyły się na gotowość do opisanej agresji. Nie wiemy przy tym nic na temat cech osobowości tego człowieka. Nie można wykluczyć, że odgrywały one również istotną rolę – tłumaczy.
Są sformułowane zarzuty dla sprawcy
– Prokurator prowadzący śledztwo ws. tragedii w Jarosławiu sformułował już zarzuty wobec mężczyzny, który atakował tam nożem – mówi w rozmowie z WP Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Przemyślu. – Są to zarzuty z artykułów 13, 148 i 156 Kodeksu karnego. Mowa więc o zbrodni zabójstwa, usiłowania zabójstwa i spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.
– Ihor M. jest od wczoraj pod obserwacją lekarzy w jednej z placówek szpitalnych działających w Jarosławiu – mówi Małgorzata Taciuch-Kurasiewicz.
Potrzebna opinia biegłych
Jak tłumaczy Piotrowicz, bez opinii biegłych się nie obejdzie. Wyjaśnia, że najpierw odbędzie się badanie ambulatoryjne, czyli – mówiąc w uproszczeniu – gabinetowe. Jeśli nie uda się wtedy przesądzić o stanie jego zdrowia psychicznego, zostanie on skierowany na obserwację do szpitala psychiatrycznego. Obserwacja taka trwa zwykle od czterech do sześciu tygodni z możliwością przedłużenia.
Na podstawie obserwacji zostanie wydana opinia psychiatryczna. Jeśli okaże się, że sprawca w chwili zdarzenia był osobą poczytalną, zostaną mu postawione zarzuty i rozpocznie się proces. Jeśli nie, to postępowanie prokuratorskie zostanie umorzone (bo tak robi się wobec osób niepoczytalnych).
Wobec sprawcy zastosowane zostaną środki zabezpieczające, np. nakaz poddania się leczeniu, terapii lub skierowanie do zakładu psychiatrycznego. Sąd podejmuje decyzję o zamknięciu sprawy i jednocześnie orzeknie właśnie wspomniane środki zabezpieczające, wynikające z art. 93a Kodeksu karnego.
Dla pełnej precyzji: osoba niepoczytalna to taka, która nie jest w stanie zrozumieć znaczenia swoich czynów ze względu na zaburzenia psychotyczne, niepełnosprawność intelektualną czy tzw. inne zakłócenia czynności psychicznych (np. ekstremalny stres).
Nie rozumiejąc znaczenia (w tym konsekwencji) swoich działań agresywnych, taka osoba jednocześnie nie jest w stanie pokierować swoim postępowaniem.
– Sytuacja jest bardzo złożona. Nie możemy mówić, że skoro zabił, to był zaburzony, nie możemy mówić, że jeśli zaatakował w kościele księży, a jest narodowości ukraińskiej, to chciał w jakiś sposób zrobić "na złość" Polakom. Nie znamy prawdziwych motywów sprawcy. Na dziś możemy wnioskować o jego zachowaniu wyłącznie na podstawie relacji świadków. Ocena ostateczna będzie leżała po stronie prokuratury i biegłych – mówi Dariusz Piotrowicz.
Dariusz Piotrowicz - psycholog, przez sześć lat pracujący w Komendzie Stołecznej Policji. Obecnie wykładowca SWPS, kierownik studiów podyplomowych Psychologia Śledcza w Praktyce Operacyjnej i Procesowej, pracownik Instytutu Psychiatrii i Neurologii.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.