Łukaszenka gra z Trumpem. Stawką nie są nawozy, tylko Europa
Donald Trump chce, by amerykańscy rolnicy kupowali nawozy na Białorusi. W poniedziałek prezydent USA ogłosił na Truth Social, że Waszyngton pracuje nad "ogromną umową" na zakup białoruskiego potasu. Chodzi o pieniądze: Amerykanie kupują dziś potas głównie w Kanadzie, a Trump, który prowadzi z nią wojnę celną, chce płacić mniej. Tańszy towar miała zapewnić właśnie Białoruś, jeden z największych producentów potasu na świecie.
Tyle że Mińsk mówi co innego. Kilka godzin przed wpisem Trumpa Aleksandr Łukaszenka, przyjmując szefa białoruskiej służby celnej, przekonywał, że Białoruś nie ma wolnych ilości potasu na sprzedaż. "Nawet gdybyśmy chcieli dostarczać nawozy gdzieś jeszcze, na rynki zachodnie, to po prostu nie mamy takich ilości. Wszystko jest zakontraktowane" - mówił białoruski prezydent.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
Czy to rzeczywiście brak towaru, czy już gra o cenę? Eksperci nie mają wątpliwości, że Łukaszenka zaczyna się targować.
Łukaszenka podbija stawkę
O działania białoruskiego prezydenta pytamy analityczkę Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Annę Marię Dyner. Jej zdaniem deklaracje Łukaszenki to nic innego jak podbijanie ceny. Jest też pewna, że jeśli Amerykanie zaproponują odpowiednią kwotę, potas nagle się znajdzie.
- To zwyczajnie jest "cały Łukaszenka", który wykorzysta każdą słabość drugiej strony i będzie się targował do upadłego. On robi wszystko, żeby przetrwać. I od ponad 30 lat wychodzi mu to całkiem nieźle - mówi Dyner.
Analityczka nie widzi w tym nic niezwykłego, bo to normalna polityka Mińska. Czy Łukaszence uda się osiągnąć cele, zależy jej zdaniem od postawy "całego świata transatlantyckiego".
- Łukaszenka ma niestety świadomość, że w pewien sposób jest "wieczny", bo rządzi nieprzerwanie od ponad 3 dekad i na razie nie zanosi się, by miało się to zmienić. Jaki inny polityk w Europie rządzi równie długo? - pyta analityczka.
Na razie to Waszyngton pierwszy wyciągnął do niego rękę. Co chce ugrać w zamian? Przede wszystkim wolność więźniów politycznych. W grudniu specjalny wysłannik Trumpa ds. Białorusi John Coale mówił, że na wolność może wyjść jeszcze około 1000 osób, najlepiej za jednym razem. Jeśli w białoruskich więzieniach nie zostanie żaden więzień polityczny, zniknąć może większość sankcji. – To uczciwa wymiana – przekonywał w rozmowie z Reutersem.
Ale stawka jest większa. Celem Waszyngtonu jest pełna normalizacja stosunków z Mińskiem. Amerykanie chcą ponownie otworzyć ambasadę, zamkniętą w lutym 2022 r., tuż po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. W rozmowach pojawia się też współpraca w sprawie materiałów jądrowych, a nawet wizyta Łukaszenki w Białym Domu. "Oczywiście, że on by tego chciał. Negocjujemy to" - mówił w kwietniu Coale w rozmowie z "Kyiv Independent".
Amerykanie idą Mińskowi na rękę także w sprawie pieniędzy. Coale przyznał, że Waszyngton namawia banki do odmrożenia białoruskich aktywów i pracuje nad mechanizmem, który to umożliwi. Wysłannik Trumpa przekonuje przy tym, że normalne relacje nie oznaczają wspólnych poglądów, bo USA utrzymują je także z Chinami czy Wietnamem. Mińsk ma być dla niego również przetarciem szlaku do Moskwy.
Dla Trumpa to także kolejny ruch w wojnie handlowej z Ottawą. Stany Zjednoczone sprowadzają z zagranicy 92 proc. potasu, którego używają, a Kanada, największy producent na świecie, dostarcza prawie 80 proc. tego importu. Białoruski potas miałby więc uderzyć w kluczowy kanadyjski towar eksportowy. Paradoks polega na tym, że mimo ostrego sporu z Kanadą jej potas wciąż jest zwolniony z amerykańskich ceł, bo bez niego farmerzy w USA nie mieliby czym nawozić pól.
