Zatrzymany na Marszałkowskiej usłyszał zarzuty, aresztu nie będzie
Policja opublikowała nagranie z zatrzymania mężczyzny na Marszałkowskiej
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: KSP/X
Sąd Rejonowy Warszawa-Śródmieście rozpoznał w niedzielę po południu wniosek prokuratury o tymczasowy areszt dla Piotra W.
- Sąd nie uwzględnił wniosku o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Kluczowe znaczenie miały tu dokumenty dotyczące miejsca pobytu przedłożone przez obrońców na posiedzeniu. Sąd uznał, że nie jest zasadne stosownie jakichkolwiek środków zapobiegawczych i zwolnił podejrzanego - powiedział nam prokurator Piotr Antoni Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Jak dodał, po zapoznaniu się z uzasadnieniem decyzji sądu, śledczy zdecydują o jej ewentualnym zażaleniu.
"Pan Piotr po ponad 50 godzinach wraca do domu" - napisała w serwisie X mecenas Magdalena Prządka-Leszczyńska, obrończyni mężczyzny. Jak wskazała, do zastosowania środka w postaci tymczasowego aresztowania konieczne jest spełnienie łącznie warunków: przesłanki ogólnej (chodzi np. o zabezpieczenie prawidłowego toku postępowania), przesłanki szczególnej (np. kiedy zachodzi obawa, że zatrzymany będzie mataczył), braku przesłanek negatywnych oraz wykazania przez organ, że żaden inny środek o charakterze wolnościowym nie zabezpieczy prawidłowego toku postępowania karnego.
"W tej sprawie nie ma ani jednej przesłanki, która pozwala pozbawić człowieka wolności przed wyrokiem, a z całą pewnością nie zostały one spełnione łącznie. Sąd przyznał nam rację" - podkreśliła adwokat.
Przesłuchanie w prokuraturze
Czynności procesowe z Piotrem W. zakończyły się w sobotę późnym wieczorem w śródmiejskiej prokuraturze. - Był przesłuchany w charakterze podejrzanego, odmówił składania wyjaśnień i nie przyznał się do zarzucanych mu czynów - poinformował prokurator Skiba.
Dodał, że prokuratura podjęła decyzję o skierowaniu wniosku o zastosowaniu tymczasowego aresztowania na miesiąc wobec mężczyzny, by zabezpieczyć badania sądowo-psychiatryczne podejrzanego. - Od początku nie chciał wskazać danych osobowych i adresowych w tej sprawie. Istnieje zatem obawa ukrywania się i utrudniania czynności procesowych - zaznaczył.
Powiedział, że mężczyzna zemdlał po tym, jak usłyszał informację w sprawie wniosku o areszt. - Został przewieziony karetką do szpitala - dodał.
Piotra W. zatrzymali policjanci zabezpieczający zgromadzenie przed Trybunałem Konstytucyjnym w piątek na ulicy Marszałkowskiej. Miał naruszyć nietykalność cielesną funkcjonariuszki podczas próby wylegitymowania. Kobieta wymagała hospitalizacji. Pomocy medycznej udzielono także zatrzymanemu, ponieważ w pewnym momencie stracił przytomność.
"Odmówił składania wyjaśnień"
Prawnicy mężczyzny poinformowali w sobotę wieczorem o treści przedstawionych mu zarzutów.
- Podejrzany jest o popełnienie przestępstw z artykułu 224 w zbiegu z 222 kodeksu karnego, to jest wywieranie wpływu na czynności funkcjonariuszy i 222, czyli naruszenie nietykalności cielesnej - powiedział po wyjściu z Komendy Stołecznej Policji adwokat Bartosz Malewski.
- Oczywiście podejrzany nie przyznał się do zarzucanych czynów, odmówił składania wyjaśnień, złożył obszerne oświadczenie do protokołu co do tego, jak z jego perspektywy przebiegały poszczególne czynności z nim przeprowadzane - dodał.
Mecenas Magdalena Prządka-Leszczyńska przekazała zaś, że obrońcy zawnioskowali o pełen dostęp do akt sprawy, o możliwość sporządzenia z nich fotokopii, o przesłuchanie wszystkich członków Zespołu Ratownictwa Medycznego, którzy transportowali zatrzymanego karetką do szpitala. Zapowiedziała też złożenie zażalenia na postępowanie w ciągu siedmiu dni od zatrzymania.
