Wojna hybrydowa na torach i w fabrykach. MSWiA wysyła policję, ABW ostrzega
W ciągu ostatnich tygodni w Polsce wybuchły trzy groźne pożary: hali magazynowej w Lublinie, zakładu Grupy WB w Skarżysku-Kamiennej i hurtowni w Gdyni.
Kilka tygodni wcześniej, 19 sierpnia, w Białce Kolonii (pow. łęczyński) maszynista usłyszał huk, a kamery lokomotywy nagrały rozbłysk. Następnego dnia przy torach znaleziono fragmenty przewodów. Na miejsce ściągnięto kontrterrorystów, ABW, CBŚP i SKW, ale śladów materiałów wybuchowych ani uszkodzeń torów nie znaleziono. Sprawę bada prokuratura.
Czujność służb ma swoje źródło. W listopadzie 2025 r. w miejscowości Mika na trasie Warszawa-Lublin wybuch zniszczył tor, a pod Gołębiem pociąg z 475 pasażerami musiał gwałtownie hamować. Prokuratura oskarżyła o dywersję dwóch Ukraińców działających na zlecenie rosyjskiego wywiadu.
W środę w Sokolnikach Suchych (pow. przysuski) pociąg Intercity "Koziołek" zderzył się na przejeździe z betoniarką i wykoleił. Zginęła pasażerka, siedem osób zostało rannych. Kierowca ciężarówki tłumaczył, że oślepiło go słońce, a przyczynę ustala prokuratura. To nie musi mieć nic wspólnego z dywersją, ale po ostatnich miesiącach na każde takie zdarzenie na torach patrzymy już inaczej.
Niepokojące sygnały płyną też z innych krajów. Pod koniec sierpnia na Słowacji udaremniono próbę podpalenia fabryki dronów. W Niemczech zaledwie kilka godzin po próbie sabotażu przy elektrowni węglowej Jänschwalde w Brandenburgii doszło do poważnego incydentu na stacji transformatorowej w Bergheim pod Kolonią. 23 sierpnia w Backnang pod Stuttgartem nieznani sprawcy dostali się do szybu przy torach i przecięli kable. Pociągi jeździły z opóźnieniami, a mieszkańcy blisko 40-tysięcznego miasta mieli problemy z internetem i telefonią.
O tym, że istnieje możliwość uderzenia terrorystycznego w PKP mówi Wirtualnej Polsce prezes Stowarzyszenia Ekonomiki Transportu, Paweł Rydzyński. Zastrzega jednak, że nie chce "podpowiadać złym ludziom".
- Tak samo jak w przypadku niedawnego podłożenia ładunku wybuchowego na torach pod Garwolinem, tak i tu mam nadzieję, że nasze służby panują nad sytuacją - mówi krótko. I dodaje, że kolej łatwo wziąć na celownik, jak każdy inny obiekt infrastruktury krytycznej. A w przypadku transportu byłoby to szczególnie bolesne.
Tory, sieć trakcyjna, kable telekomunikacyjne, transformatory, magazyny. Lista miejsc, w które da się uderzyć, jest długa. Kto odpowiada za to, żeby były bezpieczne?
Policja pilnuje zbrojeniówki
Po serii pożarów resort spraw wewnętrznych i administracji wziął pod lupę obiekty przemysłu zbrojeniowego.
"Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji wydał polecenie Policji dotyczące przeprowadzenia kontroli i sprawdzenia faktycznego stanu realizacji uchwalonych planów ochrony w tych podmiotach. Resort skierował dodatkowe siły policyjne do ich bezpośredniej ochrony oraz zobowiązał wojewodów do weryfikacji, czy wszystkie obiekty zbrojeniowe zostały prawidłowo ujęte w ewidencjach strategicznych" - czytamy w odpowiedzi przesłanej Wirtualnej Polsce.
