ESPN DeportesDodgers: Miguel Rojas se retira tras eliminaciónESPNHow championship rematches became a specialty for PFL's Liz CarmoucheDaily MaverickTHE BULLET AND THE BIKERS: How a bullet has exposed battles between two of SA’s biggest biker groupsInquirerUrdaneta mayor, vice mayor, councilors dismissed by OmbudsmanThe Jerusalem PostUN says Gaza malnutrition gains fragile as Israel halts commercial shipmentsRTP DesportoDas pistas para a cama. O drama da ex-atleta olímpica que "perdeu tudo"ZDF heuteSo haben sich die Mieten in Ihrer Region entwickeltGolem.deAnzeige: 27-Zoll-Gaming-Monitor von AOC mit bis zu 260 Hz für unter 130 Euro bei AmazonFox NewsIlhan Omar's sister skips book tour event amid week of chaos following raid on progressive's DC homeWirtualna PolskaCzarny dym nad Warszawą. Płonie sklep rowerowyThe Hollywood ReporterEverybody Needs to Calm Down — Comedian Laura Ramoso Says She Can Help With ThatCBS SportsNFL survivor pool picks, knockout strategy, advice for Week 6, 2026: Fade the Pittsburgh Steelers
The Daily Newsstand · Free, Always
Friday, October 16, 2026

Lasy w pandemii i nocne SMS-y od RCB. Państwo popełnia ten sam błąd [OPINIA]

Translate

Pamiętacie kwiecień 2020 roku? Do lasu nie wolno było wejść, bo Lasy Państwowe uznały, że podmiejskie ścieżki zrobiły się zatłoczone jak deptaki. Zakaz trwał niecałe trzy tygodnie, ale zapamiętaliśmy go na lata. Stał się symbolem przepisu, który uderza w najmniej ryzykowne zachowanie, jakie można sobie wyobrazić. Badania z czasów pandemii pokazały coś, o czym często się zapomina: obywatele słuchają państwa, któremu ufają. Każde polecenie, które wygląda na bezsensowne, tę ufność zużywa.

Z alertami RCB może być podobnie. W piątek 16 października mieszkańcy województwa lubelskiego dostali siedem alertów i siedem komunikatów o odwołaniu alarmu. Częstotliwość jest taka, że przyzwyczajenie będzie niedługo najbardziej oczywistą reakcją.

Oczywiście, w zestawieniu z sytuacją pandemiczną różnice są kluczowe. Zakaz wstępu do lasów ograniczał wolność nieproporcjonalnie do ryzyka, alert niczego nie zakazuje. Przepis o lasach był chybiony, alert jest źle zaprojektowany.

Nikt rozsądny nie kwestionuje też, że zagrożenie jest realne i rośnie, a alerty nie są dowodem histerii. Na terytorium Polski spadały już rosyjskie rakiety, a dron uderzył w lokomotywę po ukraińskiej stronie przy polskiej granicy. Rosja używa dronów z napędem odrzutowym, które skracają czas na reakcję. Do tego dochodzi zimowy plan uderzeń w ukraińską energetykę. Ataki na zachodnią Ukrainę będą częstsze, więc i poderwań myśliwców będzie więcej.

Historia polskich alertów przypomina wahadło. We wrześniu 2025 roku rosyjskie drony naruszały naszą przestrzeń powietrzną przez całą noc, a mieszkańcy wschodnich województw dostali SMS-y dopiero po ósmej rano, gdy główne zagrożenie minęło. RCB tłumaczyło wtedy, że zwłoka była celowa, żeby nie wywoływać paniki.

30 lipca tego roku rosyjski pocisk manewrujący Ch-101 wleciał w polską przestrzeń i rozbił się w Tarnawie-Kolonii na Lubelszczyźnie. Mieszkańcy okolicznych powiatów usłyszeli syreny, ale alertu RCB nie dostali. Nie wiedzieli, czego się bać ani co robić.

Dziesięć dni później wiceminister obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka zapowiedziała w Wirtualnej Polsce zmianę: SMS ma przychodzić za każdym razem, gdy wojsko poderwie myśliwce w związku z sytuacją na Ukrainie. Wahadło przeskoczyło ze skrajności "za mało" w skrajność "za dużo".

Piątkowy komunikat brzmi: "Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów". To informacja, nie ostrzeżenie. Nie zawiera żadnego polecenia. Takie komunikaty, wysyłane w nocy, budzą ludzi i podnoszą lęk, ale nie pozwalają nic zrobić.

Skutkiem jest zmęczenie alertami, czyli efekt, jakby państwo ciągle wołało do swoich obywateli: "uwaga wilk, wilk!". Gdy przyjdzie alert o realnym zagrożeniu na polskim terytorium, część odbiorców potraktuje go jak kolejny szum. "Wykończycie nerwowo mieszkańców Polski wschodniej" – brzmi jeden z komentarzy pod tekstem WP o alertach. Dobrze oddaje nastroje. Alerty przychodzą w losowych momentach, sprawiają wrażenie chaosu i napawają lękiem. Ludzie szukają więc zamienników, na przykład prywatnych aplikacji łączących dane o dronach.

Alert RCB to SMS. RCB może zawęzić obszar do powiatu: wcześniejsze alerty trafiały np. tylko do Chełma, Włodawy i Krasnegostawu. Dzisiejszy poszedł na całe województwo, co było wyborem, a nie koniecznością. SMS-y przechodzą też przez kolejki operatorów razem ze zwykłymi wiadomościami, co powoduje opóźnienia.

Rozwiązaniem ma być Cell Broadcast: komunikat nadawany jednocześnie przez stacje bazowe, który działa nawet przy wyciszonym telefonie. MSWiA przeznacza na niego blisko 100 mln zł, ale pełne uruchomienie zaplanowano dopiero na drugą połowę 2027 roku. W testach jest też aplikacja Systemu Ostrzegania i Alarmowania.

Tyle że do drugiej połowy 2027 roku zostało wiele miesięcy rosyjskich nalotów. To wystarczająco dużo czasu, by alerty RCB w świadomości Polaków utrwaliły się jako kolejne powiadomienie do wyciszenia.

View the original on Wirtualna Polska →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.