Kawałek ciasta za 5 zł, mandat za 1500 zł. Skarbówka ruszyła na dożynki
Wandzie (imię zmienione na prośbę rozmówczyni) wciąż drży głos, gdy mówi o tamtej niedzieli. Minęły ponad trzy tygodnie, ale dla mieszkanki podkrakowskiej wsi to nadal bardzo silne przeżycie. 30 sierpnia Wanda wraz z koleżankami z koła gospodyń wiejskich otworzyła stragan na gminnych dożynkach. Była piękna, upalna pogoda, na festyn przyszło sporo ludzi, a upieczone przez kobiety ciasta i inne smakołyki znikały w mgnieniu oka.
- Nagle podeszła do nas uśmiechnięta pani. Poprosiła o dwa kawałki ciasta. Zapłaciła za nie 10 zł, a ja się zagapiłam i zamiast wydać tej pani paragon, zaczęłam obsługiwać kolejną osobę w kolejce. Nie minęło 30 sekund i "błysnęła" mi przed twarzą legitymacją. Okazało się, że jest ze skarbówki. Zrobiło się nieprzyjemnie - mówi gospodyni.
Jak tłumaczy Wanda, nie pomogły prośby i błagania. Po kontroli koło gospodyń wiejskich zostało ukarane mandatem w wysokości 1500 zł.
Gospodynie tłumaczyły kontrolerkom, że to niedopatrzenie i jednorazowa wpadka, bo od kilku godzin wydawały paragony wszystkim klientom.
- Nie było przebacz. Panie były niewzruszone. Uważam, że kontrolowanie dożynek to chamstwo. Tak, wiem, jakie jest prawo. Popełniłam błąd, ale z drugiej strony, o jakim kalibrze oszustwa my mówimy? - pyta gospodyni.
Jak wylicza, koło piecze ciasta i sprzedaje je po kosztach, by mieć środki na własne potrzeby. Kawałek, który kosztował 5 zł, w produkcji kosztował 3 zł, więc na każdym gospodynie zarabiały 2 zł. Nawet gdyby przez cały dzień sprzedawały bez paragonów, chodziłoby maksymalnie o 500 zł.
- Dla państwa to żadna strata na podatku. Dużo większe "wały" skarbowe w naszym kraju ludzie robią i tam kontroli żadnych nie ma - dodaje.
Twarde prawo czy głupie prawo?
Krajowa Administracja Skarbowa potwierdza, że w niedzielę 30 sierpnia jej funkcjonariusze z Małopolski przeprowadzili szereg kontroli na festynach dożynkowych. Byli w Bukowskiej Woli (pow. miechowski), Porębie Górnej (pow. olkuski), Przegini (pow. krakowski) oraz w samym Krakowie.
Kontrolowano wszystko i wszystkich. Urzędnicy z boku przyglądali się osobom ustawiającym "dmuchańce" dla dzieci, sprzedawcom balonów, popcornu, waty cukrowej i napojów, osobom obsługującym grille, a także kołom gospodyń wiejskich sprzedającym na festynach swoje rękodzieło.
KAS nie podaje, ile uchybień wykryto łącznie na czterech imprezach. W odpowiedzi na pytania Wirtualnej Polski Joanna Drużyńska, kierowniczka Referatu Komunikacji Izby Administracji Skarbowej w Krakowie, przyznaje, że karano mandatami w trzech wysokościach: 100, 600 i 1500 zł. Najniższa kara była za "nieprawidłowe prowadzenie ewidencji sprzedaży". Wyższy mandat wystawiano za "nierejestrowanie sprzedaży na kasie fiskalnej", a najwyższy - za "brak nadzoru nad ewidencjonowaniem sprzedaży".
Po 1500 zł zapłaciły na dożynkach w Bukowskiej Woli dwa koła gospodyń wiejskich z gminy Racławice. Chodzi o panie z Górki Kościejowskiej i Miroszowa. Wójt Racławic postanowił zapłacić za nie kary.
Trudno mieć do kontrolerów pretensje, bo działali zgodnie z prawem. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że koła pojechały na dożynki nie po to, żeby zarobić, a po to, aby reprezentować gminę, wzięliśmy to z zastępczynią na siebie. Mam nadzieję, że ta sytuacja nie zniechęci naszych gospodyń do dalszej aktywności.