MSWiA działa także profilaktycznie. Resort rozesłał rekomendacje dotyczące zabezpieczenia siedzib centralnych organów administracji państwowej. Samorządy dostały wytyczne w sprawie ochrony przestrzeni publicznej przed atakami z użyciem pojazdów, a operatorzy pocztowi zalecenia, jak nie dopuścić do wykorzystania przesyłek do dywersji.
Ministerstwo podkreśla zarazem, że głównymi podmiotami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo infrastruktury krytycznej pozostają jej operatorzy i właściciele. Tak stanowią ustawa o zarządzaniu kryzysowym i ustawa o ochronie osób i mienia. W praktyce w wielu zakładach ochronę zapewniają wynajęte agencje, z różnym skutkiem (więcej o tym w dalszej części tekstu).
Mniej wylewne okazało się Ministerstwo Aktywów Państwowych, które nadzoruje największe państwowe spółki, m.in. Orlen, KGHM, Azoty i produkującą sprzęt wojskowy Polską Grupę Zbrojeniową. Resort zasłonił się tajemnicą, twierdząc, że nie może podawać informacji dotyczących ochrony infrastruktury krytycznej.
Czy każdy pożar to dywersja? ABW odpowiada
Z szeregiem pytań zwróciliśmy się także do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W obszernej odpowiedzi ABW zapewnia, że intensyfikuje rozpoznawanie zagrożeń sabotażowych i dywersyjnych, szczególnie tych wymierzonych w najbardziej wrażliwe obszary funkcjonowania państwa.
"Prowadzimy działania operacyjno-rozpoznawcze, analizujemy informacje i weryfikujemy sygnały. Znaczna część tej pracy, ze względu na jej charakter, pozostaje niejawna" - przekazała Agencja.
Podobnie jak MSWiA, ABW podkreśla, że trzeba jasno rozdzielić odpowiedzialność. Według Agencji państwo nie zapewnia bieżącej fizycznej ochrony każdego prywatnego zakładu, magazynu czy przedsiębiorstwa. Za ich zabezpieczenie odpowiadają przede wszystkim właściciele i operatorzy. Rolą służb jest rozpoznawanie zagrożeń, ostrzeganie, przekazywanie wiedzy i rekomendacji oraz działanie tam, gdzie zagrożenie wykracza poza bezpieczeństwo pojedynczej firmy.
Agencja zwraca też uwagę na cyberprzestrzeń. W jej strukturach działa zespół CSIRT GOV, który reaguje na incydenty i współpracuje m.in. z CSIRT MON, CSIRT NASK oraz zespołami sektorowymi.
"Ochrona infrastruktury nie kończy się dziś na ogrodzeniu, kamerach i ochronie fizycznej. Równie ważne jest bezpieczeństwo systemów informatycznych i infrastruktury cyfrowej" - czytamy w odpowiedzi.
ABW przyznaje jednocześnie, że żadna służba i żaden system bezpieczeństwa nie są w stanie zagwarantować, że do niebezpiecznego zdarzenia nigdy nie dojdzie. Polska ma tysiące ważnych obiektów, a przeciwnik szuka słabych punktów, zmienia metody i może wykorzystywać osoby wcześniej nieznane służbom. Zadaniem państwa jest, jak pisze Agencja, maksymalnie ograniczać to ryzyko, wykrywać zagrożenia jak najwcześniej i udaremniać je tam, gdzie to możliwe.
Agencja zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz. Obywatele dowiadują się przede wszystkim o tym, co już się wydarzyło, czyli o pożarze albo uszkodzeniu infrastruktury. To naturalnie zwiększa poczucie zagrożenia.
"O zdarzeniu, do którego doszło, dowiadują się wszyscy. O operacji, dzięki której do zdarzenia nie doszło, często nie dowie się nikt. Dlatego pojedynczego incydentu nie można automatycznie traktować jako dowodu na nieskuteczność systemu bezpieczeństwa" - podkreśla ABW.
