Afera neurochirurgów. Szpital ukarany za zabiegi lekarza celebryty
Prawie tysiąc złotych zarabiał za kilkuminutowy zabieg dr Łukasz Grabarczyk w szpitalu w Piszu. Neurochirurg w placówkach północno-wschodniej Polski latami wykonywał proste zabiegi przeciwbólowe kręgosłupa – te same, przez które problemy mają szpitale w Mogilnie i Miastku. NFZ skontrolował pod tym kątem szpital w Piszu. Tylko za jeden rok placówka musiała oddać ponad 670 tys. złotych. Lekarz zapowiedział, że kontrolerkę NFZ będzie ścigał karnie i cywilnie, ze szpitalem walczy o wypłatę przed sądem.
- Mrągowo, Mława i Pisz. Co najmniej w tych trzech szpitalach zabiegi termolezji wykonywał od 2022 r. dr Łukasz Grabarczyk.
- NFZ skontrolował jedynie szpital w Piszu i tylko za rok 2023. Teraz szpital z powodu nieprawidłowości związanych z rozliczaniem zabiegów ma oddać 670 849,20 zł.
- Zabiegi trwały od 5 do 19 minut, a pacjenci po krótkiej obserwacji wychodzili do domu. Tymczasem – według NFZ – rozliczano pełną hospitalizację.
- Z naszych obliczeń wynika, że tylko w Piszu, pracując 3–4 dni w miesiącu w latach 2023–25 neurochirurg mógł wystawić faktury na ponad 2 mln zł. Szpital wstrzymał wypłatę części wynagrodzenia; Grabarczyk walczy o pieniądze przed sądem.
- Raport NFZ-u lekarz nazwał "instytucjonalnym ściekiem" i zapowiedział prywatny akt oskarżenia przeciwko kontrolerce funduszu.
- Dr Grabarczyk nie ma sobie nic do zarzucenia. "Zarzuty [szpitala] kwestionuję w całości."
- Grabarczyk to prezes spółki prowadzącej Klinikę "Budzik" dla Dorosłych w Warszawie. W 2024 r. WP opublikowała tekst, w którym opisaliśmy m.in. zmyśloną historię jego pracy w szpitalu w Ukrainie.
WIDEO
Janczura: To jeszcze medycyna? Czy linia produkcyjna
WIDEO
Po aferach w Mogilnie i Miastku
W lipcu, w artykule "26 tysięcy na godzinę. Neurochirurdzy zarabiali, szpital ma karę i komornika", Wirtualna Polska opisała działania lekarzy ze spółki Spine. Szczególnie bulwersujące były wspomniane w tytule horrendalne zarobki.
Neurochirurdzy ze Spine przyjmowali w małych szpitalach powiatowych, w kilku województwach zachodniej Polski. Zazwyczaj w soboty wykonywali stosunkowo proste zabiegi przeciwbólowe w obrębie kręgosłupa. W dokumentacji wykazywali jednak zdecydowanie droższą procedurę. Lekarze zarabiali nawet 65 proc. tego, co NFZ płacił szpitalowi. W związku z tym, że byli w stanie wykonać kilkadziesiąt zabiegów jeden po drugim, zarabiali nawet ponad 300 tys. złotych dziennie.
Działali tak m.in. w Mogilnie i Miastku. Sprawa wyszła na jaw, gdy kontrolę przeprowadził NFZ i nałożył gigantyczne kary. Szpital z Mogilna ma zapłacić 2,6 mln zł. Do drzwi placówki zapukał komornik, a sprawę od miesięcy bada prokuratura.
Po naszych publikacjach NFZ błyskawicznie dokończył też kontrolę w Miastku i podliczył nienależnie pobrane kwoty. Kara sięga tam ponad 13 mln zł. Tam jednak komornik nie może zapukać do drzwi szpitala, bo te są zamknięte. Ze względu na brak lekarzy i fatalną sytuację finansową placówka prowadzona przez lokalny samorząd formalnie zakończyła działalność i jest w trakcie likwidacji.
Inny model, ten sam efekt
Do WP zaczęły napływać zgłoszenia z innych szpitali w całej Polsce. Pisali pacjenci, lekarze, pielęgniarki, a nawet dyrektorzy. Z ich informacji wynikało, że Mogilno i Miastko to wierzchołek góry lodowej. Autorzy wiadomości zwracali nam również uwagę, że spółka Spine nie wymyśliła "biznesu" na termolezji, bo podobny proceder odbywał się też w innych miejscach i z podobnym skutkiem: lekarze zarabiali miliony, a szpitale płacą za to kary.
