PunchKano begins diphtheria immunisation in five Kano LGsRTP DesportoFrancisco Cabral na final de pares em HangzhouESPN DeportesGrecia derrotó a Alemania por primera vez en la historia y golpeó a Klopp en su debut ante su públicoThe Jerusalem PostIsrair awaits final approval for Tokyo, Miami flights, adds new European destinations for 2027Daily MaverickWe worried AI would make things up, we should also worry when it doesn’tInquirerRains to continue in Visayas, Mindanao due to ITCZ until Sept. 30Bollywood HungamaVinod Kapri's Pyre to release in theaters on October 23, 2026BlickNächstes Amt abgelegt: Jens Spahn zieht sich aus Haushaltsausschuss zurückRapplerPhilippines should fix tax gaps and procurement, not raise tax rates – WBSportstarIndia in Athletics LIVE Updates, Asian Games 2026: Vithya Ramraj breaks National Record to win 400m hurdles bronze; Javelin throw final at 4:45 PM ISTIl Fatto QuotidianoMorto Stefano Milani, il tifoso del Milan diventato famoso su X. Da Bertolucci a Valenti: “Ha lottato come nessuno, mai un passo indietro”7sur7“Pourquoi je perds toujours?”: quand André Agassi taquine Alexander Zverev
The Daily Newsstand · Free, Always
Monday, September 28, 2026

Satyra czy dezinformacja? Ekspertki biorą pod lupę filmy AI Telewizji Republika

Translate

Premier Donald Tusk nasyła do zarządu Telewizji Republika Przemysława Krala, szefa giełdy kryptowalut Zondacrypto, żeby skorumpować i skompromitować stację. Ale przezorny i przenikliwy szef Republiki Tomasz Sakiewicz przejrzał ten plan i wyrzucił Krala ze swojego gabinetu. Tak wygląda afera Zondacrypto w wersji Telewizji Republika, opowiedziana w serii krótkich filmów wygenerowanych przez sztuczną inteligencję i emitowanych na antenie stacji.

Politycy obozu rządzącego są w nich odrażającymi kreaturami, a politycy obecnej opozycji – niemal superbohaterami, którzy ratują nie tylko swoją reputację, ale wręcz całą Polskę. Jakość techniczna i artystyczna tego materiału jest znikoma – wręcz zerowa, ale jego siła perswazji może się okazać ogromna. Czym innym jest bowiem słuchanie polityków opozycji, którzy w radiowych i telewizyjnych studiach powtarzają "przekazy dnia" o "aferze Tuska", a czym innym zobaczenie samego Tuska knującego przeciwko Sakiewiczowi i jego ludziom. Przecież nie każdy zorientuje się, że to tylko wytwór AI.

Blisko Krala byli też pracownicy stacji. Prowadzący w Republice Sławomir Jastrzębowski miał proponować szefowi Zondacrypto "uciszenie" reportera TVN24, a Marcin Dobski atakował w mediach społecznościowych dziennikarzy opisujących aferę.

Wirtualna Polska poprosiła o ocenę trzy ekspertki: od dezinformacji, etyki mediów i prawa medialnego.

W filmach AI Republiki to Donald Tusk stoi za prowokacją
Premier Donald Tusk. W filmach AI Republiki to on stoi za prowokacją wobec stacji © Telewizja Republika | Telewizja Republika

Satyra czy dezinformacja? "Wszystko zasadza się na intencjach"

Na czym polega dezinformacja i czy w tym przypadku można o niej mówić, tłumaczy w rozmowie z WP prof. Karina Stasiuk-Krajewska, medioznawczyni z Uniwersytetu SWPS.

– Granica między dezinformacją a satyrą jest często trudna do określenia – mówi WP ekspertka. – Wczesne badania i teorie dezinformacji często satyrę w ten obszar włączały.

– Dlaczego jest trudna do określenia? Wszystko zasadza się na intencjach nadawcy oraz kompetencjach odbiorcy. Trzeba zatem zadać pytanie, jakie są intencje nadania komunikatu satyrycznego oraz czy odbiorca rozpoznaje go jako satyrę. Zwłaszcza to ostatnie jest ważne, bo jeśli odbiorca rozpoznaje coś jako satyrę, nie uznaje tego za przekaz prawdziwy. Proszę pomyśleć o kabaretach: nie zakładamy przecież, że oglądamy tam prawdziwych polityków czy inne prawdziwe postacie, które naprawdę się tak zachowują – tłumaczy.

Stasiuk-Krajewska przenosi tę zasadę na materiały tworzone przez AI i ocenia z tej perspektywy "serial" prawicowej telewizji. – To samo tyczy się sztucznej inteligencji – zaznacza. – Najistotniejsza jest tutaj świadomość odbiorcy, że ma do czynienia z materiałem wygenerowanym za jej pomocą. Przyglądając się z tego punktu widzenia materiałom Republiki, trzeba powiedzieć, że mają one charakterystyczne cechy materiałów satyrycznych, np. przerysowanie postaci. Czy satyra ta mieści się w granicach dobrego smaku, to już inna historia – ocenia.

Ekspertka dostrzega jednak w tym materiale wiele problemów.

– W mojej ocenie, jeśli chodzi o treść, większym problemem jest tu agresywna narracja, przemoc, aktualizowanie stereotypów, ośmieszanie konkretnych osób – komentuje. – Ma to potencjalnie negatywne skutki społeczne, zwłaszcza biorąc pod uwagę entuzjazm prowadzącego, i szkodzi wizerunkowi osób itp. Ale takie bywają skutki przekazów satyrycznych. A czy nam się to podoba, czy nie, to już inna sprawa.

