Rosyjski atak przy granicy z Polską. Relacje mieszkańców
Relacje mieszkańców przygranicznych miejscowości po rosyjskim ataku
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: TVN24
Kiedy Rosja coraz bardziej prowokacyjnie atakuje ukraińskie terytorium właściwie kilkadziesiąt czy kilkaset metrów od granicy z NATO, a co za tym idzie granicy z Polską - miejsca takie jak przejście graniczne Dorohusk - Jagodzin są w centrum uwagi. Tym bardziej stało się to jasne w nocy z soboty na niedzielę, kiedy rosyjski dron uderzył w pobliską stację benzynową.
Oglądaj najnowsze wydania programu "Polska i Świat" >>>
Pani Jadwiga, mieszkanka Dorohuska, wspomniała, że do ataku doszło około 3.30. - Usłyszeliśmy z mężem straszny huk i po jakimś czasie syreny alarmowe - opowiedziała.
Do mieszkańców wysłano kolejny alert RCB, ten był wyjątkowy
Do tej pory mieszkańcy Dorohuska i okolic słyszeli wycie syren po ukraińskiej stronie granicy. Tym razem uruchomiono także po polskiej - i to w całym województwie. Pan Bolesław, mieszkaniec powiatu chełmskiego przyznał, że gdy usłyszał syreny, pomyślał, "że wojna się zaczyna".
Mieszkańcy przygranicznych miejscowości często otrzymują alerty RCB
Źródło zdjęcia: TVN24
Tamtej nocy mieszkańcy kilku powiatów dostali też SMS-owy Alert Rządowego Centrum Bezpieczeństwa - po raz pierwszy o takiej treści: "Zagrożenie atakiem z powietrza. Udaj się w bezpieczne miejsce. Stosuj się do poleceń służb".
Pan Artur mieszka w Chełmie, ale w przygranicznych miejscowościach pracuje jako kurier. - Blok się cały obudził, dzieci płakały. Ja byłem przerażony tym też, tylko że ja w wojsku byłem (...), ale żona to była w ciężkim szoku - powiedział. - Prowokacje na pewno będą. Bo one były, są i będą - stwierdził.
A czy jesteśmy gotowi? - Nie - odparł.
Wątpliwe przygotowanie Polaków na alarm
Pani Jadwiga uważa, że Polacy powinni wiedzieć, co robić w takiej sytuacji. - Przecież każdemu rozdawali te książeczki, listonosz roznosił, żeby każdy się przygotował do najgorszego - dodała.
Tamtej nocy pani Jadwiga z mężem schowała się w piwnicy, ale nie wszyscy tak zareagowali. W Chełmie dziennikarze spotykali mieszkańców, których zdania są podzielone na temat zagrożenia i samych alertów o atakach bliskie rejony Ukrainy.
- Według mnie to rząd troszkę nas straszy w ten sposób. Bo jak tysiąc ileś kilometrów dalej bomba spada, a nam alerty przysyłają, to troszkę takie śmieszne. Jakby atakowali Polskę no to co innego - uważa pan Józef.
Z kolei pani Małgorzata przyznaje, że "próbuje nie myśleć ani nie ingerować w żaden sposób, bo alerty przychodzą codziennie". - Są irytujące, ale jakoś trzeba z tym żyć - stwierdziła.
Jedni przyznają, że informacja jest potrzebna - drudzy, że jej częstotliwość podtrzymuje coraz większy niepokój. Jedno jest pewne: temat budzi tu spore emocje.
Sygnały alarmowe
Źródło zdjęcia: PAP/Adam Ziemienowicz
Wojskowe samoloty latają "prawie codziennie"
SMS-y na bieżąco informują nie tylko o potencjalnym zagrożeniu, ale też o ruchach polskiego lotnictwa.
Dziennikarze pojechali na południe województwa lubelskiego, na Roztocze. To zazwyczaj bardzo spokojne miejsce, ale ostatnio pojawia się tam coraz więcej niepokoju.
W Zwierzyńcu, leżącym w otulinie Roztoczańskiego Parku Narodowego, pan Piotr przyznał, że odgłosy samolotów są bardzo słyszalne. - Potrafią w nocy przy otwartym oknie budzić, jeśli są poderwane - wskazał. Potwierdził, że "ostatnio dzieje się tak prawie codziennie".
Pan Piotr od lat prowadzi swój sklep w centrum miasteczka. - Nie jest to przyjemne uczucie. My tutaj mamy poczucie, że niby jest to daleko, chociaż to nie jest daleko - zwrócił uwagę.
Ze Zwierzyńca do granicy z Ukrainą jest 70 kilometrów. Pod koniec lipca niedaleko tej miejscowości spadła rosyjska rakieta. Dziś krateru po eksplozji już nie ma, ale są wspomnienia.
- Wtedy to strasznie było. Już nie spałam, myślę: skąd ten piorun się wziął - wspomniała pani Janina. - Jakiś pan ma przyjechać do nas do domu seniora w czwartek i nas przygotowywać na wojnę - dodała.
Plecaki ewakuacyjne, operowanie lotnictwa i zagrożenie z powietrza - dla wielu tutaj te pojęcia wciąż brzmią dość abstrakcyjnie.
Każdy SMS w środku nocy, każdy alarm może powodować lęk albo co najmniej pewien dyskomfort. I trudno się dziwić, biorąc pod uwagę na jak wiele pozwala sobie Rosja wobec Polski i całego NATO.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.