Chciał być królem condohoteli pod Tatrami. Dziś ojczym Andziaks jest poszukiwany listem gończym
- Wojciech Kurowski, ojczym influencerki Andziaks, jest poszukiwany listem gończym. Śledczy podejrzewają twórcę spółki Optima o oszustwo i przestępstwa skarbowe. Według pasierbicy ma przebywać w Austrii.
- W Zakopanem miało powstać kilka condohoteli, ukończono tylko jeden. W pozostałych miejscach są fundamenty albo niedokończone mury. Syndycy szacują majątek spółek na ok. 50 mln zł, a długi – na blisko 200 mln zł.
- Wirtualna Polska dotarła do pełnej listy wierzycieli Optimy. Obok zamożnych inwestorów są na niej emeryci, którzy stracili oszczędności życia, a także sprzątaczki, pralnie i dostawcy, którym nie zapłacono.
Wojciech Kurowski budzi w Zakopanem ogromne emocje. – Kawał dziada, chama i prostaka – mówią o nim mieszkańcy, którzy mieli z nim kontakt. Jeszcze ostrzej wypowiadają się ludzie, którzy zainwestowali w jego spółkę: oszust, krętacz, mitoman. Sam biznesmen przekonuje, że to on padł ofiarą – nieuczciwego pośrednika i mediów.
Poza rodziną trudno dziś znaleźć kogoś, kto ciepło wypowiadałby się o Kurowskim, twórcy spółki deweloperskiej Optima Development Poland i powiązanych z nią spółek-córek. Biznesmen jeszcze kilka lat temu żył w luksusie i brylował w towarzystwie celebrytów. Poszkodowani nie mają wątpliwości, że robił to za ich pieniądze – namówił ich do zainwestowania w kilka condohoteli w Zakopanem. Ostatecznie powstał tylko jeden z nich, a spółki Kurowskiego okazały się potężnie zadłużone.
WIDEO
Ojczym Andziaks chciał być królem condohoteli pod Tatrami
WIDEO
Kurowski jest ojczymem Andziaks, jednej z najpopularniejszych polskich youtuberek i influencerek, która zasłynęła vlogami pokazującymi jej luksusowe życie. W ostatnich dniach sama influencerka znalazła się w ogniu krytyki po nagraniu, w którym narzekała na podatki. Publicznie broni też ojczyma.
Celebrycki marketing
Szczytem Gubałówki, wzniesienia górującego nad Kościeliskiem i Zakopanem, wiedzie ścieżka spacerowa. Na samym jej początku (patrząc od strony Kościeliska) kilka lat temu w szczerym polu wybudowano kompleks czterech drewnianych domów. Miejsce, które nazwano Rezydencja Gubałówka, w planach jego pomysłodawców w kolejnych etapach inwestycyjnych miało się rozrosnąć na całe pobliskie zbocze. Nigdy to nie nastąpiło.
Pierwszy ukończony etap Rezydencji Gubałówka szybko zaczął jednak tętnić życiem. Jak słyszymy w Zakopanem, wielu górali mocno to dziwiło. Owszem, drewniane domy na Gubałówce są ładne i efektownie wyposażone. Mają wspólną przestrzeń SPA (mały basen, jacuzzi i saunę), ale podobnych obiektów są w Zakopanem i okolicach setki. Na czym więc polegał sukces tego miejsca? Otóż postawiło ono na marketing budowany na poleceniach celebrytów.
W Rezydencji Gubałówka spali i fotografowali się influencerzy, zawodnicy MMA, aktorzy oraz sportowcy (także ci emerytowani). Za nimi przyjeżdżali "zwykli" goście, którzy chcieli spać tam, gdzie ich idole. Najmocniej biznes ojczyma promowała w sieci sama Andziaks.
Ojczym Andziaks inwestował w kilku punktach Zakopanego
Trudno powiedzieć, kiedy ojczym celebrytki tak naprawdę pojawił się w Zakopanem. Było to zapewne około 2010 r. Kurowski od początku miał tu "mocarstwowe plany". Na północnym zboczu Gubałówki wykupił od razu kilka działek – tak, by starczyło na całe osiedle. Kolejny dom, w którym miało znaleźć się kilka luksusowych apartamentów, jego spółka stawiała przy ul. Kościeliskiej. Dziś nieruchomość sprzedaje syndyk masy upadłościowej. Do czwartku 29 października chętni mogą składać oferty na budynek w stanie surowym otwartym, którego cena wywoławcza to 6,52 mln zł netto.
