"To była scena grozy". Właściciele sklepów we Francji liczą straty

Francja pogrążyła się w chaosie. Protesty w całym kraju zamieniły się w gwałtowne zamieszki. W wielu dużych miastach doszło do starć z policją i plądrowania sklepów. Agencja PAP udostępniła materiał z Francji, w którym właściciele miejskich biznesów nie kryli swojego rozczarowania całą sytuacją.
- Widzieliśmy plądrowanie sklepów i bezsilność policji. To była w zasadzie scena grozy. Dla nas, właścicieli sklepów było to absolutnie okropne - przyznała właścicielka sklepu jubilerskiego w Bordeaux.
W miniony weekend Francję opanowała fala zamieszek. Media wypełnione były nagraniami z plądrowanych ulic, gdzie można było obserwować płonące budynki jak i grabieże w sklepach. Polska Agencja Prasowa udostępniła nagranie z rozmowy z Estelle Piron, jubilerką z Bordeaux. Francuzka pokazała swój zdewastowany sklep, który jest jednym z wielu biznesów dotkniętych przez zamieszki.
- Policjanci powiedzieli, że nigdy nie widzieli czegoś takiego przynajmniej w okolicach Bordeaux. (...) Rabusie zdołali wyważyć witrynę i od około 16.00 do 23.00 w sklepie panowała swobodna obsługa - przyznała kobieta.
Macron nie przyjął rezygnacji ministra
Po zamieszkach minister MSW Laurent Nuñez złożył rezygnację. Emmanuel Macron nie przyjął dymisji. Jak podał PAP, "Szef państwa uznał, że minister powinien pozostać na stanowisku, aby zapewnić ciągłość dowodzenia w policji i siłach bezpieczeństwa"
W sobotę aresztowano prawie 2,4 tys. osób. Natomiast około tysiąca policjantów zostało rannych. W ten weekend do protestujących od kilku tygodni uczniów i studentów dołączyli inni obywatele Francji – związki zawodowe oraz sprzeciwiający się Macronowi "ruch żółtych kamizelek". Wyrażali swój sprzeciw wobec rosnących kosztów życia. Demonstracje zmieniły się w zamieszki, które doprowadziły do podpaleń i grabieży.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.