Przypomnijmy, na czym polega problem. Istnieją dwie różne (choć podobne) procedury zwalczania bólu w neurochirurgii. Obie polegają de facto na tym samym. Przez skórę wprowadza się do kręgosłupa specjalną igłę, która nagrzana do odpowiedniej temperatury niszczy określone nerwy, a pacjent przestaje czuć ból.
Jedną procedurę można przeprowadzić w ambulatorium; jest krótka i nie wymaga hospitalizacji. Druga wymaga więcej czasu, personelu i sprzętu. Najważniejsze: wiąże się z pobytem w szpitalu, co sprawia, że jest droższa i czterokrotnie lepiej wyceniona przez NFZ.
Jak ustalił NFZ, w Miastku i Mogilnie lekarze wykonywali pierwszą, ale do dokumentacji wpisywali drugą i to na jej podstawie szpitale rozliczały się z funduszem.
Zwróciliśmy się do NFZ z pytaniem, czy Mogilno i Miastko były jedynymi ukaranymi placówkami. Czy były prowadzone inne kontrole w tym zakresie, a jeśli tak, czy też wykryto nieprawidłowości? W odpowiedzi otrzymaliśmy listę 17 szpitali ukaranych dokładnie za to samo.
Z dokumentów tych kontroli wynika, że mechanizm wszędzie był podobny: ten sam zabieg co w Mogilnie i Miastku, te same stwierdzone nieprawidłowości, bardzo podobny model działania, czyli prosta procedura sprawozdawana do funduszu jako bardziej skomplikowany zabieg.
Wśród ukaranych szpitali znalazła się też m.in. średniej wielkości placówka w Piszu. Okazało się, że zabiegi termolezji wykonywał tam tylko jeden lekarz. To szef kliniki "Budzik" dla Dorosłych w Warszawie, dr Łukasz Grabarczyk. Portale plotkarskie szeroko opisywały jego związki; występował w telewizyjnych programach rozrywkowych i nie tylko. Neurochirurg część swojej legendy budował na zmyślonej historii o operowaniu ukraińskich żołnierzy rannych na froncie. Opisaliśmy to w 2024 r.
Doktor Grabarczyk przedstawiał się jako neurochirurg operujący rannych w lwowskich szpitalach, ale jego relacje różniły się w zależności od wywiadu (data wyjazdu, liczba szpitali, długość pobytu, pierwszy pacjent). Dyrektor i lekarze lwowskiego szpitala Straży Granicznej zaprzeczyli, jakoby operował tam kogokolwiek. Jak relacjonowali, łącznie spędził w placówce około godziny, bo obcokrajowców nie dopuszczano do operowania żołnierzy. Denisa Błyzniuka, rzekomo swojego pierwszego pacjenta, nie operował, a do Olsztyna zawiózł go ukraiński lekarz, nie Grabarczyk.
Z relacji żony i partnerki wynikało, że bywał w Ukrainie, ale na krótko (kilka wyjazdów, często na jeden dzień, nocował w lwowskim hotelu), po czym wyjechał na wakacje do USA. Sam Grabarczyk przyznał tylko, że pierwszy pobyt trwał kilka godzin. Na resztę pytań WP odpowiadał wymijająco, powołując się na względy bezpieczeństwa.
Mniejsza (nie znaczy mała) stawka
W odróżnieniu od Mogilna i Miastka, w Piszu nie było żadnej spółki, z którą szpital podpisałby umowę. Był jeden lekarz prowadzący indywidualną praktykę lekarską i to z nim placówka zawarła kontrakt. Z informacji, które uzyskaliśmy w szpitalu, wynika, że dr Grabarczyk pojawiał się w Piszu średnio 3–4 razy w miesiącu, a przyjmował w różne dni tygodnia.
W odróżnieniu od lekarzy ze spółki Spine, którzy dostawali 65 proc. tego, co z NFZ otrzymywał szpital, dr Grabarczyk w Piszu pobierał konkretną stawkę za punkt rozliczeniowy. NFZ wycenia zabiegi z określonych grup w punktach i dopiero potem przelicza je na złotówki. Zabieg, który raportował Grabarczyk, był w tamtym momencie wart 3784 punkty. Na początku neurochirurg dostawał 30 groszy za punkt, a po aneksie 25 groszy.
