Nie za wszystkie konie z Pride od Poland jeszcze zapłacono. "Nie ma powodu do niepokoju"
Janów Podlaski. Konie udają się na pastwisko
Źródło wideo: tvn24.pl
Źródło zdj. gł.: Pride o Poland
- Nie ma powodów do niepokoju i z całą pewnością nie można mówić, że jest jakaś "klapa" – twierdzi Anna Stojanowska, doradczyni dyrektora generalnego Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa ds. hodowli koni.
- Ryzyko w handlu zawsze występuje, jednak z tego co mi przekazano wynika, że wszystko jest na dobrej drodze - mówi nam minister rolnictwa Stefan Krajewski.
Poganinka dostała drugą najwyższą cenę podczas Pride od Poland
Źródło zdjęcia: Pride o Poland
14 dni za zapłatę, umowę rozwiązuje się po pół roku
W zeszłym tygodniu w "Rzeczpospolitej" ukazał się artykuł, w którym pada pytanie, czy tegoroczny sukces aukcji Pride of Poland, podczas których wylicytowano wszystkie 16 prezentowanych koni, nie okaże się jednak klapą. Bo klienci nie zapłacili jeszcze za pięć spośród nich. W tym za Poganinkę – klacz, która osiągnęła drugą (po klaczy Pila za 160 tys. euro) najwyższą cenę wśród licytacji, czyli 140 tys. euro.
"Czy to normalne, że po dwóch miesiącach od aukcji konie wciąż przebywają w Polsce? Biorąc pod uwagę zapisy regulaminu aukcji – zdecydowanie nie. Wynika z niego, że co do zasady termin na przekazanie płatności wynosi 14 dni, choć regulamin dopuszcza ustalenie innej daty w umowie między wystawcą a kupującym" – czytamy w artykule.
Mowa jest w nim również o tym, że w razie opóźnień w zapłacie, wystawca może naliczyć odsetki, natomiast umowę z nabywcą rozwiązuje się w ciągu sześciu miesięcy od upływu terminu zapłaty.
Konie w stadninie w Janowie Podlaskim
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
KOWR: negocjacje "na ostrzu noża" nie mają sensu
- Oczywiście moglibyśmy już teraz naliczać odsetki, ale nam wszystkim powinno chyba zależeć na tym, aby dany klient ostatecznie zapłacił, a w przyszłym roku wziął udział w kolejnych aukcjach. Nie ma więc sensu prowadzić negocjacji "na ostrzu noża" - mówi nam, cytowana wcześniej, Anna Stojanowska.
Wysyła nam też tabelki, z których wynika, że w ramach aukcji Pride of Poland nie zapłacono jeszcze za wspomnianą Poganinkę (140 tys. euro), Efidenię (70 tys. euro), Escadrillę (40 tys. euro), Wiosenną Miłość (38 tys. euro) i Perallę (15 tys. euro). Jeśli konie te nie zostałyby odebrane, od wylicytowanego miliona euro za 16 koni należałoby odjąć 303 tys. euro.
Natomiast jeśli chodzi o aukcję Summer Sale (odbywa się następnego dnia po Pride of Poland) z wylicytowanych 20 koni (na 25 wystawionych), nie odebrano jeszcze trzech. Chodzi o klacze: Fokaja (42 tys. euro), Espinela (41 tys. euro) oraz Pangea (22 tys. euro). Jeśli klienci by nie zapłacili, od kwoty 363 tys. euro z aukcji Summer Sale należałoby odjąć 105 tys. euro.
Główna aukcja Pride of Poland odbyła się 9 sierpnia
Źródło zdjęcia: PAP
Jeden koń do Arabii Saudyjskiej, reszta do Iraku i na Łotwę
Dwa (chodzi o Efidenię i Parellę) z wszystkich ośmiu wymienionych koni zostały wystawione przez stadninę w Janowie Podlaskim, a reszta przez stadninę Michałów. Jedna klacz (Efidenia) została kupiona przez klienta z Arabii Saudyjskiej, a pozostałe konie przez dwóch nabywców – z Łotwy (Escadrilla, Peralla, Fokaja, Espinela) oraz z Iraku (Poganinka, Wiosenna Miłość, Pangea).