To, jak Kurowski prowadził interesy w Zakopanem, najlepiej widać przy ul. Chałubińskiego 17. Ojczym Andziaks zarejestrował pod tym adresem nawet jedną ze swoich spółek-córek – Optimę Property.
Nieruchomość ogrodzona jest obskurnym i trzymającym się już na słowo honoru płotem z blachy. W środku są zarysy betonowych fundamentów. Jak słyszymy na miejscu, nikt już nie pamięta, kiedy na placu budowy po raz ostatni byli jacyś robotnicy. Z archiwalnych zdjęć Google Street View wynika jednak, że stojącą tu poprzednio drewnianą willę zburzono na przełomie 2012 i 2013 r.
W 2014 r. była tu tylko dziura w ziemi, a na zdjęciach z 2019 r. widać fundamenty. Od tego czasu – czyli przez kolejne siedem lat – budynek nie urósł w górę.
Obiecywali 8–9 proc. rocznie. Dziś inwestorzy cieszą się z 2–3 proc.
– Chałubińskiego to doskonały przykład tego, że klienci Optimy i Wojciecha Kurowskiego inwestowali swoje pieniądze dosłownie w dziurę w ziemi i futurystyczne wizualizacje. Ten mamił ich obietnicą wielkich zysków, jakie w przyszłości przyniosą wybudowane w tych miejscach condohotele. Ludzie się podpalali i inwestowali, bo wierzyli, że faktycznie będą mieli zwrot w wysokości 8–9 proc. rocznie. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna – mówi Ignacy (imię zmienione do wiadomości redakcji), zakopiański przedsiębiorca zajmujący się prowadzeniem obiektów noclegowych dla właścicieli zamieszkałych w innych częściach Polski.
Jak dodaje nasz rozmówca, koncepcja condohoteli – czyli obiektów do inwestowania, na którą namawiał inwestorów ojczym Andziaks – była niezwykle popularna mniej więcej 10 lat temu.
Condohotel to obiekt, w którym poszczególne apartamenty należą do prywatnych inwestorów, a zarządzaniem i wynajmem zajmuje się operator.
W praktyce okazywało się jednak, że biznes turystyczny jest dużo cięższy do prowadzenia, niż wcześniej zakładano. W ostatnich latach mieliśmy do czynienia z serią bankructw operatorów i deweloperów condohoteli (często to te same firmy). Część z nich znikała po tym, jak zebrała pieniądze na inwestycje, które nigdy nie powstały.
W tylko nieco lepszej sytuacji są osoby, które operatorzy zmusili do renegocjowania umów. Zamiast obiecanych 8–9 proc. dostają dziś rocznie najwyżej 2–3 proc. Operatorzy tłumaczą, że przeszacowali rynek i hotele nie są w stanie zarabiać tyle, ile wcześniej planowali.
– De facto to jest tak, że cwaniak wybudował sobie hotel za moje i innych ludzi pieniądze i teraz czerpie z niego zyski, a nam rzuca... ochłapy – mówi Tomasz (imię zmienione do wiadomości redakcji), warszawski biznesmen, który zainwestował w kilka pokoi w condohotelu na Mazurach. Jak tłumaczy, inwestorzy nie mogą wyrwać się z tego układu, bo recepcja, jadalnia czy SPA zwykle należą do operatora. Po wypowiedzeniu umowy zostaliby z samym pokojem, którego żaden turysta nie wynajmie.
"To był prostak". Emeryci z Krakowa stracili pół miliona
Inwestorzy, którzy wsadzili pieniądze w niedoszłe hotelowe imperium Kurowskiego w Zakopanem, są w jeszcze gorszej sytuacji. Optima zbierała bowiem pieniądze na inwestycje, których nie zaczynała lub które porzucała na wczesnym etapie. Nie mogą więc dziś zarabiać. Syndycy spółek Kurowskiego szacują, że zabezpieczony majątek jest wart nominalnie ok. 50 mln zł, ale długi powoli dobijają do 200 mln zł.