Do naszych wyliczeń przyjęliśmy niższą stawkę, czyli 25 groszy. To oznacza, że za jeden zabieg termolezji lekarz mógł dostawać 946 złotych. Szczegóły rozliczeń między szpitalem a lekarzem znamy z akt sprawy toczącej się przed Sądem Okręgowym w Olsztynie, do której jeszcze wrócimy.
Rachunki na miliony
Zapytaliśmy szpital w Piszu, ile zabiegów termolezji wykonywała placówka w poszczególnych latach i kto je robił. Z uzyskanych informacji wynika, że w 2023 r. wykonano ich 1057, w 2024 r. 1007, a w roku 2025 – do czasu rozwiązania umowy – 177. Łącznie wykonano 2241 zabiegów tylko w tym jednym miejscu. Jedyną osobą, która się tym zajmowała w Piszu, był dr Łukasz Grabarczyk.
Jeśli to wszystko pomnożymy przez punkty rozliczeniowe NFZ, to łączna kwota, na którą neurochirurg mógł wystawić rachunki szpitalowi w Piszu, sięga ponad 2 mln zł.
Nie znaczy to, że Grabarczyk tyle zarobił: część przelewów została wstrzymana. Szpital nie zapłacił lekarzowi trzech faktur za rok 2024 i jednej za 2025 – łącznie wstrzymano wypłatę ponad 730 tys. złotych.
"Od 5 do 19 minut"
Pieniądze przestały płynąć po kontroli NFZ z 2025 r. i nałożeniu kary na szpital. Umowę z funduszem podpisuje bowiem placówka, a nie konkretny medyk.
Główny zarzut kontroli był dokładnie taki, jak w przypadku wielu innych placówek – także tych z Mogilna i Miastka.
W wystąpieniu pokontrolnym NFZ czytamy: "We wszystkich przypadkach cel leczenia mógł być osiągnięty w warunkach ambulatoryjnych. W 100 [wybranych – red.] przypadkach pacjenci [formalnie – red.] zostali hospitalizowani".
Kontrolerzy wzięli pod lupę wyrywkowo 100 zabiegów z 1057 wykonanych w 2023 r. Okazało się, że w 47 przypadkach skierowanie na zabieg wystawił sam Grabarczyk:
"Skierowania zostały wystawione przez w/w lekarza z Poradni w Olsztynie, Mławie, Kętrzynie i Piszu. W objętych kontrolą przypadkach nie określono celu leczenia. Cel wystawienia skierowania określono kodem ICD 10" – czytamy w raporcie NFZ. Oznacza to, że w skierowaniu lekarz nie określił, jaki konkretnie zabieg należy pacjentowi wykonać.
Zdaniem kontrolerów przebieg i dokumentacja z zabiegów dowodzą, że hospitalizacje nie były konieczne:
"W Księdze bloku operacyjnego (…) czas zabiegu był krótki i wynosił od 5 minut do 19 minut".
W innym fragmencie czytamy, że równie szybko pacjenci opuszczali szpital:
"po zabiegu i krótkiej obserwacji wszyscy pacjenci zostali wypisani do domu w stanie ogólnym dobrym z zaleceniami kontroli w Poradni Neurochirurgicznej".
Zdaniem kontrolerów wątpliwości budzą też powtarzalne, jednobrzmiące wpisy w historiach choroby, co przypomina zastrzeżenia dotyczące kontroli w szpitalach w Mogilnie i Miastku. Tam praktycznie wszystkie dokumentacje wyglądały tak samo.
Efekt kontroli w szpitalu w Piszu jest taki, że NFZ zakwestionował termolezje sprawozdawane w 2023 r. i placówka miała zwrócić 670 tys. zł. Dyrekcja złożyła swoje zastrzeżenia do decyzji, ale nic to nie zmieniło. Prezes funduszu odrzucił je w całości. Szpital nie walczył w tej sprawie przed sądem. Dyrektor Maciej Olesiński poinformował nas, że kwota została pobrana przez fundusz z bieżących rozliczeń – mówiąc wprost, o tyle mniej wpłynęło do kasy szpitala.
