Liczą na "błękitne tsunami". Ostatnia prosta wyborów w USA
Przez całą noc z wtorku na środę polskiego czasu spływać będą informacje o wynikach z kolejnych stanów. Na jakie wyniki zwracać szczególną uwagę? Które mogą powiedzieć wcześniej o tym, jak rozstrzygnie się wyborczy dzień? Które faktycznie zadecydują o tym, czy demokraci przejmą obie Izby Kongresu?
Na początek dwie Karoliny i Georgia
O godz. 1 polskiego czasu skończy się głosowanie w dwóch stanach, którym wszyscy się będą przyglądać: w Georgii i Karolinie Południowej, a pół godziny później w Karolinie Północnej.
W Georgii – stanie, gdzie Trump wygrał dwa lata temu różnicą trochę ponad 3 pkt. proc. – demokratyczny senator Jon Ossoff walczy o utrzymanie mandatu. Gdyby się to nie udało, byłby to sygnał, że sondaże mogły być przestrzelone i czeka nas noc pełna nieprzyjemnych dla demokratów niespodzianek. Jeśli z kolei wygra nie tylko Ossoff, ale także demokratyczna kandydatka na urząd gubernatora, była burmistrzyni Atlanty Keisha Lance Bottoms – gorzej radząca sobie w sondażach niż senator – to będzie znak, że noc może pójść bardzo po myśli demokratów.
Karolina Południowa uchodziła przez większość tej kampanii za bezpieczny republikański stan – Trump w 2024 r. wygrał tam różnicą ponad 17 pkt. proc. Na ostatniej prostej kampanii wyścig o mandat senatora reprezentującego ten stan zrobił się bardzo konkurencyjny. Gdyby w wyborach senatora z tego stanu Annie Andrews pokonała Darline Graham – siostrę długo reprezentującego stan w Senacie Lindseya Grahama – albo gdyby republikanka wygrała bardzo nieznacznie, to byłby to bardzo niepokojący sygnał dla prezydenckiej partii.
Z kolei w Karolinie Północnej, gdzie wyniki poznamy pół godziny później, od dawna sondażowym pewniakiem był kandydat demokratów Roy Cooper. Gdyby Cooper wygrał niewielką przewagą albo przegrał, to byłby to – zwłaszcza po klęsce Ossoffa – bardzo niekorzystny sygnał dla demokratów.
Gdzie pójdzie środkowy zachód?
Także o godz. 1:30 polskiego czasu kończą się wybory w Ohio. Od czasu pierwszego zwycięstwa Trumpa Ohio stało się solidnie republikańskim stanem – w tym roku może się to jednak zmienić. Demokraci liczą na to, że uda się przynajmniej powalczyć w wyborach senatora z tego stanu i w wyborach gubernatora. Republikanie w tych ostatnich wyborach wystawili Viveka Ramaswamy’ego, miliardera indyjskiego pochodzenia, który w trakcie kampanii wywołał kryzys, emitując reklamę wyborczą, w której jego demokratyczną konkurentkę Amy Acton atakowała jej własna matka. Jak się jednak okazało, Acton poróżniła się ze swoją matką lata temu, gdy ta stanęła po stronie ojczyma wykorzystującego seksualnie przyszłą polityczkę, gdy ta była dzieckiem.
O drugiej rano polskiego czasu kończy się głosowanie w sąsiadującej z Ohio Pensylwanii. To właśnie zwycięstwo w tym stanie było kluczem do zapewnienia sobie większości w kolegium elektorów przez Trumpa w 2016 r. W tym roku w Pensylwanii kluczowe będą cztery okręgi wyborcze do Izby Reprezentantów, gdzie do końca toczyć się będzie bardzo wyrównany pojedynek między kandydatami republikanów i demokratów. Jeśli demokraci wygrają większość lub wszystkie, to będzie to sygnał mogący świadczyć o ich zdecydowanej przewadze w Izbie Reprezentantów.
Godzinę później lokale wyborcze zamkną się w Michigan, kolejnym stanie Środkowego Zachodu, kluczowym dla sukcesów Trumpa w 2016 i 2024 r. Demokraci walczą tam o obronę miejsca w Senacie, zwolnionego po wycofaniu się z walki o trzecią kadencję demokraty Gary’ego Petersa. Kandydatem partii w stanie jest Abdul El-Sayed – urodzony w Michigan syn emigranta z Egiptu, lekarz i urzędnik zdrowotny, muzułmanin związany z lewym skrzydłem demokratów. El-Sayed budził kontrowersje także wśród demokratów, głównie ze względu na swoją krytykę wsparcia Stanów dla Izraela, a jego konkurentka z prawyborów w ostatniej chwili poparła republikanina Mike’a Rogersa. Zdaniem ekspertów nie zaszkodzi to El-Sayedowi – koło godz. 3 polskiego czasu niebieska fala, jeśli istotnie się pojawi, będzie już widoczna i powinna ponieść też El-Sayeda.