Nagranie z mężczyzną z Marszałkowskiej
W sobotę po południu Komenda Stołeczna Policji opublikowała w mediach społecznościowych dwa nagrania. Pierwsze z nich przedstawia moment interwencji zarejestrowanej przez kamerę nasobną jednego z policjantów. Trwa pięć minut.
Zatrzymanie mężczyzny, nagranie z policyjnej kamery
Źródło: KSP/X
Funkcjonariusze podkreślili, że publikują je, aby opinia publiczna mogła zapoznać się z przebiegiem interwencji, "zamiast opierać jej ocenę wyłącznie relacjach i komentarzach, z których część może mieć na celu celowe rozpowszechnianie dezinformacji w tej sprawie".
🚨 Publikujemy nagranie z interwencji przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie z piątku 16 października.
— Policja Warszawa (@Policja_KSP) October 17, 2026
Nagranie pochodzi z kamery nasobnej jednego z interweniujących policjantów i pokazuje przebieg zdarzenia.
Od samego początku mężczyzna stawiał opór – zarówno bierny, jak i… pic.twitter.com/TWCzQ1wEEn
Co widać na nagraniu z interwencji?
"Od samego początku mężczyzna stawiał opór - zarówno bierny, jak i czynny. Nie wykonywał poleceń policjantów, odmawiał podania swoich danych osobowych i okazania dokumentu tożsamości. Próbował uciec, biegnąc w kierunku budynku przy ulicy Marszałkowskiej, w którym chciał się ukryć" - opisuje sytuację KSP.
Na nagraniu widać, że funkcjonariusze podbiegli do mężczyzny, gdy ten zbliżał się do przejścia dla pieszych. Rozpoczęli interwencję, gdy zatrzymał się na czerwonym świetle. Początkowo w żaden sposób nie reagował na wezwania do wylegitymowania się. Gdy policjanci poprosili go, by odsunął się od krawędzi jezdni, zaczął się z nimi szarpać i uciekać.
W kolejnych sekundach widać, jak mężczyzna biegnie w stronę budynku, gdzie doszło do jego zatrzymania. Przy drzwiach upada na ziemię i krzyczy w stronę policjantki: "nic ci nie zrobiłem". Funkcjonariusze każą, by się położył.
Zatrzymali go w przedsionku lokalu znajdującego się przy ul. Marszałkowskiej i obezwładnili. Przytrzymywany przez policjanta, krzyczał: "napadli na mnie", "dusisz mnie!", na co policjant odpowiedział słowami "nie duszę cię".
Policjantka zwróciła się do mężczyzny, informując, że jest zatrzymany za znieważenie policjanta i naruszenie jego nietykalności cielesnej.
Z relacji policji wynika, że wokół interweniujących policjantów przebywały osoby z budynku przy Marszałkowskiej, które "swoim zachowaniem wyraźnie utrudniały prowadzenie interwencji przez funkcjonariuszy". Miały nie reagować na polecenia zachowania odpowiedniej odległości.
W kolejnych minutach nagrania kamera znajduje się w bardzo bliskiej odległości od zatrzymanego. W tle słychać jego krzyki i apele świadków o to, by przytrzymujący go funkcjonariusz go zostawił.
Oświadczenie zatrzymanego
Instytut Ordo Iuris oraz mecenas Bartosz Malewski zamieścili w sieci w sobotę oświadczenie zatrzymanego mężczyzny.
"Ja, Piotr W., oświadczam, że od momentu zatrzymania nie mam kontaktu z żoną. Domagam się takiego kontaktu. Chcę w tej sprawie mieć moich obrońców, których ustanowiła moja żona. Chcę mieć dostęp do moich obrońców. Nikt mi nie mówi o planowanych czynnościach. Nie otrzymałem kopii protokołu zatrzymania" - pisze mężczyzna.