Dotyczy to także ostatnich pożarów. Ich przyczyny ustala przede wszystkim Państwowa Straż Pożarna, a w określonych przypadkach także policja i prokuratura. ABW pozostaje z nimi w kontakcie i analizuje ustalenia, jeśli zdarzenie może mieć znaczenie dla bezpieczeństwa państwa. Jak zastrzega Agencja, nie każdy pożar obiektu związanego z przemysłem obronnym trzeba od razu uznawać za dywersję. Żeby mówić o sabotażu, działalności obcych służb albo związku między zdarzeniami, potrzebne są konkretne ustalenia, a nie skojarzenia czy spekulacje.
ABW nie informuje, czy konkretne firmy prosiły o dodatkowe wsparcie, jakie środki wobec nich zastosowano ani czy typowane są konkretne osoby. Ujawnienie takich informacji mogłoby utrudnić pracę służb. Ta sama zasada dotyczy innych nietypowych zdarzeń, w tym incydentu pod Tarnobrzegiem, gdzie 31 sierpnia śmigłowiec zerwał linię wysokiego napięcia, a pilot odleciał z miejsca zdarzenia.
Prywatne firmy na celowniku. "Obostrzenia to nie są fanaberie"
Marek Biernacki, przewodniczący sejmowej Komisji do Spraw Służb Specjalnych, w rozmowie z WP przyznaje, że potrzebują większych pieniędzy. Większej aktywności oczekuje też od prywatnych firm.
- Służby oczywiście pracują, jest wzmożenie, ale mamy nowy etap wojny hybrydowej. Granica jest przez Rosjan ciągle przesuwana. Oni patrzą na to, jak my zareagujemy i na ile mogą sobie pozwolić. Są zatrzymania, ale to nie wszystko. Powinno pojawić się wzmożenie działań pod kątem ochrony infrastruktury krytycznej. Także prywatnych firm. I w tym przypadku biznes musi w końcu zrozumieć, że też jest częścią państwa i też jest za nie odpowiedzialny - mówi Marek Biernacki.
Jego zdaniem właściciele prywatnych firm, które są operatorami infrastruktury krytycznej, muszą przestać traktować obostrzenia jak fanaberie; muszą zrozumieć, jak ważną rolę ich infrastruktura odgrywa w systemie bezpieczeństwa państwa.
- A druga sprawa to finansowanie służb, które powinno być zwiększone. Co Komisja Służb Specjalnych od dawna zresztą powtarza - dodaje poseł.
Rosjanie celują w łańcuch dostaw
O przygotowanie firm zapytaliśmy także Jacka Grzechowiaka, konsultanta ds. zarządzania ryzykiem, od niemal 30 lat związanego z branżą ochroniarską. Zajmuje się m.in. audytami bezpieczeństwa w firmach z sektora publicznego i prywatnego.
- Widzę zwiększone zainteresowanie szkoleniami i audytami, ale jednocześnie widzę obiekty, w których nic się nie zmieniło w procedurach agencji ochrony - mówi ekspert.
Według niego dotychczasowe podpalenia obiektów handlowych, takich jak hala przy Marywilskiej 44 czy hipermarkety w Warszawie, Radomiu i Łodzi, mają dwa cele. Pierwszy to efekt psychologiczny, a drugi to możliwość obserwowania, jak reagują służby. Inaczej jest z podpaleniami zakładów przemysłowych, bo to uderzenie w łańcuch dostaw.
Jak tłumaczy Grzechowiak, rosyjskie służby biorą na cel wrażliwe komponenty i uderzają w miejsca ich produkcji. Wykonawcy wybierają przy tym obiekty łatwe albo stosunkowo łatwe w dostępie.
Ekspert widzi tu lukę. Politycy i media przyglądają się głównie "obiektom ważnym dla państwa". Te z reguły mają ochronę, także taką, o której publicznie się nie mówi.
- Jednak jest wiele obiektów, które produkują przysłowiową śrubkę, która jest tania i niewielu wyobraża sobie, że można ją ukraść, a tymczasem bez tej śrubki nie można wyprodukować czegoś ważnego - podsumowuje Jacek Grzechowiak.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.