The Daily Newsstand · Free, Always
Wednesday, September 30, 2026

"Odebrano kilkadziesiąt telefonów rodziców". Ratusz zerwał umowę z firmą przewozową w 10 dni. Jej właściciel chce iść do sądu

Translate

Autobus - zdjęcie ilustracyjne

"Nie jestem z innej bajki". Dzieci z zespołem Downa wzięły udział w baśniowej sesji

Źródło wideo: Paula Przetakowska | Fakty po południu

Źródło zdj. gł.: Shutterstock

Rodzice i szkoła informowały ratusz w Siemianowicach o nieprawidłowościach do jakich miało dochodzić przy przewozach dzieci z niepełnosprawnościami: złym traktowaniu, spóźnieniach i trudnościach w kontakcie. Urząd Miasta zerwał umowę. Firma odpiera większość zarzutów i wskazuje, że to szkoła nie przekazała potrzebnych harmonogramów. Przewoźnik zamierza zgłosić sprawę do sądu.

Dziesięć dni - tyle wystarczyło, aby Urząd Miasta Siemianowice Śląskie zrezygnował z usług przewoźnika, który został wybrany w przetargu na wożenie dzieci do Zespołu Szkół Specjalnych w Siemianowicach. Jak przekazał nam ratusz, na liście dowozu jest obecnie 67 uczniów, którzy wymagają szczególnej opieki. Rodzice informowali o problemach z nową firmą zarówno urzędników, jak i dyrekcję.

"Odebrano kilkadziesiąt telefonów, pisemnie wpłynęło 14 skarg rodziców, którzy wskazywali na brak kontaktu ze strony przewoźnika w celu ustalenia godziny odbioru dziecka, opryskliwe zachowanie wobec dzieci, palenie papierosów przy dzieciach, brak kontaktu z opiekunką w trakcie przewozu dzieci, nieznajomość tras, brak znajomości adresów odwiezienia dzieci, zbyt długie przebywanie w busie, wypuszczenie dziecka z busa pomimo nieobecności opiekuna - powiedział tvn24.pl Rafał Jakoktochce p.o. rzecznika prasowego Urzędu Miasta w Siemianowicach Śląskich.

Dodał także, że po 3 i 4 września przeprowadzono kontrole. Wskazały one m.in. na to, że samochody wykonujące przewozy nie były tymi wskazanymi w umowie z ratuszem oraz, że do jej realizacji wykorzystywano zbyt małą liczbę pojazdów. Wśród skarg były także informacje o jeździe pod prąd.

"Z powodu jego choroby - ze zmęczenia - mogło dostać napadu padaczki"

- Moje dziecko potrafiło wyjechać tuż po godzinie szóstej i wrócić po szesnastej. Z powodu jego choroby - ze zmęczenia - mogło dostać napadu padaczki - opowiedziała nam pani Sandra.

Inna z matek przekazała nam, że w jednym z dni, otrzymała informację, iż przewóz będzie między godziną 6.40 a 7.20. Gdy zadzwoniła o godz. 7.45 miała usłyszeć, że przewóz będzie za godzinę. Dziecko zaczynało tego dnia zajęcia o godzinie 8. Po szkole jej dziecko czekało 2,5 godziny na odwiezienie, a w busie miało słuchać wulgaryzmów padających ze strony opiekunki.

- Ze względu na brak zaufania rodziców wobec przewoźnika, większość z nich zawiadomiła szkołę o czasowej rezygnacji z dowozu dzieci do czasu wyjaśnienia zgłoszonych wątpliwości - powiedział nam Klaudiusz Styperek, dyrektor Zespołu Szkół Specjalnych w Siemianowicach Śląskich.

Dodał, że z powodu skarg rodziców i trudności w porozumieniu się z firmą przewozową jak najszybciej zawiadomiono Wydział Edukacji Urzędu Miasta. Rodzice nie chcieli powierzać swoich dzieci także w drugim tygodniu szkoły - już po interweniowaniu urzędu miasta.

"To nie nasza wina, tylko miasta"

Historia z punktu widzenia właściciela firmy przewozowej wygląda zupełnie inaczej. Wskazał, że firma miała wozić dzieci w Siemianowicach nie tylko do szkoły specjalnej przy ul. Myśliwieckiej.

