"Twierdza Magdeburg". Niemcy wstrzymują oddech
Tyle rozgłosu Magdeburg nie miał od niemal 400 lat. Podczas wojny trzydziestoletniej w 1631 miasto zostało niemal zrównane z ziemią przez austriackiego dowódcę Johanna T’Serclaes von Tilly. Katastrofa miasta zapisała się w europejskim słowniku pod postacią "magdeburgizowania", co oznaczało - ni mniej ni więcej - całkowite zniszczenie, zrównanie z ziemią lub starcie z mapy na zawsze.
Po niemal 400 latach Magdeburg znowu znajduje się w centrum zainteresowania. Teraz nie tylko całej Europy, ale i całego świata.
Od piątku miasto jest centralną areną najgorętszych od lat wyborów w Niemczech. AfD - Alternatywa dla Niemiec - stoi na najlepszej drodze do historycznego sukcesu. Sondaże dają jej zdecydowane zwycięstwo w niedzielnych wyborach. AfD może liczyć na wynik powyżej 40 proc. Ostatecznie może to jednak nie dać samodzielnych rządów w Saksonii-Anhalt. Wszystko bowiem zależy od tego kto jeszcze wejdzie do lokalnego parlamentu.
Magdeburg w oczekiwaniu na zmianę
Wracając jednak do samego Magdeburga. W piątek w mieście odbył się rodzinny festyn AfD. Ulrich Siegmund - kandydat na premiera landu - był głównym punktem programu wydarzenia, które mimo fatalnej tego dnia pogody zgromadziło tysiące ludzi. Organizatorzy szacowali liczbę uczestników nawet na 6 tys. osób.
W sobotę natomiast przez miasto przeszła wielotysięczna demonstracja przeciwników AfD. Niemieckie media mówią o "polaryzacji" Magdeburga i podziale miasta na dwa obozy. Wydarzenia przebiegały jednak spokojnie. Demonstracja zakończyła się wiecem w centralnej części miasta, który przez kilka godzin był świadkiem narracji anty-AfD.
AfD również nie próżnowało - skala wydarzenia była jednak znacznie mniejsza niż w piątek czy wspomniany już wiec przeciwników.
Alternatywa dla Niemiec zaplanowała na sobotę spotkanie wieńczące kampanię wyborczą. Do Magdeburga ściągnęła cała partyjna wierchuszka z Alice Weidel na czele. Do największego miasta Saksonii-Anhalt ściągnęli politycy nie tylko z Berlina, ale i z innych części kraju - a także z sąsiedniej Austrii. Na miejscu obecni byli przedstawiciele sympatyzującej z AfD Austriackiej Partii Wolności - FPÖ.
Na finał swojej kampanii AfD wybrała położony na obrzeżach magdeburskiego centrum AMO Kulturhaus. Budynek mogący pomieścić raptem kilkaset osób został w sobotę zamieniony w twierdzę. Ulica Erich-Weinert-Straße, przy której znajduje się gmach, została odcięta od reszty miasta przez kordony policji. Wjazd na nią był niemożliwy. Na obu krańcach ulicy policja kierowała ruchem i tłumaczyła kierowcom, jak mają objechać to miejsce.
Samo wejście do gmachu możliwe było tylko po wcześniejszej rejestracji i okazaniu uzyskanego w ten sposób kodu QR. Choć sala była zapełniona, przed budynkiem było cicho i spokojnie. Po wejściu osób, którym w porę udało zdobyć wejściówki na miejscu nie było praktycznie żadnych sympatyków AfD - gdyby nie powiewające przed wejściem proporce partii i banery z Siegmundem, trudno byłoby się domyślić, co właściwie dzieje się w środku.
AfD idzie po władzę
A w środku podniosła atmosfera. Zgromadzeni oczekują wyborczego sukcesu. - Jutro przez Saksonię-Anhalt wstanie dla Niemiec słońce - mówił Martin Reichardt, wiceprzewodniczący regionalnej AfD.
- Jesteśmy jedyną partią pokoju w tych wyborach - wtórował mu jego zastępca Oliver Kirchner.
Zgromadzeni w środku wyczekiwali jednak głównie Alice Weidel i głównej gwiazdy wieczoru, czyli Siegmunda, w którym widzą nowego premiera landu. Pierwsza na scenie pojawiła się Weidel, która wkroczyła energicznym krokiem w rytmie muzyki elektronicznej. Towarzyszył jej olbrzymi aplauz. - Jesteśmy partią rodzin i młodych ludzi. Widzimy to tutaj. Wszystko jest możliwe - mówiła, nawiązując do hasła wyborczego partii w tych wyborach. - Jutro napiszemy historię. Uli - będziesz pierwszym premierem AfD w naszej historii. Będziesz pierwszym premierem AfD. Dziękuję - mówiła.
Następnie na scenę wyszedł Siegmund. - Jesteśmy przyszłością. Odzyskamy nasz kraj - mówił. - Być może jestem najniebezpieczniejszym mężczyzną Niemiec. Dla establishmentu - podkreślił.
AfD "bliżej ludzi"
- AfD jest bliżej ludzi. Siegmund to co innego niż Sven Schulze (premier landu - red.). Oni są z ludźmi. Dlatego tu jestem. Liczę na zmianę - mówi Wirtualnej Polsce 19-letni Carsten, który na miejsce przyjechał wraz ze swoim kolegą - także sympatykiem AfD - Ianem.
