The Jerusalem PostTV TIME: Best intense thrillers while awaiting ‘Fauda’וואלהרוסיה דורשת הבהרות מארה"ב וטורקיה על העברת נשק אפשרית לאוקראינהRTP DesportoEuropeus de atletismo. Vitória Oliveira bate recorde na meia maratona em marchaESPN DeportesDiana Flores dedica el Mundial a Julio Ocaña, el coach que considera su mentorInquirer‘Parents responsible for protecting kids online, not just government’RTL BoulevardTurnster Veerman mist nipt brugmedaille bij EK, Visser laatsteMint‘Biggest scam ever in the world’: Nithin Kamath asks startup founders not to brag about AI; social media reactsMundo DeportivoCity 0-2 Barça: Vicky marca el segundoSportstarHockey World Cup: Skipper Harmanpreet hails India’s 3-1 win over Wales in openerRai NewsI servizi russi arrestano una donna: "Ha messo la bomba che ha ucciso un ufficiale a Sebastopoli"MyJoyOnlinePhotos: Police engage religious leaders at National Police HeadquartersBBC News BrasilTerremoto de magnitude 7,7 mata ao menos 47 pessoas na Indonésia
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, August 15, 2026

Przedszkola świecą pustkami. Samorządy uderzyły w demograficzną ścianę

Translate

Dane zebrane przez Serwis Samorządowy PAP pokazują, że skutki niżu demograficznego coraz wyraźniej widać w systemie edukacji. Po rekrutacji na rok szkolny 2026/2027 w największych miastach pozostały tysiące nieobsadzonych miejsc.

W Warszawie, według danych z czerwca 2026 r., w miejskich przedszkolach zostały dokładnie 4062 wolne miejsca. We Wrocławiu było ich ponad 2,5 tys., w Poznaniu około 1,6 tys., a w Krakowie 928.


- Niż demograficzny uderza w przedszkola i będzie coraz bardziej widoczny. Kolejne roczniki dzieci w wieku przedszkolnym są coraz mniej liczne, a jeśli dzieci będzie mniej, zapotrzebowanie na placówki również będzie spadać - mówi Mateusz Łakomy, Dyrektor programu Demograficon w Polskim Towarzystwie Gospodarczym i specjalista ds. demografii.


Pierwsze konsekwencje już są widoczne. W lipcu Rada Warszawy zdecydowała o likwidacji sześciu publicznych przedszkoli. Władze miasta tłumaczą decyzję niżem demograficznym oraz niewielką liczbą dzieci uczęszczających do części placówek. Zdaniem Mateusza Łakomego podobnych decyzji będzie coraz więcej.

- Część przedszkoli być może będzie utrzymywana mimo mniejszej liczby dzieci, ale ostatecznie każda taka decyzja musi mieć ekonomiczne uzasadnienie - podkreśla.

Przedszkola walczą o dzieci. W tle nie tylko niż

- Przez 15 lat mojej pracy w różnych przedszkolach grupy były pełne, a listy rezerwowe długie - mówi Anna Wiktor-Stępień, nauczycielka wychowania przedszkolnego i twórczyni profilu Przedszkolanka-Anka.

Jak przypomina, w publicznych placówkach o przyjęciu decydowały jasno określone kryteria. - Rodzice zbierali punkty m.in. za zatrudnienie, rodzeństwo uczęszczające do tej samej placówki czy miejsce zamieszkania - tłumaczy.

Dziś, jak podkreśla, sytuacja wygląda zupełnie inaczej.

- Wszystko zależy od miasta. Są przedszkola w Katowicach, które nadal mają komplet dzieci i listy rezerwowe, ale są też takie, gdzie na 62 miejsca zapisano zaledwie 12 dzieci - wyjaśnia.

Jej zdaniem niż demograficzny to tylko jedna z przyczyn. - Rodzice są dziś znacznie bardziej świadomi. Wiedzą, jak chcą wychowywać dzieci i jakiej edukacji dla nich szukają - tłumaczy. Zanim zapiszą dziecko do placówki, sprawdzają ofertę, godziny otwarcia czy sposób pracy z dziećmi.

Zmienił się również sam rynek. - Przedszkoli jest coraz więcej. Publiczne stają się nowocześniejsze, przez ostatnie lata przybyło też placówek prywatnych. Rodzice mają wybór i nie muszą już kierować się wyłącznie odległością od domu - mówi.

To sprawia, że placówki coraz mocniej konkurują o dzieci. - Prześcigają się w ofertach, wydłużają godziny pracy, a niektóre proponują nawet opiekę weekendową. Wszystko po to, by przekonać rodziców, że właśnie ich przedszkole będzie najlepszym wyborem - zauważa.

Jak dodaje, rodzice coraz częściej zwracają uwagę nie tylko na liczbę zajęć dodatkowych, ale na atmosferę.

- Szukają miejsc z dobrą i zaangażowaną kadrą, rodzinnych, opartych na szacunku do dziecka i uczących życia w społeczeństwie - mówi.

Zmiany odczuwają także nauczyciele. Gdy zaczęto mówić o skutkach niżu demograficznego, Wiktor-Stępień liczyła, że przyniesie on mniejsze grupy. - Miałam nadzieję, że standardem będzie 16-20 dzieci zamiast 25. To poprawiłoby komfort pracy nauczycieli, ale przede wszystkim byłoby lepsze dla dzieci - przyznaje.