- To nie nasza wina, tylko miasta. Sprawę zamierzamy zgłosić do sądu. Zaproszono mnie na podpisanie umowy dopiero 28 sierpnia. Ponieważ brakowało podpisu ze strony miasta, miasto mi jej nie przekazało. Przekazana nam przed rozpoczęciem roku szkolnego lista dzieci z ich adresami i numerami opiekunów była nieaktualna - stan na poprzedni rok szkolny. Mieliśmy wozić uczniów do trzech przedszkoli i dwóch szkół w różnych częściach Siemianowic - przekazał tvn24.pl właściciel firmy przewozowej "ŁŁ - BUS Przedsiębiorstwo Transportowe Łukasz Łach"

Właściciel zaprzeczył jakoby opiekunki paliły przy dzieciach, a obsługa była opryskliwa, a kierowcy jeździli pod prąd. Wskazał, że najwyżej wycofywali, gdy była potrzeba podwiezienia dziecka pod jego dom. Zaprzeczył też, że dzieci były wypuszczane bez opiekunów. Dodał, że z powodu bałaganu ze strony miasta i szkoły na Myśliwieckiej trudno było uniknąć spóźnień. Powiedział również, że prosili opiekunki ze świetlicy o wykaz dzieci, które wracały o różnych godzinach do domu, jednak te nie chciały im przekazać wykazów. Miały się zasłaniać tym, że jeszcze nie mają ułożonego planu lekcji.

- Mamy firmę 25 lat i jeździmy z dziećmi np. po Katowicach i Dąbrowie Górniczej. Zawsze dostawaliśmy z wyprzedzeniem listę dzieci i adresy, aby odpowiednio ułożyć trasę. W Siemianowicach nikt nam nie przekazał harmonogramu odwozu i rozwozu dzieci - o której mamy zabrać ile i gdzie uczniów. Szkoła miała problemy z ułożeniem planu lekcji - powiedział nam Łukasz Łach.

"Dało nam termin siedmiu dni"

- Miasto wysłało kontrolę i prośbę o odniesienie się do konkretnych nieprawidłowości, które zdaniem miasta miały miejsce. Dało nam termin siedmiu dni na odniesienie się do nich. Umowę zerwało przed tym terminem, nie czekając na odpowiedzi - twierdzi pan Łukasz.

W rozmowie z nami podkreślił, że w drugim tygodniu roku szkolnego dowozy były realizowane dobrze bez większych uchybień. Umowę wypowiedziano firmie 9 września, a firma miała zostać niepoinformowana o tym wspomnianego dnia. 10 września kierowcy normalnie rano wyjechali i zrealizowano przewozy. Dopiero tego dnia przedstawiciele ratusza mieli przekazać wypowiedzenie.

P.o. rzecznika prasowego Urzędu Miasta Siemianowice przekazał nam, że wypowiedzenie umowy jest ważne nie od daty umieszczonej na dokumencie, a od chwili skutecznego doręczenia - czyli 10 września po porannych dowozach. Wskazał także, że za wspomniany przez przewoźnika harmonogram odpowiada zgodnie z zapisami umowy firma przewozowa.

- Wykonawca został zaproszony na podpisanie umowy w dniu 21 sierpnia i podpisał w tym dniu umowę. Następnie umowę przekazano do podpisu przez zamawiającego. Umowa została podpisana przez strony 21 sierpnia, jednak wykonawca nie zgłosił się po odbiór. Treść umowy była dostępna w projektowanych postanowieniach umowy zawartych w Specyfikacji Warunków Zamówienia - powiedział nam Rafał Jakoktochce.

"Wychowawcy świetlicy kilkukrotnie próbowali skontaktować się z przewoźnikiem"

Dyrektor szkoły specjalnej Klaudiusz Styperek zaprzeczył zarzutom przewoźnika dotyczącym utrudnionego kontaktu i twierdzi, że plan lekcji był już gotowy przed rozpoczęciem roku szkolnego - 24 sierpnia. Wedle jego słów przewoźnik dysponował aktualnymi danymi osób objętych dowozem od momentu podpisania umowy z Urzędem Miasta Siemianowice Śląskie.

- Wychowawcy świetlicy kilkukrotnie próbowali skontaktować się z przewoźnikiem aby usprawnić organizację dowozu, jednak koordynator nie odbierał telefonu, a zmienność opiekunów w busie również nie ułatwiała sprawnego przepływu informacji - przekazał nam dyrektor placówki w Siemianowicach.

Wskazał także, że wychowawcy świetlicy przekazali aktualne dane dotyczące rozpoczynania i kończenia zajęć przez uczniów objętych dowozem. Przedstawiono również sposób sprawnej organizacji przewozu w zeszłym roku szkolnym.

Jeśli posiadasz ważne informacje lub znasz ciekawą historię, napisz do autora: mateusz.czajka@wbd.com

View the original on TVN24 →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.