Dla obu to pierwsze wybory w życiu. Młodzi mężczyźni nie kryją się ze swoimi poglądami. Jan ma na sobie t-shirt AfD, Carsten smycz z logotypem partii. - Przyjechaliśmy z południowej części landu, nie mieszkamy w Magdeburgu. Bardzo chcieliśmy tu dzisiaj być - mówią.
Obaj nie są pewni wyniku wyborów. Przyznają, że boją się, że głosowanie zostanie sfałszowane. - Czytaliśmy dzisiaj, że już trwają do tego przygotowania - mówią. - Pewien mężczyzna zgłosił to już do komisji wyborczej - mówią, wpisując się w propagandową linię partii.
Wróćmy do Rosji
Co jest dla nich ważne w tych wyborach? - Chcemy, by władza w końcu zajmowała się naszymi sprawami, a nie niemieckimi. Robią wszystko dla innych, a nami się już nie zajmują - mówi Carsten.
- Oczywiście jest też sprawa gospodarki i kwestia mieszkań. Jest coraz drożej, trudniej znaleźć pracę czy mieszkanie - dodaje Ian.
- Nie podoba nam się także władza centralna - rząd w Berlinie. Oddalenie się od Rosji to błąd. Powinniśmy być z nimi bliżej. Przerabialiśmy to już w latach 90. Zajmujemy się nie naszą wojną - mówi Carsten.
- Nigdy nie interesowałam się polityką. Te wybory to dla mnie nowość - mówi Wirtualnej Polsce 39-letnia Andrea. - Chcę, żeby w końcu liczył się człowiek. Nie politycy, nie pieniądze, tylko żeby w końcu wybory były o nas - ludziach - podkreśla.
- Tak, oczywiście pójdę jutro na wybory i zagłosuję na AfD - dodaje.
"Przynajmniej mają jakiś plan"
Rozmówczyni Wirtualnej Polski oczekuje działań. Dla niej AfD jako jedyne ma "przynajmniej" plan, co chce zrobić. - Plan jest duży. Przynajmniej to jest plan. Inni mówią tylko o "kordonie sanitarnym" przeciw AfD. Oni natomiast mają pomysł, co chcą zrobić i jak. Gospodarka i klasa średnia są w totalnej zapaści. Firmy uciekają, ci, którzy mają pieniądze, wyjeżdżają. Nie zostawiają nam powietrza do oddychania. Jesteśmy jak nowocześni niewolnicy - wskazuje.
- Rząd powinien zająć się nami. To byłoby miłe - dodaje. - To odświeżająca zmiana, tego brakuje, to się tutaj czuje - zaznacza.
- Nie chodzi mi nawet o przeniesienie tego na poziom ogólnokrajowy. Chcę po prostu, żeby jakaś partia znowu robiła coś dla ludzi, żeby pokochała kraj i ludzi - dodaje 39-latka.
Wydarzeniu przygląda się także dwóch mężczyzn, którzy siedzą na murku naprzeciwko budynku. - Nie jesteśmy ani z Magdeburga, ani z Saksonii-Anhalt. Przyjechaliśmy tu z ciekawości, na weekend. Nie możemy też głosować, ale w życiu nie głosowalibyśmy na AfD - mówi Marcus.
- Ciekawi nas jednak, jak to się skończy. Ogólnie chyba ciężko znaleźć tu ludzi z samego Magdeburga. To dość duże miasto i dość "multi-kulti". Ciężko nam sobie wyobrazić, żeby popierali AfD. Mieszkańcy poszli pewnie pod katedrę protestować przeciwko nim - dodaje.
- Jutro wracamy, ale w dzień pokręcimy się jeszcze na miejscu i zobaczymy, jak będzie - podkreśla.
Pod budynkiem na zakończenie wiecu czeka także para z psem. - Przyjechaliśmy z Bawarii - mówią. - Nie możemy głosować, absolutnie nie mamy skrajnie prawicowych poglądów, żadne z nas nie jest "prawakiem". Jesteśmy tu, bo chcemy zobaczyć, czy zmiana jest możliwa - mówi Sven.
Niemcy do zmiany?
- W Niemczech jest wiele rzeczy, które działają kiepsko. Jestem przedsiębiorcą. Pandemia dała mi popalić. Korupcja - o czym się nie mówi - jest realnym problemem tego kraju - podkreśla w rozmowie z Wirtualną Polską.
- Oczywiście, nasza sytuacja nie jest tragiczna. Potrzebna jest jednak zmiana. Nie oczekuję jednak, że to uruchomi lawinę w całym kraju. To ciągle będzie 15:1 (Republika Federalna Niemiec składa się z 16 krajów związkowych - red.), Saksonia-Anhalt to mały land, biedny, nie ma wielkiego przełożenia na cały kraj, ale chciałbym, żeby to jakoś wpłynęło na całość - dodaje.
Lokale wyborcze w położonej na wschodzie Niemiec Saksonii-Anhalt otwarto o godz. 8. Głosowanie potrwa do godz. 18. Pierwsze cząstkowe wyniki powinny spłynąć jeszcze przed godz. 19.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.