Odnosi się też do swojego stanu zdrowia. "Po zatrzymaniu, w szpitalu nie wykonano mi żadnych badań. Byłem zbyt słaby, żeby racjonalnie wyrazić na to zgodę. Nie zrobiono mi tomografii! Nie konsultował mnie neurolog. Jest mi słabo, bardzo boli mnie głowa, mam rany. Ja się czuję zagrożony o swoje życie i zdrowie i boję się o moją rodzinę. Nie przyjmuję posiłków" - informuje zatrzymany.
Po ponad 24h zostaliśmy dopuszczeni do zatrzymanego Pana Piotra. Zostaliśmy wprowadzeni do pokoju z zatrzymanym, w którym przebywało 7 funkcjonariuszy Policji. Byli obecni cały czas podczas naszej rozmowy z zatrzymanym - to naruszenie prawa do obrony. Pan Piotr był cały czas… pic.twitter.com/aZjj2Cw5ov
— Bartosz Malewski (@BartoszMalewski) October 17, 2026
Dalej dodaje, że w szpitalu przez cały czas był skuty kajdankami i ma zranione nadgarstki. "Cały czas jest przy mnie kilku policjantów. Zabójców się tak nie traktuje" - twierdzi.
"Ja nie powiedziałem, że nie chcę obrońców, też nie twierdziłem, tylko że nie ufam nikomu. Nikt mi nie powiedział, że chodzi o mec. Leszczyńską, mec. Malewskiego i mec. Majkowską" - pisze Piotr W.
Nagranie z komendy
Komenda Stołeczna Policji zamieściła w sobotę nagranie przedstawiające przebieg czynności z udziałem zatrzymanego mężczyzny. Słyszymy na nim rozmowę między nim a policjantem.
- Proszę pana, zgłosiła się do pana adwokat "Magdalena Leszczyńska" i chciała z panem nawiązać kontakt. Ten kontakt będzie wtedy, jeśli pan nam poda dane. Musi się pan przed nami wylegitymować - w sensie podać swoje dane, żebyśmy wiedzieli, że pan to pan, tak? Czy pan żąda kontaktu z tą kobietą, z tym adwokatem? - zapytał policjant.
- Nie znam jej - odpowiedział zatrzymany.
Dalej funkcjonariusz dopytywał, czy mężczyzna poda swoje dane osobowe: jak się nazywa, gdzie mieszka. Odpowiedź brzmiała: "Ja nie muszę".
Mężczyzna odmówił także złożenia pisemnego oświadczenia w tej sprawie.
🚨 Policja nie blokowała, ani nie uniemożliwia kontaktu zatrzymanego z adwokatem!
— Policja Warszawa (@Policja_KSP) October 17, 2026
Wbrew twierdzeniom rozpowszechnianym w mediach społecznościowych i części publikacji medialnych, zatrzymany mężczyzna od samego początku odmawiał kontaktu z adwokatem lub pełnomocnikiem prawnym.… pic.twitter.com/V9UezrxAvq
Zatrzymany podczas rozmowy z policjantem samodzielnie podniósł się z pozycji leżącej i usiadł na brzegu leżanki.
Policja przekazała, że "wbrew upowszechnianym informacjom o 'ranie ciętej głowy' u zatrzymanego mężczyzny nie ma takich obrażeń".
Przepychanki z policją podczas demonstracji przed TK
Przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego od kilku tygodni odbywają się protesty środowisk sprzeciwiających się zmianom w TK. W ostatnich dniach demonstracje towarzyszyły między innymi ślubowaniu nowego sędziego Macieja Berka. Dochodziło również do przepychanek z policją.
W związku z incydentami podczas protestów minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński poinformował, że złoży do prokuratury zawiadomienie dotyczące możliwości popełnienia przestępstwa przez funkcjonariuszy Telewizji Republika.
- Skierujemy zawiadomienie do prokuratury w związku ze zniesławieniem funkcjonariuszy policji, w związku ze zniewagami pod ich adresem, w związku z publicznym nawoływaniem do odstąpienia od działań - mówił Kierwiński. Wymieniał, że zawiadomienie dotyczyć będzie też "publicznego nawoływania do udostępnienia informacji dotyczących życia prywatnego funkcjonariuszy, wywierania wpływu na czynności urzędowe oraz znieważania funkcjonariuszy lub konstytucyjnego organu państwa".
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.