"Tu by była masakra". Policjanci mówią o swojej obecności przed Trybunałem
Ostry spór o kształt i rolę Trybunału Konstytucyjnego trwa już niemal tydzień. Przed budynkiem TK wciąż trwają demonstracje, choć mniejsze niż w fazie największego zaostrzenia. Ale na miejscu nadal są policjanci.
Porozmawialiśmy w środę wieczorem z funkcjonariuszami, którzy pilnowali porządku przed TK. Przed budynkiem, między stanowiskami dla mediów i protestujących, kręciło się kilkadziesiąt osób z flagami i transparentami. Około godziny 21 demonstrantów nie było jednak więcej niż 60–80. Zachowywali się spokojnie. Nie było żadnych burd, przepychanek ani krzyków. W promieniu 200 m od budynku Trybunału naliczyliśmy kilkanaście radiowozów i kilkudziesięciu funkcjonariuszy, zmieniających się, ze względu na chłód, co około 30–40 minut.
Byli to funkcjonariusze ogniw patrolowo-interwencyjnych. Ze względu na dość spokojny przebieg demonstracji obyło się bez "białych kasków", czyli policjantów z oddziałów prewencji. Większość z policjantów, z którymi rozmawialiśmy, była z Warszawy, choć było też wsparcie z innych miast.
– Teraz jest spokojnie, bez żadnych dymów czy awantur. Jest chłodno, ludzi mniej. Ale gdyby nas tu nie było, to przy takich nastrojach byłaby masakra – mówił w rozmowie z Wirtualną Polską jeden z funkcjonariuszy.
– Z ludzi wychodziłyby najgorsze instynkty. Dlatego pilnujemy – dodawał jego partner.
Wielu młodych policjantów i policjantek
Większość policjantów, z którymi rozmawialiśmy, to młodzi ludzie. Ci, którzy zdecydowali się porozmawiać, wspominali, że do służby trafili niedawno i nie mają bardzo dużego "nalotu" w formacji.
Generalnie jednak nie byli bardzo rozmowni, choć można było zobaczyć, jak wdają się w dyskusję z protestującymi. Niektórzy mówili, że mają również przyjaciół czy bliskich w formacjach mundurowych. Widać jednak było, że policjanci również przeżywają sytuację, choć zachowywali spokój.
– Czuję się skonsternowany. Wie pan, tam są moi rodacy. Słyszę od nich obelgi. W piątek był dramat. Wyzywali nas cały czas. Ja nie chcę ich oceniać. Każdy ma swoje racje. Jeden jest za jednym ugrupowaniem, drugi za innym. Tylko my nie jesteśmy od oceniania. Mamy zapewnić bezpieczeństwo. Żaden z nas nie chce tym ludziom robić krzywdy. Tam jest trochę osób starszych. To tak, jakby ktoś oskarżał mnie, że chcę się wyżywać na moim dziadku – powiedział w rozmowie z WP jeden z policjantów.
"Taka nasza praca". Policjanci też czują presję
Funkcjonariusz – trafił do Warszawy z woj. kujawsko-pomorskiego w ramach posiłków – wskazywał, że z uwagi na warunki pogodowe mają trwające po ok. 30 minut rotacje. Potem mogą udać się do wozu, rozgrzać, napić się gorącej herbaty lub kawy.
– My jeszcze w piątek rano nie wiedzieliśmy, że przyjedziemy do Warszawy. Dowódcy zdecydowali nagle. Ale taka nasza praca – wskazuje nasz rozmówca.
Inny jednak używa gorzkich słów. Mówi wprost o poczuciu bycia narzędziem.
– Żałuję, że jesteśmy wykorzystywani przez polityków. Czujemy się jak mięso armatnie, bo ile można słuchać obelg? Jesteśmy ludźmi. W piątek ciśnienie było ogromne. Cieszę się, że w sumie nie doszło do rękoczynów, że przy tym ciśnieniu, kamerach, nie polała się krew. Uważam, że to nasz sukces – słyszymy.
"Wolałbym być gdzie indziej"
Dlatego wśród funkcjonariuszy wyczuwalne było napięcie. Dało się słyszeć głosy, że niektórzy woleliby spędzać ten czas inaczej. Niekoniecznie w domu, z kubkiem herbaty, choć i takie komentarze się pojawiały.
– Służba to służba, robimy to, co nam każą. Ale jeśli już, to wolałbym być, odbywać tę służbę gdzie indziej niż tu. Choćby pod Pałacem Kultury i Nauki czy na dworcu głównym – powiedział jeden z funkcjonariuszy.
Będąc na miejscu, dziennikarze Wirtualnej nie słyszeli jednak, by protestujący wykrzykiwali obelgi pod adresem policjantów czy wdawali się w przepychanki lub zachowywali się wrogo wobec mundurowych.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.