- mówi "Gazecie Krakowskiej" wójt Kozioł.
Samorządowiec dmucha więc na zimne, ale koła gospodyń wiejskich i tak mogą w przyszłości niechętnie jeździć na festyny. Przyznaje to Sylwia Suchecka, dyrektorka Centrum Kultury i Sportu w Miechowie. Jak mówi, po mandatach od skarbówki gospodynie nie chcą już sprzedawać swoich ciast na lokalnych imprezach.
Jej jednostka w pierwszy weekend września też organizowała imprezę plenerową w innej wsi na terenie powiatu miechowskiego. Koła Gospodyń Wiejskich odwołały udział w imprezie w obawie przed kolejną wizytą kontrolerów ze skarbówki.
Wirtualna Polska rozmawiała także z innymi samorządowcami z gmin i powiatów pod Krakowem. Wielu z nich nie szczędzi kontrolerom gorzkich słów.
- Robimy takie fajne imprezy, które właściwie mają w ostatecznym rozrachunku jedynie finansowo wyjść na zero i dostaliśmy naprawdę mocny cios. To niszczenie polskiej tradycji dożynkowej. Kontrolerzy przyszli sprawdzać nas, maluczkich - mówi jeden z wójtów w powiecie proszowickim.
Jak wylicza, koło piecze ciasta i sprzedaje je po kosztach, by mieć środki na własne potrzeby. Kawałek sprzedawany za 5 zł kosztował w produkcji 3 zł, więc na każdym gospodynie zarabiały 2 zł. Nawet gdyby przez cały dzień sprzedawały bez paragonów, chodziłoby maksymalnie o 500 zł.
- Zimą zeszłego roku byłem na Targach Bożonarodzeniowych na krakowskim Rynku. Kiełbasa z grilla kosztowała tam 50 zł. Na paragony jej nie nabijali, a kontrolerów jakoś nie było - dodaje samorządowiec.
Skarbówka odpiera zarzuty. "To nie była złośliwość"
Po pierwszych publikacjach o kontrolach na dożynkach zawrzało też w internecie. Na lokalnych forach wielu użytkowników pomstuje, że Krajowa Administracja Skarbowa uderzyła w "piękną polską tradycję". Ich zdaniem kontrolerzy szukali wyników tam, gdzie ludzie działali nie dla zarobku, ale z dobrego serca.
Urzędnicy KAS odpierają te zarzuty, tłumacząc, że przepisy pozwalają im kontrolować nawet wiejskie festyny.
- Mogę zapewnić, że zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, kontrole celno-skarbowe prowadzone przez Małopolski Urząd Celno-Skarbowy mogą mieć miejsce podczas każdej imprezy terenowej. Działania kontrolne Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) nie są podejmowane w sposób przypadkowy ani z zamiarem działania przeciwko określonym grupom społecznym - mówi Joanna Drużyńska.
Skarbówka ruszyła na festyny po fali donosów?
W rozmowie z Wirtualną Polską Joanna Drużyńska po raz pierwszy daje do zrozumienia, skąd w ogóle wziął się pomysł, by wysłać kontrolerów na dożynki. Z jej słów wynika, że skarbówka nie działała z własnej inicjatywy, a do kontroli festynów wzywano ją w zawiadomieniach.
- Czynności kontrolne dotyczące prawidłowości ewidencjonowania sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących podejmowane są również w związku z napływającymi zawiadomieniami na krajowy telefon interwencyjny, dotyczącymi możliwych nieprawidłowości w zakresie fiskalizacji sprzedaży, w tym podczas imprez plenerowych i terenowych - mówi naczelnik Drużyńska.
Urzędniczka KAS od razu zastrzega jednak, że nie może powiedzieć, czy kontrole w Bukowskiej Woli, Porębie Górnej, Przegini i Krakowie przeprowadzono na skutek donosów. W kolejnym zdaniu prosi, by nie zarzucać skarbówce złej woli ani złośliwości.
- Jeżeli pojawiają się sygnały wskazujące na możliwość naruszenia przepisów, konieczne jest ich zweryfikowanie w ramach przysługujących organom kompetencji. Podjęcie czynności kontrolnych jest zatem realizacją ustawowych obowiązków, a nie przejawem złośliwości czy działaniem wymierzonym w lokalne społeczności - kończy Joanna Drużyńska.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.