Zdaniem Stasiuk-Krajewskiej równie ważne jest to, w jakim otoczeniu filmy trafiają do widzów.

– Nie chodzi tu tylko o treść. Filmiki te emitowane są w kontekście programów informacyjnych, są nawet pewnego rodzaju nagrodą dla odbiorców, co jeszcze bardziej koncentruje na nich uwagę. Dlatego część widzów może mieć wrażenie, że opowiadają prawdziwą historię, że są szczególnie ważne. Podobnie rzecz się ma ze sztuczną inteligencją. Mniej uważny widz, oglądając np. tylko fragment filmu, może nie zauważyć, że powstał on z wykorzystaniem AI. Niewątpliwie też filmik ten ma agresywny, deprecjonujący wiele osób charakter – wyjaśnia.

Zdaniem Stasiuk-Krajewskiej problem tkwi też w intencji nadawcy. Ekspertka przypomina, że satyra "szlachetna" – jak znane ze szkoły satyry Krasickiego – ośmiesza ludzkie wady i mechanizmy społeczne po to, żeby uczynić świat lepszym. W przypadku Republiki, biorąc pod uwagę inne materiały emitowane przez stację, intencja nadawcy jest jej zdaniem raczej inna. W historii nie brakuje przykładów, kiedy satyra służyła ideologii, budowaniu agresywnej narracji i szerzeniu stereotypów.

– Zasadniczą kwestią jest w tym przypadku nastawienie odbiorców: jeśli wizja świata przedstawiona w satyrze potwierdza ich wizję świata, wtedy jest większe prawdopodobieństwo, że uznają ją za prawdziwą oraz że wzmocni ona ich uprzedzenia i stereotypy – mówi.

Wizerunek, dobre obyczaje, rzetelność. Lista naruszeń

Obszerną listę potencjalnych naruszeń prawa, które mogą wynikać z publikacji takich materiałów, przygotowała dla WP prof. Ewa Nowińska, specjalistka od prawa mediów z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

– Z punktu widzenia osób przedstawionych w tego typu materiałach bez dwóch zdań można tu mówić o naruszeniu dóbr osobistych w postaci prawa do wizerunku. Przecież są oni w tych materiałach przedstawieni w bardzo niekorzystny sposób – mówi prof. Nowińska.

Kolejna kwestia to obowiązek oznaczania filmów tworzonych przy użyciu sztucznej inteligencji. Zdaniem ekspertki, choć polskie prawo w tym względzie wciąż raczkuje, taki obowiązek wynika z kilku przepisów, choćby z ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Zakazuje ona naruszania dobrych obyczajów, a w tym pojęciu mieści się m.in. wprowadzanie w błąd.

– A to właśnie robią te materiały – podkreśla prof. Nowińska.

Prof. Nowińska wskazuje także art. 18 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji, który zakazuje propagowania "działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym". Zdaniem ekspertki materiały Republiki mogą ten zakaz naruszać.

To przepis dla nadawców, ale obowiązki mają też sami dziennikarze i dziennikarki. Prof. Nowińska przypomina, że prawo prasowe nakazuje szczególną staranność i rzetelność, także w kwestii prawdziwości przekazywanych treści.

– A te materiały z prawdą nie mają nic wspólnego – ocenia. Prof. Nowińska widzi w publikowaniu takich treści także problem wykraczający poza prawo. Dotyczy on szeroko pojętego porządku społecznego.

Zdaniem prof. Nowińskiej zwykli odbiorcy i odbiorczynie mogą nie mieć kompetencji, żeby rozpoznać materiał wygenerowany przez sztuczną inteligencję. Ekspertka żartuje, że nie każdy wie, iż często wystarczy policzyć palce postaci na ekranie.

– Ale sprawa jest oczywiście znacznie poważniejsza. Tu chodzi bowiem o publikowanie w przestrzeni publicznej dezinformujących treści, które nie każdy potrafi odróżnić od materiałów pokazujących prawdziwy obraz świata – podkreśla.

"Etyka dziennikarska w czasach AI jest najważniejsza"

Choć, jak zauważa prof. Nowińska, polskie prawo wciąż nie nadąża za błyskawicznymi zmianami związanymi ze sztuczną inteligencją, norm regulujących te kwestie przybywa. Zwraca na nie uwagę prof. Katarzyna Chałubińska-Jentkiewicz z warszawskiej Akademii Leona Koźmińskiego. Jest specjalistką od prawa mediów i nowych technologii oraz członkinią m.in. Rady ds. Cyfryzacji przy Ministrze Cyfryzacji.

Prof. Chałubińska-Jentkiewicz przypomina, że obowiązek informowania o użyciu AI wprowadza art. 50 ust. 4 AI Act, zwłaszcza przy treściach dotyczących spraw publicznego zainteresowania. Jak wyjaśnia, gdy materiał przechodzi kontrolę redakcyjną – a tak jest w przypadku Republiki – ten obowiązek odpada. Wtedy w grę wchodzą jednak przepisy prawa prasowego i medialnego oraz ogólne zasady prawdy i rzetelności dziennikarskiej.

– To jest kazus, który potwierdza, że wykorzystywanie takich narzędzi jest niebezpieczne dla opinii publicznej – ocenia ekspertka. Prof. Chałubińska-Jentkiewicz zwraca też uwagę, że materiał Republiki może być traktowany jako satyra. Wtedy również nie ma obowiązku informowania, że powstał przy pomocy AI, ale trzeba wyraźnie zaznaczyć jego satyryczny charakter.

– Są więc przepisy prawne, które należy w tym przypadku wziąć pod uwagę, ale jest jeszcze etyka dziennikarska i ona jest w czasach AI najważniejsza – podsumowuje.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.