Izolowany w Europie, witany w Waszyngtonie
Dla Mińska te rozmowy to jednak coś więcej niż handel. To kolejny sygnał, że Białoruś chce wyjść z międzynarodowej izolacji. Ta zaczęła się w 2020 r., po sfałszowanych przez Łukaszenkę wyborach prezydenckich i brutalnym stłumieniu protestów opozycji.
Rok później, po wymuszonym lądowaniu samolotu Ryanaira w Mińsku, Unia Europejska uderzyła w białoruską gospodarkę. Sankcje objęły m.in. handel potasem, który jest perłą w koronie białoruskiego eksportu. Po pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, w której rosyjskie wojska uderzyły także z terytorium Białorusi, Bruksela nakładała kolejne sankcje na reżim i jego funkcjonariuszy.
Dla Mińska były to ciosy niezwykle bolesne. Tym bardziej zaskakuje, że pomocną dłoń wyciągnął do dyktatora prezydent USA. W zamian za uwalnianie więźniów politycznych Amerykanie krok po kroku łagodzą sankcje wobec Białorusi. We wrześniu 2025 r. Mińsk wypuścił ponad 50 osób, a w grudniu kolejne 123, wśród nich noblistę Alesia Bialackiego i Marię Kalesnikawą. W zamian Waszyngton zdjął sankcje z białoruskiego potasu.
W marcu 2026 r. na wolność wyszło 250 więźniów, najwięcej jednorazowo w historii Białorusi. Amerykanie zdjęli wtedy sankcje m.in. z dwóch państwowych banków i ministerstwa finansów. Ostatnia runda odbyła się w połowie września: 25 uwolnionych w zamian za zniesienie sankcji na dwie białoruskie firmy.
Zdaniem Dyner trudno mówić o izolacji Łukaszenki, skoro amerykańscy negocjatorzy polecieli do Mińska tuż po zaprzysiężeniu Donalda Trumpa. Jak zaznacza, dyktator jest dziś izolowany właściwie już tylko w Europie.
- Jednocześnie jest ciepło przyjmowany w Azji, robi interesy w Afryce. A teraz dochodzi do tego kwestia interesów z USA. Myślę, że dla samego Łukaszenki najlepszą opcją byłoby, aby te nawozy płynęły przez porty litewskie, takie jak Kłajpeda - wskazuje analityczka.
Przez Kłajpedę przed laty płynęła większość białoruskiego potasu. Litwa zamknęła jednak tranzyt na początku 2022 r. i od tej pory Mińsk musi wozić nawozy przez rosyjskie porty.
O znaczeniu portu w Kłajpedzie mówił niedawno w rozmowie z Wirtualną Polską politolog Paweł Kazanecki, były prezes Stowarzyszenia Wschodnioeuropejskie Centrum Demokratyczne. Jego zdaniem eksport nawozów przez Litwę byłby dla Łukaszenki prostszym rozwiązaniem niż przez polskie porty.
Łukaszenka liczy na reset
O tym, że Łukaszenka liczy na reset, Kazanecki mówi otwarcie. Słowa dyktatora o braku potasu dla Zachodu można, jego zdaniem, interpretować na dwa sposoby. Bardziej prawdopodobny jest pierwszy.
W połowie września Amerykanie liczyli na uwolnienie około 200 więźniów politycznych. Skończyło się na 25.
- Były duże oczekiwania, że zwolni z więzień około 200 osób, mówiono o zwolnieniu wszystkich kobiet więzionych z powodów politycznych. A zwolnił na razie 25. I z tego punktu widzenia on, moim zdaniem, oczekiwał, że przez Trumpa wyjdzie na Europę. Trump miał przekonać kraje unijne do zniesienia sankcji i otwarcia na Białoruś. Dlatego też stosunki Łukaszenki usztywniły się - przekonuje Kazanecki.
Politolog przekonuje, że potas jest dla Mińska tylko środkiem do celu. - Łukaszence zależy nie tyle na handlu nawozami i dodatkowych środkach finansowych, co na normalizacji stosunków z Europą. Mówiąc wprost: on liczy na reset. Z tym, że ten nie nastąpi bez zmian politycznych w Europie - mówi politolog.
Kazanecki widzi też drugą możliwą interpretację. Jego zdaniem Rosjanie coraz mocniej naciskają na Łukaszenkę, by włączył się do wojny, zwłaszcza jeśli Moskwa szykuje uderzenie na kraje bałtyckie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.