Jak czytamy w "Rzeczpospolitej" klient z Iraku (jako nabywca Poganinki za 140 tys. euro) od początku budził "mieszane komentarze", bo kraj ten nie jest typowy, jeśli chodzi o zakup koni arabskich.
Stadnina w Janowie Podlaskim w wystawiła w 2026 roku osiem koni
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
Twierdzi że zapłacił, a bank weryfikuje przelew
- Owszem Irak nie jest może typowym krajem na zakup koni arabskich, a klient o którym mowa po raz pierwszy brał udział w naszych licytacjach, ale nic nie wskazuje na to, aby miał nie zapłacić. Jest w stałym kontakcie ze stadniną w Michałowie. W poniedziałek dzwonił i mówił, że przelał już pieniądze, a obecnie polski bank weryfikuje, czy nie są to środki pochodzące z jakiegoś nielegalnego źródła. Miałam swego czasu taki przypadek, że przez kilka tygodni polski bank weryfikował nawet przelew z Dubaju, a to przecież miejsce, w którym interesy robi sporo polskich firm – mówi Anna Stojanowska.
Dodaje, że Irakijczyk stwierdził też, że chce zorganizować transport koni.
- Pytał, czy stadnina może przygotować dokument potrzebny do ich wywozu z terenu Unii Europejskiej - zaznacza nasza rozmówczyni.
W zeszłym roku zapłacił za wszystkie. Aczkolwiek z opóźnieniem
Natomiast jeśli chodzi o klienta z Łotwy (a właściwie mieszkającego na Łotwie Syryjczyka), mówi, że w zeszłym roku wylicytował dziewięć kobył i za wszystkie zapłacił.
– Aczkolwiek z opóźnieniem. Jest to osoba znana w środowisku, bywająca na pokazach. Wiemy też, że kupuje konie od hodowców w różnych częściach Europy i zawsze płaci. Jak sam nam tłumaczył, charakter jego pracy wymaga z jednej strony częstych podróży, z drugiej środki finansowe spływają do niego okresowo i falami, stąd czasami występują przesunięcia w terminach płatności – tłumaczy Stojanowska.
Co roku w stadninie w Janowie Podlaskim rodzi się około stu źrebiąt
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
Dwie klacze mają źrebaki
Podkreśla też, że dwie spośród klaczy (kupiona przez Irakijczyka Poganinka oraz – mająca pojechać na Łotwę – Escadrilla) mają źrebaki, które dopiero na dniach osiągnęły wiek sześciu miesięcy.
- W naszym systemie odchowu założenie jest takie, że przez pierwsze sześć miesięcy życia źrebaki zostają przy matkach, co zapewnia tzw. bezpieczne odsadzenie. Stąd też na razie nie spieszyliśmy się z tym, że klienci mają od razu płacić za wylicytowane matki i je odbierać. Trzeba też pamiętać, że do każdego z odbiorców zwierzęta nie jadą pojedynczo, ale jednym transportem. Do nabywcy z Łotwy pojadą więc cztery konie, a do nabywcy z Iraku – trzy. A jako, że każdy z nich kupił po jednej klaczy mającej teraz źrebaka, to i tak transport koni nie mógłby się odbyć przed tym, jak minęło te wspomniane sześć miesięcy – podkreśla nasza rozmówczyni.
Czekają do końca grudnia
Dodaje, że praktyka jest taka, że na zapłatę stadniny czekają maksymalnie do końca grudnia.
- Jeśli po tym czasie nie ma zapłaty, raczej już jej nie będzie. Mamy październik, więc zostało jeszcze sporo czasu – mówi.
Uważa, że tegoroczne aukcje były niewątpliwym sukcesem, szczególnie jeśli wziąć pod uwagę, że klienci z Zatoki Perskiej stanowią 70 procent odbiorców, a w lutym na Bliskich Wschodzie zaczęła się wojna.
Za PiS wystawiano "gwiazdy" kosztem rozwoju stad
- Nie podchodzimy też do aukcji w taki sposób, że skupiamy się na osiąganiu doraźnych wielomilionowych zysków. Nie należy bowiem zbyt wcześnie sprzedawać "gwiazd", czyli najlepszych koni w danej stadninie. Powinny one źrebić się i dawać potomstwo, które będzie wystawiane na następnych aukcjach za kilka lat – zaznacza Stojanowska.