Tak się jednak nie stało. - Placówki walczą o dzieci. Dyrektorzy współpracują ze sobą, próbują uzupełniać grupy i zrobić wszystko, żeby nie zwalniać nauczycieli - opowiada. Zaznacza jednak, że sytuacja jest bardzo zróżnicowana.


- Nauczyciele wychowania przedszkolnego boją się utraty pracy. Część odchodzi z zawodu i się przebranżawia. Uważnie obserwuję to, co dzieje się w przedszkolach, i liczę na mądre decyzje ustawodawców - podsumowuje Anna Wiktor-Stępień.


- Na Śląsku wciąż widać ogłoszenia o pracę i ruchy kadrowe, ale w innych regionach nauczyciele mają coraz większy problem ze znalezieniem zatrudnienia - zauważa. To przekłada się na nastroje w środowisku.

Widmo zamknięcia przedszkola

Jesienią 2025 roku rodzice dzieci uczęszczających do niepublicznego przedszkola Stokrotka na gdańskim Przymorzu usłyszeli, że placówka za kilka miesięcy przestanie istnieć. Kończyła się umowa, a miasto postanowiło przeznaczyć budynek na inne cele.

- Wszyscy byliśmy tą decyzją bardzo zaskoczeni. Dowiedzieliśmy się o niej właściwie z plotek i od radnych dzielnicowych. Nikt z nami tej decyzji nie konsultował - mówi Michał Siedlecki, ojciec jednego z przedszkolaków.

Dla rodzin oznaczało to konieczność szukania nowych miejsc dla dzieci. - Nie mieliśmy zbyt wielu alternatyw. Mieszkamy na Przymorzu, bardzo gęsto zaludnionej dzielnicy, gdzie działa jedno publiczne przedszkole, od dawna przepełnione. Miasto wskazywało prywatne albo dojazdy do sąsiednich dzielnic do placówek, w których były miejsca - opowiada.

To rozwiązanie nie było jednak dla nich odpowiednie. - Na mapie dwa czy trzy kilometry nie wyglądają groźnie, ale w praktyce oznaczałoby to codzienne wożenie dzieci samochodem albo komunikacją miejską. Tymczasem do Stokrotki chodzimy pieszo - opowiada.

Rodzice postanowili walczyć. - Wiedzieliśmy, że to nie jest problem wyłącznie naszych dzieci. Ta decyzja wpłynie na całą dzielnicę i na wszystkich rodziców, którzy w przyszłości będą szukać miejsca dla swoich dzieci. Tym bardziej że wielu z nas planuje powiększenie rodzin - podkreśla Siedlecki.

Przez blisko rok rodzice organizowali protesty, pisali pisma, angażowali prawników i próbowali przekonać miejskich urzędników do zmiany decyzji.

- Spotykaliśmy się z wiceprezydentem odpowiedzialnym za edukację, z urzędnikami wydziału edukacji i z radnymi miasta. Bardzo aktywnie działaliśmy też w mediach społecznościowych, wywierając presję na decydentów. Zadawaliśmy otwarte pytania, zapraszaliśmy polityków na spotkania z mieszkańcami. To był wielowymiarowy proces - wylicza.

Początkowo miasto zgodziło się jedynie na roczne przedłużenie umowy dzierżawy budynku, tak aby dzieci mogły dokończyć edukację. Ostatecznie jednak zapadła decyzja o bezterminowym przedłużeniu funkcjonowania placówki.

- To była ogromna ulga i wielka radość. Na zakończenie roku szkolnego zorganizowaliśmy festyn dla dzieci i rodziców. Dzieci na szczęście nie były świadome całej sytuacji, staraliśmy się oszczędzić im stresu i trudnych pytań. Każdego dnia cieszymy się, że możemy odprowadzać je do miejsca, w którym pracują ludzie, którym ufamy i w którym nasze dzieci czują się dobrze. Cieszymy się też, że to miejsce zostanie dla kolejnych pokoleń - dodaje Michał Siedlecki.

Niż demograficzny

W 2025 roku w Polsce urodziło się zaledwie 238 tys. dzieci, niemal o 40 proc. mniej niż w 2019 roku. Powodów tego trendu jest wiele: niepewność ekonomiczna, sytuacja na rynku mieszkaniowym, zmiany stylu życia czy obawy związane z przyszłością. Zdaniem eksperta to jednak nie wyczerpuje wyjaśnienia.

- Największym problemem są dziś trudności z tworzeniem trwałych związków przez młodych dorosłych. To, co wydarzyło się w ciągu ostatnich pięciu, sześciu lat pod tym względem, było prawdziwą hekatombą. Teraz obserwujemy skutki również w sytuacji przedszkoli - mówi Mateusz Łakomy.

W jego ocenie skuteczna polityka demograficzna wymaga zmiany sposobu myślenia. Nie wystarczą kolejne transfery finansowe, ulgi podatkowe czy rozbudowa infrastruktury opiekuńczej.

- Rozwiązania leżą trochę gdzie indziej, niż przywykliśmy sądzić. Kluczowe jest odbudowywanie relacji między ludźmi. Smartfony w coraz większym stopniu niszczą relacje, kondycję psychiczną i emocjonalną. Potrzebujemy powrotu do bezpośrednich, dobrych kontaktów międzyludzkich. Demografia jest jednym z najważniejszych wyzwań, z którymi Polska mierzy się już dziś - przekonuje.

"Mały PiS". Wiceprezes PSL w "Gościu Wydarzeń" o Rozwoju Plus MorawieckiegoPolsat News


View the original on Interia

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.