– Poszkodowani to w większości bogaci ludzie, których strata 500 tys. zł czy miliona zapewne boli, ale nie załamuje im życia. Ale jesteśmy tam też ja z żoną i kilku innych podobnych ciułaczy – mówi pan Marian (imię zmienione do wiadomości redakcji), do którego dotarła Wirtualna Polska. – Jesteśmy emerytami z Krakowa, którzy całe życie ciułali na emeryturę. Udało się odłożyć pół miliona złotych, które zainwestowaliśmy w obligacje, jakie miały pójść na budowę trzeciego etapu Rezydencji Gubałówka. Po zbudowaniu tej części hotelu mieliśmy zamienić obligacje na cały jeden apartament na własność. Przez tego złodzieja straciliśmy dorobek życia. Marzę o tym, by zobaczyć go w kajdankach. Ostatnie płaczliwe oświadczenia jego pasierbicy wyprowadziły mnie z równowagi. Fajnie, że kocha tatusia, ale może to robić, bo ma za co żyć w luksusie. Ja z żoną żyjemy z niskich emerytur i ciągle się martwimy, czy nam starczy do pierwszego. Wszystko dlatego, że zachciało nam się być inwestorami.
Pan Marian ma dziś do siebie wielki żal, że wizja potencjalnych zysków, jakie miała przynieść inwestycja w hotel na Gubałówce, przysłoniła mu trzeźwy pogląd na to, jakim człowiekiem był Kurowski.
– To był prostak. Gdy się dopytywaliśmy, kiedy ruszy budowa, to potrafił nas zbluzgać słowami na "k" i "ch". Wrzeszczał, że on tak naprawdę to nic na tym nie zarabia, bo wzrosły mu koszta, ale przekonywał, że skończy te obiekty, bo ma "dobre serce". Dwa zdania później potrafił rzucić, że jak nam się coś "nie podoba", to możemy natychmiast "wypie***lać ze spółki", bo on ma kolejkę chętnych ludzi na zostanie inwestorem – wspomina Marian.
Wirtualna Polska dotarła do pełnej listy wierzycieli spółki Optima. Faktycznie są na niej "grubsze ryby", ale i kilkudziesięciu zwykłych Kowalskich. To architekci i wykonawcy, którym nie zapłacono faktur, sprzątaczki hotelowe, właściciele pralni czy dostawcy jedzenia do Rezydencji Gubałówka.
"Chcemy od tego smrodu uciec"
Rezydencja Gubałówka cały czas działa. W internecie zmieniła jednak nazwę na Rezydencja Nova. Na miejscu wisi już szyld z nową nazwą, ale stoją też tablice reklamowe ze starą. Jak ustaliła Wirtualna Polska, hotel prowadzi dziś spółka Gubałówka Plus, założona w 2023 r. i zarządzana przez Sabinę Bielawską-Przybyłek. To doradczyni sukcesyjna. Nową spółkę założyli inwestorzy, którzy wykupili apartamenty w pierwszej (powstałej) fazie inwestycji Rezydencja Gubałówka. Jak opisywał "Puls Biznesu", kluczowe części obiektu przejął syndyk Optimy i wynajął je właśnie Gubałówka Plus.
Zadzwoniliśmy na recepcję Rezydencji Nova. Obsługa obiecała przekazać prezesce prośbę o kontakt, choć nasza rozmówczyni od razu stwierdziła, że jest bardzo mało prawdopodobne, by ktokolwiek oddzwonił do redakcji.
– A z Wojciechem Kurowskim nie mamy już nic wspólnego. Jesteśmy nową spółką i chcemy od tego całego smrodu po prostu się odciąć. Pisanie o nas raczej nam nie pomoże – argumentowała recepcjonistka.
Ostatecznie udało nam się porozmawiać z prezeską Sabiną Bielawską-Przybyłek. Potwierdziła, że reprezentuje spółkę utworzoną przez poszkodowanych i w żaden sposób nie jest związana z Kurowskim.