Przekonuje, że obecnie najważniejszym zadaniem stadnin jest odbudowa programu hodowlanego, który został naruszony podczas czasów rządów PiS, właśnie przez – jej zdaniem zbyt wczesne - sprzedawanie "gwiazd".
- Najwięcej było w 2019 roku, kiedy to sprzedano czołówkę polskich klaczy, m.in. Galeridę za 400 tys. euro, Potentillę za 215 tys. euro czy Emanollę za 135 tys. euro – wylicza Stojanowska.
Do stadniny w Janowie Podlaskim przyjeżdżają wycieczki
Źródło zdjęcia: tvn24.pl
Miłośniczka koni: nieodebrane konie przez Francuza urodziły potem wartościowe potomstwo
Agnieszka Bojanowska, miłośniczka koni arabskich, podaje natomiast przykład Equatora, który w 2021 roku został sprzedany za 450 tys. euro. - W grudniu tego samego roku (czyli już po sierpniowej licytacji i sprzedaży - przyp. red.) ogier ten zdobył tytuł Platynowego Czempiona Świata podczas Czempionatu Świata Koni Arabskich w Paryżu. To najwyższe możliwe wyróżnienie w świecie koni arabskich. Platynowy Czempion Świata wart jest z pewnością o wiele więcej niż 450 tys. euro - mówi.
Stąd też - idąc tym tokiem myślenia - można przewrotnie powiedzieć, że dobrze się stało w 2022 roku, kiedy to wybuchła słynna już afera z Francuzem, który wylicytował cztery konie za blisko milion euro i nie zapłacił. - Wtedy już podczas aukcji były ostrzeżenia ze strony specjalistów, że Francuz nie jest wiarygodny, bo znają go w środowisku, jednak nie został zablokowany. Jednak nieodebrane przez niego wartościowe klacze urodziły potem potomstwo. Jednym z takich koni była Euzona, która w 2023 roku urodziła piękną klaczkę, jedyną swoją następczynię w hodowli. Natomiast jeśli chodzi o tegoroczną aukcję, nie jest przecież powiedziane, że konie nie zostaną odebrane. Mamy dopiero październik – zaznacza Bojanowska.
Marek Szewczyk: dopiero po Nowym Roku uznaje się, że koń jest niesprzedany
Podobnie komentuje Marek Szewczyk, były redaktor naczelny magazynu "Koń Polski", który prowadzi obecnie blog HipoLogika.
- Już nieraz zdarzało się, że klienci nie płacili w ciągu regulaminowych 14 dni. Zwyczajowo przyjęło się, że trzeba być cierpliwym do połowy, a nawet do końca grudnia. Dopiero po Nowym Roku uznaje się, że koń jest niesprzedany – mówi nam.
Drobny znak zapytania
Z jego doświadczenia wynika, że za jakieś 70 czy 80 procent klienci ostatecznie uiszczą zapłaty.
- Podstawy do obaw dał na pewno klient z Iraku, który faktycznie po raz pierwszy brał udział w aukcjach. Na pewno nie ma sensu robić wielkiego bicia na alarm, ale drobny znak zapytania niewątpliwie wisi w powietrzu. Gdyby faktycznie na koniec roku okazało się, że wszystkie osiem koni, o których mowa zostają w Polsce, sprawa byłaby poważna. Na razie taką nie jest – zaznacza.
Najlepsze lata za nami
Uważa też, że - patrząc na polski rynek koni arabskich w skali globalnej - trzeba się powoli pogodzić z tym, że najlepsze lata mamy już za sobą.
- I nie chodzi tylko o to, że podczas rządów PiS zaszkodzono stadninom, bo naruszono równowagę poprzez wystawianie na sprzedaż gwiazd kosztem zubażania stad o matki, które mogły jeszcze dać cenne potomstwo. Polska powoli przestaje być liderem w tym sensie, że właściciele stadnin z krajów arabskich, którzy zresztą kupowali od nas, robią coraz większe postępy w hodowli. Stąd też środek ciężkości coraz bardziej przesuwa się na Bliski Wschód i w mojej ocenie to właśnie tam w najbliższych latach będą wystawiane najcenniejsze konie i będą padały najwyższe ceny – zaznacza Szewczyk.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.