„Katastrofa dziedzictwa”. Ratusz Limoges przetrwał dwie wojny, ale nie francuskie zamieszki

Ratusz Limoges stał się symbolem ogromnych zamieszek, które w sobotę wybuchły we Francji. Budynek został podpalony, a jego wieża zegarowa runęła. XIX-wieczne mury, które przetrwały dwie wojny światowe, nie wytrzymały konfrontacji z wandalami. „Serce mi pękło. Zobaczyłam powtórkę z Notre Dame, tylko tym razem to nasze miasto” – powiedziała agencji Reutera Francoise Faurie, która była świadkiem pożaru.
Ratusz w Limoges w trakcie i po pożarze (fot. PASCAL LACHENAUD) /AFP/East News
W niedzielny poranek mieszkańcy Limoges z niedowierzaniem patrzyli na zgliszcza swojego ratusza. Neorenesansowy budynek, będący dumą miasta i świadkiem jego historii od 1883 roku, został podpalony przez zamaskowany tłum podczas najpoważniejszych zamieszek, jakie nawiedziły Francję od lat.
W jakim my kraju żyjemy? Co zostawimy naszym dzieciom? – zastanawiała się podczas rozmowy z mediami Francoise Faurie. Kobieta zdradziła, że przyszłym miesiącu w ratuszu miała celebrować chrzciny wnuczki. Tłumaczyła, że jej zdaniem nic nie usprawiedliwia ataku na zabytkowy budynek.
„Można mieć żądania, każdy ma prawo do protestu, ale nie ma prawa do przemocy” – zaznaczyła.
Wśród mieszkańców Limoges, położonego w centralnej części kraju, osób oburzonych wydarzeniami z soboty jest więcej. Przypomnijmy, że protesty przeciwko rosnącym kosztom życia przerodziły się zamieszki. W całym kraju na ulicach pojawiły się setki tysiące osób. Rannych zostało ponad 500 policjantów, żandarmów i strażaków, straty materialne w wielu miastach są znaczne.
Ogromne zniszczenia
Maurice Barate, lokalny prefekt przekazał, że dach ratusza zawalił się na niższe piętra, a ocalało jedynie zachodnie skrzydło. Duże fragmenty ozdobnej elewacji zostały doszczętnie zniszczone. Prefekt nie krył żalu, nazywając zniszczenie budynku „katastrofą dziedzictwa”. Ratusz, inspirowany paryskim Hotel de Ville, był nie tylko siedzibą władz, ale także symbolem lokalnej tożsamości i dumy mieszkańców. Wieża zegarowa oraz dzwonnica, które górowały 43 metry nad placem, były punktem orientacyjnym dla całych pokoleń. Teraz pozostały po nich jedynie zgliszcza.
„Ten kraj ma się źle, ten kraj ma się bardzo źle”
Burmistrz miasta, Guillaume Guerin, nie kryje rozgoryczenia po pełnej przemocy sobotniej nocy. Lokalna policja została szybko przytłoczona przez kilkusetosobowy tłum, który wybił szyby i przy pomocy tarana sforsował główne drzwi ratusza. Logistyka, organizacja, premedytacja stojąca za wczorajszym atakiem na ratusz to coś, czego nie mogę znieść – mówił burmistrz dziennikarzom.
Guerin przyznał, że zabrakło sił policyjnych do ochrony budynku, ponieważ funkcjonariusze krajowej policji zostali oddelegowani do zabezpieczania innych ulicznych protestów. Nie miałem ani jednego krajowego policjanta do ochrony ratusza. Ten kraj ma się źle, ten kraj ma się bardzo źle, i to mówi wam zwykły prowincjonalny burmistrz – podkreślał.
Oburzenia nie kryją też mieszkańcy Limoges. To niedopuszczalne, żeby spalono ratusz! Osoby, które to zrobiły, powinny zostać ukarane. Powinny zapłacić z własnej kieszeni, a nie obciążać budżetu państwa – mówił stanowczo Gilbert, jeden z mieszkańców.
Pod błękitnym niebem na zgliszczach gromadziły się tłumy, podczas gdy specjaliści oceniali rozmiar strat. Edith Lorcen, emerytowana pielęgniarka, nie kryła emocji: Jestem oburzona. Boli mnie to. Ale nie ma sensu dokładać nienawiści do nienawiści.
„Chaos i oszołomienie”
„Chaos i oszołomienie” – tak wrażenia po sobotnich aktach przemocy opisuje „Le Monde”. Dziennik wskazał, że fala zamieszek była „bezprecedensowa na sześć miesięcy przed wyborami prezydenckimi”. Ten wybuch przemocy - zdaniem dziennika - osłabił rząd premiera Sebastiena Lecornu. Dziennik porównuje sobotnie wydarzenia do zamieszek podczas protestów „żółtych kamizelek” z 1 grudnia 2018 roku. Ocenia, że unaoczniają one „niemoc państwa, które straciło w sobotę kontrolę w konfrontacji ze sprawcami zamieszek - mobilnymi, rozproszonymi i zdeterminowanymi”.
Po zamieszkach aresztowanych zostało 1800 osób. Lecornu ocenił, że policja musiała mierzyć się z „wyjątkowo agresywnymi środowiskami skrajnej lewicy” i oświadczył, że celem sprawców były „instytucje Republiki”.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.