Poszukiwany i oskarżony. Ma przebywać w Austrii
Wojciech Kurowski, twórca i wieloletni prezes spółki Optima, jest poszukiwany przez policję. List gończy za nim opublikowano 19 września, a szuka go Komenda Wojewódzka Policji w Krakowie. Najpoważniejszy zarzut dotyczy oszustwa w odniesieniu do mienia znacznej wartości (art. 286 § 1 w zw. z art. 294 § 1 Kodeksu karnego), czyli przekraczającego 200 tys. zł. To jednak nie wszystko. Śledczy podejrzewają go też o przestępstwa skarbowe: wyłudzanie nienależnych zwrotów podatku, m.in. VAT, podawanie nieprawdy w deklaracjach podatkowych, nierzetelne prowadzenie ksiąg oraz wystawianie nierzetelnych faktur i posługiwanie się nimi.
Odpowiada też przed sądem w sprawie związanej z działalnością Optimy. Według pasierbicy przebywa dziś w Austrii – Andziaks powiedziała o tym kilka dni temu w filmie opublikowanym w mediach społecznościowych.
Jeden z procesów Kurowskiego toczy się przed Sądem Okręgowym w Katowicach – jak podawał "Puls Biznesu", ruszył w lutym 2026 r. Akt oskarżenia przygotowała Prokuratura Rejonowa w Zakopanem. – Akt oskarżenia do sądu wysłaliśmy już trzy lata temu – mówi w rozmowie z WP prok. Aneta Hładki, prokuratorka rejonowa w Zakopanem. – To śledztwo nie dotyczyło głównego wątku oszukanych inwestorów. To postępowanie według mojej wiedzy prowadzą koledzy z prokuratury w Warszawie. Ja zajmowałam się sprawą oszustwa, jakiego naszym zdaniem miał dopuścić się Wojciech Kurowski. Chodziło o to, że dopuścił się on uszczuplenia majątku jednej ze swoich spółek i zasilił majątek innej. Tym samym dużą szkodę majątkową ponieśli inni współwłaściciele tej pierwszej spółki.
Chodzi o spółkę Optima, z której Kurowski miał wyprowadzić "części wspólne" w hotelu Rezydencja Gubałówka. Według prokuratury w grudniu 2019 r. ojczym Andziaks sprzedał innej spółce, którą zarządzał, strefę SPA, restaurację i garaż podziemny w tym hotelu za zaledwie 10 tys. zł. Śledczy szacują, że były warte łącznie ok. 6,1 mln zł.
– Moja sprawa trafiła do sądu, bo miałam na tyle "szczęścia", że po wielu próbach udało mi się ściągnąć Wojciecha Kurowskiego do naszej prokuratury i postawić mu zarzuty – mówi WP prok. Hładki. – Sąd zastosował wówczas wobec niego środki zapobiegawcze. Miał się co miesiąc meldować na komisariacie policji i wpłacił poręczenie majątkowe w wysokości 30 tys. zł. Sprawa sądowa w tym konkretnym temacie zmierza już ku końcowi – dodaje zakopiańska prokuratorka.
Wirtualna Polska skontaktowała się z pełnomocnikiem Wojciecha Kurowskiego. To znany warszawski radca prawny dr Mateusz Mickiewicz. Poprosiliśmy go o komentarz do zarzutów stawianych jego klientowi i informacji o wystosowaniu listu gończego za twórcą Optimy.
– Skontaktuję się z moim klientem. Jeśli wyrazi chęć takiej rozmowy lub da mi zgodę na komentowanie tej sprawy dla mediów, wrócę do państwa redakcji – obiecał dr Mickiewicz. Kilkanaście godzin później przekazał nam adres, na który mamy wysłać pytania, jakie chcemy zadać Kurowskiemu. Odpowiedź na nie jeszcze nie nadeszła.
Sam Kurowski w marcu 2025 r. wydał jedyne znane nam oświadczenie, w którym odniósł się do stawianych mu publicznie zarzutów. W piśmie opublikowanym na jego Instagramie można wyczytać, że sam biznesmen nie uważa się za winnego, a za ofiarę. Jego spółki wpadły w kłopoty, bo – jak twierdzi Kurowski – miał go oszukać nieuczciwy pośrednik, który brał pieniądze od inwestorów, ale nie przekazał ich Optimie.
"Stałem się ofiarą nie tylko nieuczciwych działań osób trzecich, ale też zmanipulowanego przekazu medialnego, który stawia mnie w skrajnie niekorzystnym świetle" – pisał wówczas Wojciech K.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.