„Trzeba głośno wołać: nigdy więcej!”. Marek Dunin-Wąsowicz nie żyje

Opracowanie: Maciej Nycz Publikacja: Dzisiaj, 22 października (19:55)
W wieku 100 lat zmarł Marek Dunin-Wąsowicz - były więzień KL Stutthof, dziennikarz i świadek historii. O jego śmierci poinformowało Muzeum Stutthof w Sztutowie.
Marek Dunin-Wąsowicz na zdj. z 2020 r. (fot. AXEL HEIMKEN) /AFP/East News
Najpierw trafił na Pawiak, a później do obozu
Marek Dunin-Wąsowicz urodził się 24 marca 1926 r. w Warszawie. Był członkiem Szarych Szeregów, a później Armii Krajowej, pułku „Baszta”. Jego brat był bliskim współpracownikiem Władysława Bartoszewskiego, zaangażowanym w działalność „Żegoty”. Jego ojciec został dwukrotnie aresztowany przez Gestapo i osadzony na Pawiaku, za drugim razem, w kwietniu 1944 r., Niemcy zabrali go z domu wraz z żoną i synami. Braci z Pawiaka wywieziono do KL Stutthof. Podczas Marszu Śmierci w styczniu 1945 r. uciekli z kolumny więźniów.
Jak czytamy w opisie rozmowy z Dunin-Wąsowiczem znajdującym się na stronie Archiwum Instytutu Pileckiego, braci uratowała poznana przypadkiem w Stutthofie Truda, członkini żeńskiego oddziału Hitlerjugend. Później zajęli się nimi Kaszubi z rodziny Heblów.
Po wojnie Marek Dunin-Wąsowicz był dziennikarzem m.in. „Życia Warszawy” i „Rzeczpospolitej”, autorem książek historycznych m.in. „Zamachu na Kutscherę” oraz działaczem stowarzyszeń kombatanckich i świadkiem historii, który opowiadał o swoich obozowych doświadczeniach. Zeznawał także jako świadek w dwóch ostatnich procesach obozowych strażników, jakie toczyły się w Niemczech.
Nie chcemy już być świadkami palenia książek – bo potem palono ludzi. Nie chcemy oglądać marszy – z pochodniami czy bez, ale zawsze z okrzykami nienawiści wobec innych. Takie marsze już kiedyś były. A krzyki i wrzaski towarzyszyły nam przy przesłuchaniach w Gestapo czy podczas pracy od kapów i SS-manów w obozach koncentracyjnych – mówił Marek Dunin-Wąsowicz w czasie 74. rocznicy wyzwolenia obozu koncentracyjnego Stutthof w maju 2019 r.
Chcemy, aby nasze ręce służyły tylko do pracy czy jako wyraz radości, jedności i pojednania. Nie chcemy, aby tamte tragiczne lata przeszłości przemieniły się w teraźniejszość. A więc trzeba o tym wszystkim mówić, przypominać, przestrzegać. Trzeba głośno wołać: nigdy więcej! To nasza, byłych więźniów, powinność. A więc także i mój obowiązek, mój – byłego więźnia Gestapo na Pawiaku i obozu koncentracyjnego Stutthof, więźnia numer 35461 - podkreślał.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.