Zbadali rok 2023 i wystarczy
Kontrola w Piszu rozpoczęła się 6 maja 2025 r. i skończyła pod koniec lipca. Od początku kontrolerzy przyjęli założenie, że sprawdzają tylko termolezje wykonywane w szpitalu w 2023 r. Stwierdzili szereg nieprawidłowości, nałożyli karę – i na tym koniec.
Z dokumentacji wynika jednak, że w tej samej placówce ten sam lekarz wykonał ponad tysiąc termolezji także w 2024 r. Gdy zapytaliśmy w funduszu, dlaczego tego okresu nie sprawdzono, usłyszeliśmy, że brakuje ludzi, by przeprowadzać tak szerokie kontrole: do sprawdzenia są dziesiątki tysięcy procedur i podmiotów w całym kraju.
Nie jest tajemnicą, że w NFZ od dawna jest kilkadziesiąt wakatów na stanowiska kontrolerskie. Chętnych brakuje, bo stawki w porównaniu z zarobkami specjalistów poza funduszem nie są zachęcające, a pracy jest dużo.
Widać to choćby po sprawie termolezji. Jedna kontrola otwiera wiele innych wątków. Doktor Łukasz Grabarczyk nie wykonywał zabiegów tylko w Piszu. Bywał też w innych niewielkich szpitalach powiatowych, w których do dziś nikt nie przeprowadził kontroli.
Termolezja w Mrągowie i Mławie
21 lipca zapytaliśmy kolejny szpital – w Mrągowie, czy dr Grabarczyk wykonywał u nich zabiegi termolezji i na jakich zasadach. Szpital odpowiedział po blisko dwóch miesiącach, ale nie na wszystkie pytania. Wiemy, że szpital miał z Łukaszem Grabarczykiem umowę od lipca 2022 r. do końca 2023 r. Wiemy, że w pierwszym półroczu lekarz wykonał 127 zabiegów, ale placówka pominęła liczbę zabiegów wykonywanych w kolejnym roku. Nie wiemy, ile zarobił szpital, ile lekarz i jakie były stawki.
Co ważne, ani NFZ, ani sam szpital w Mrągowie nie badali poprawności wykonywania i sprawozdawania procedur w tej placówce.
Do Mławy dr Grabarczyk trafił później, bo w październiku 2025 r., czyli już po zakończeniu kontroli w Piszu. Czy procedura odbywa się inaczej? Czy tu hospitalizacje były zasadne? Szpital twierdzi, że wszystko jest w porządku, ale NFZ kontroli nie prowadził.
"Lekarz Łukasz Grabarczyk współpracuje z SPZOZ w Mławie od dnia 24 października 2025 r. Umowa została zawarta na czas określony do dnia 30 czerwca 2027 r." – czytamy w odpowiedziach szpitala.
Szpital rozlicza termolezję z funduszem tak samo jak Pisz, czyli w trybie hospitalizacji. Do 18 sierpnia tego roku wykonano w Mławie 323 zabiegi. Wysokości wynagrodzenia szpital nie podał, ale wskazał, że dr Grabarczyk ma otrzymywać procent od procedury. Jaki, nie wiemy.
"Instytucjonalny ściek"
Doktor Grabarczyk wystosował obszerną odpowiedź na wystąpienie pokontrolne NFZ w sprawie szpitala w Piszu. Całość ma 32 strony i znajduje się w aktach sprawy sądowej, którą wytoczył placówce, żądając wypłacenia ponad 730 tys. zł. W swojej polemice lekarz krytykuje to, że kontrolerka podała w raporcie jego imię, nazwisko i numer prawa wykonywania zawodu.
Grabarczyk twierdzi, że dokument stworzony przez kontrolerkę jest "skonstruowany pod z góry założoną tezę". Jego zdaniem "język raportu zdradza ton oskarżycielski i insynuacyjny".
Lekarz kończy:
"Nie waham się nazwać tego dokumentu (…) instytucjonalnym ściekiem".
Zapowiedział, że skieruje prywatny akt oskarżenia o zniesławienie przeciwko autorce raportu oraz pozew cywilny o naruszenie dóbr osobistych.
Sprawdziliśmy w NFZ. Prywatny akt oskarżenia jak dotąd nie wpłynął do sądu, nie ma też informacji, by sąd otrzymał pozew cywilny w tej sprawie. Fundusz nie odnotował też żadnej skargi na działania kontrolerki w tym zakresie.