Potwierdzi się w Teksasie, Iowa i w Kansas?
Także o trzeciej polskiego czasu zakończy się głosowanie w Teksasie, Iowa i Kansas. Każdy z tych stanów powinien być solidnie republikański, a jednak w żadnym z nich republikanie nie mogą być pewni zwycięstwa – co pokazuje, że albo mamy najbardziej przestrzelone sondaże wyborcze albo naprawdę niezwykłe wybory.
W Teksasie faworytem w wyborach senatora z tego stanu wydaje się James Talarico. Ostatni sondaż AtlasIntel – ośrodka, który opublikował jeden z najdokładniejszych sondaży dwa lata temu – wskazuje także na zwycięstwo demokratycznej kandydatki na gubernatorkę Giny Hinojosy.
Teksas będzie też miejscem kilku mocno wyrównanych pojedynków w wyborach do Izby Reprezentantów. Republikańska legislatura stanowa zmieniła przed wyborami granice okręgów wyborczych, tak, by były one najkorzystniejsze dla republikanów – dorzucając obszary, które statystycznie powinny głosować na tę partię do raczej demokratycznych okręgów. Bardzo wyraźny spadek popularności Trumpa wśród wyborców latynoskich sprawia jednak, że nie tylko republikanie mogą mieć problem z zyskaniem nowych mandatów w Izbie, ale też zagrożone mogą być okręgi, które bez zmiany granic "zabierających" z nich pewnych republikańskich wyborców byłyby solidnie republikańskie.
W grze są także wybory do Senatu w Kansas – choć to musiałaby być bardzo udana dla demokratów noc – i urząd gubernatora w Iowa. W obu mogą wygrać umiarkowani republikanie, w tym pierwszym metodystyczny pastor Adam Hamilton, w tym drugim Rob Sand, który w 2022 r. jako jedyny demokrata wygrał ogólnostanowe wybory w Iowa, zapewniając sobie po raz drugi urząd stanowego audytora. W Iowa demokraci w najbardziej optymistycznym scenariuszu mogliby też liczyć na wygraną w wyborach do Senatu i od dwóch do trzech mandatów z czterech przysługujących stanowi w Izbie Reprezentantów.
Gdyby w środku nocy polskiego czasu takie wyniki spłynęły z konserwatywnych, wiejskich stanów jak Kansas i Iowa, to byłby to znak, że Trumpa i jego partię odrzuca sam rdzeń republikańskiego elektoratu.
Zadecyduje dopiero Alaska?
Kiedy dowiemy się, kto wygrał? Pierwsze prognozy dotyczące tego, kto zdobył kontrolę nad Izbą Reprezentantów pojawią się pewnie koło godz. 3 w nocy polskiego czasu.
Jeśli chodzi o Senat, to demokraci, by zdobyć kontrolę nad tą izbą, potrzebują zyskać co najmniej cztery mandaty więcej niż mają w niej dziś. To znaczy, że wygrać muszą Ossoff w Georgii i El-Sayed w Michigan, a oprócz tego demokraci muszą wygrać w czterech innych stanach. Jeśli ktoś z tej dwójki przegra, demokraci będą potrzebowali odpowiednio więcej zwycięstw. Po godz. 1:30 mogą pojawić się wstępne szacunki tego, kto wygrał w Ohio i Karolinie Północnej. Gdyby demokratom się tam powiodło, to, zakładając obronę stanu posiadania, wykonaliby już połowę planu. Gdyby wpadła im jeszcze, co jest znacznie mniej prawdopodobne, Karolina Południowa, trzy czwarte.
Wynik w Senacie możemy poznać po godz. 3, gdy zaczną spływać wyniki z Teksasu, Iowa i Kansas. Niewykluczone jednak, że na ostateczny wynik w Senacie możemy poczekać trochę dłużej. Wszystko może bowiem zależeć od wyników w Maine i na Alasce. W obu stanach swoich mandatów bronią republikanie i w obu demokraci mają szansę na zwycięstwo – zwłaszcza w Maine.
W Maine głosowanie kończy się co prawda już o godz. 2 polskiego czasu, ale zgodnie ze stanowym prawem, jeśli nikt z kandydatów nie zdobędzie połowy głosów, to zlicza się wtedy głosy preferencyjne wyborców – którzy mogą zaznaczyć kandydatów dalszego wyboru. Proces ten może potrwać do piątku. Z kolei Alaska nie tylko stosuje podobny system głosów preferencyjnych jak Maine, ale przyjmuje też głosy korespondencyjne, które dotrą do 15 dni po dacie wyborów. Na wyniki możemy więc poczekać co najmniej do 18 listopada.
Demokraci są zdecydowanymi faworytami, wspomniany sondaż AtlasIntel daje im aż 14 pkt proc. przewagi. Niezależnie od sondaży czeka nas emocjonująca noc.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.