Walka o kasę
W pozwie przeciwko placówce z Pisza lekarz domaga się wypłaty 730 tys. zł tytułem wynagrodzenia za cztery niezapłacone faktury. Szpital nie zapłacił, bo uważa, że to dr Grabarczyk ponosi odpowiedzialność za przeprowadzenie zabiegów i skoro to on naraził szpital na wysokie kary, to powinien ponieść konsekwencje finansowe.
– Wobec mojej osoby nie zapadło żadne rozstrzygnięcie stwierdzające istnienie jakiegokolwiek zobowiązania wobec szpitala. Szpital nie wystąpił przeciwko mnie z odrębnym powództwem. Jego zarzuty kwestionuję w całości – twierdzi Grabarczyk w korespondencji z WP.
Chcieliśmy porozmawiać o szczegółach tej sprawy z dyrekcją oraz reprezentującym ją prawnikiem. O sprawach, które ma rozpatrywać szczegółowo sąd, na tym etapie mówić jednak nie chcą. Najpełniej ich stanowisko wynika więc z akt sprawy. Szpital, odpowiadając na zarzuty stawiane przez lekarza, wskazuje, że kara nałożona na placówkę wprost wynika z działań Grabarczyka:
"Należności pozostają w bezpośrednim związku przyczynowo-skutkowym z działaniem powoda Łukasza Grabarczyka, nie powstałyby one, gdyby powód właściwie, w warunkach ambulatoryjnych wykonywał tzw. zabiegi termolezji oraz gdyby właściwie prowadził dokumentację medyczną i używał właściwych środków farmakologicznych."
Lista zarzutów wobec działania Grabarczyka jest długa i pokrywa się z tym, co ustalił NFZ. To, zdaniem władz szpitala, jest podstawą, by powstałe należności pokrył neurochirurg.
"Kara umowna i podatek dochodowy z tytułu wymierzenia tej kary obciążać powinny w pełni powoda. Obie należności są szkodą po stronie pozwanego [szpitala – red.] wynikającą z działań powoda" – stwierdza w piśmie załączonym do akt sprawy pełnomocnik szpitala.
W korespondencji z Wirtualną Polską lekarz podkreśla, że pieniądze powinien dostać już dawno, bo sąd wydał szpitalowi nakaz zapłaty w styczniu 2026 r. To prawda, sąd wydał nakaz, tyle że dyrekcja wniosła sprzeciw i sprawa będzie się toczyć w zwykłym – a nie "uproszczonym" – trybie. Dotychczas proces nie ruszył. 15 maja 2026 r. Sąd Okręgowy w Olsztynie oddalił wniosek dr. Grabarczyka o zabezpieczenie roszczenia.
Grabarczyk odpiera zarzuty
Dr Łukasz Grabarczyk otrzymał od nas siedemnaście pytań. Na część z nich odpowiedział pod koniec lipca 2026 r. Zależało mu, by podkreślić kilka ważnych dla niego spraw.
Po pierwsze, że to on skierował sprawę do sądu przeciwko szpitalowi, a nie odwrotnie. Po drugie, że kontrola NFZ dotyczyła szpitala, a nie działania lekarza i że to szpital jest odpowiedzialny za rozliczanie się z funduszem.
Neurochirurg podkreśla też, że między nim a szpitalem nie pośredniczyła żadna spółka (jak miało to miejsce w Mogilnie czy Miastku) oraz że jego wynagrodzenie nie było obliczane jako procent wyceny.
Twierdzi, że szpital popełnił błąd, bo nie wykorzystał drogi sądowej, by uniknąć kary nałożonej przez NFZ:
– Ustalenia kontroli nie zostały zatem nigdy poddane ocenie sądu. Nie zgadzam się z nimi w zakresie wykonywanych przeze mnie świadczeń. Mam dokumentację i dowody, które przedstawię przed Sądem Okręgowym w Olsztynie – przekonuje dr Grabarczyk.
Jednocześnie lekarz nie odpowiedział na szereg naszych pytań. Do dziś nie wiemy, w jakich jeszcze szpitalach wykonywał zabiegi termolezji. Nie wiemy, czy Pisz, Mrągowo i Mława były jedyne. Nie wiemy, jaki model rozliczenia przyjęto w innych placówkach ani jakie były stawki.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.