Kluczowe wybory w Niemczech. AfD na finiszu kampanii postawiła na „rodzinny festyn”

Opracowanie: Paweł Auguff Publikacja: Dzisiaj, 4 września (22:56)
„Rodzinne festyny” stały się jednym ze znaków rozpoznawczych kampanii Alternatywy dla Niemiec (AfD) w Saksonii-Anhalcie. Wydarzenia te łączą piknikową atmosferę z patriotyczną oprawą oraz zapowiedziami „politycznej rewolucji” i „przywrócenia dumy”.
AfD ma spore szanse na zwycięstwo w wyborach (Fot. Jens Büttner) /PAP/EPA
„Familienfest”, czyli festyn rodzinny to jeden z formatów, po które AfD szczególnie chętnie sięgała w kampanii przed niedzielnymi wyborami w Saksonii-Anhalcie. Plenerowe wydarzenia łączą klasyczny wiec wyborczy z piknikiem.
W powietrzu unosi się zapach smażonych kiełbasek, przy stoiskach nalewa się piwo, a między ławkami biegają dzieci. Z głośników płynie patriotyczna muzyka, często nieskomplikowany niemiecki pop, choć czasem zdarza się także ta wygenerowana przy użyciu sztucznej inteligencji.
AfD zmierza po zwycięstwo w Saksonii? „To będzie nasz rok”
Na piątkowym festynie, kończącym kampanię AfD, nad brzegiem Łaby w Magdeburgu zebrało się kilka tysięcy sympatyków ugrupowania. Wśród tłumu można było zobaczyć koszulki z hasłami: „To jest nasz rok”, „Nasz land, nasze zasady” czy „Znów będziemy dumni”. Niektórzy mieli na ubraniach motywy z niemiecką flagą.
Pytani przez PAP zwolennicy AfD byli przekonani o czekającym partię niedzielnym zwycięstwie i mówili o nadchodzącej „niebieskiej fali” (to kolor partii). Zdobędziemy 45 proc. i będziemy rządzić samodzielnie. Obserwujcie dokładnie, bo to będzie polityczna rewolucja - zapewniał dwudziestokilkuletni chłopak. Format „rodzinnych festynów” ma pokazywać AfD jako ważny element lokalnej społeczności. Politolog Benjamin Hoehne z Uniwersytetu Technicznego w Chemnitz zwracał uwagę w „Die Zeit”, że takie wydarzenia pozwalają partii docierać także do osób, które unikają ostrych haseł i w ten sposób sprzyjają jej normalizacji.
Lider AfD w landzie Ulrich Siegmund w piątek w Magdeburgu długo ściskał dłonie, rozdawał autografy i pozował do selfie z sympatykami. 35-latek nawet przez niechętną mu prasę chwalony jest za bezpośredniość i pogodny wizerunek. Jego styl różni się od innego z liderów AfD w Saksonii-Anhalcie - Hansa-Thomasa Tillschneidera, uznawanego za jednego z głównych ideologów partii.
„Ulli”, jak nazywany jest Siegmund, w kampanii jeździł zabytkowym motorowerem Schwalbe, wsiadał na traktor i zrobił niezliczoną liczbą selfie. W sierpniu znalazł się na okładce tygodnika „Der Spiegel” z podpisem: „Najbardziej niebezpieczny człowiek w Niemczech”. Siegmund obrócił publikację w element własnej kampanii - podpisywał egzemplarze tygodnika i z szerokim uśmiechem pozował z nimi do zdjęć.
Ze sceny w Magdeburgu Siegmund przekonywał, że AfD „w zasadzie już wygrała wybory” i „napisała historię”. Uruchomiliśmy coś, czego nie da się już zatrzymać – mówił, określając tym czymś „miłość do Niemiec”. Tłum odpowiadał okrzykami: „Jesteśmy narodem” oraz „Ost, Ost, Ostdeutschland!”, czyli „Wschód, wschód, wschodnie Niemcy”.
Inspiracja zza Oceanu
Zdaniem lokalnych polityków SPD, AfD w Saksonii-Anhalcie czerpie część inspiracji kampanijnych z amerykańskiego ruchu MAGA popierającego Donalda Trumpa.
Politycy AfD stąd jeździli do USA, spotykali się z ludźmi z otoczenia Trumpa i ruchu MAGA. Inspirowali się też Project 2025 Heritage Foundation, a także Wolnościową Partią Austrii (FPOe) – powiedział PAP Falko Grube, poseł SPD do landtagu, walczący w Magdeburgu o reelekcję.
Saksonia-Anhalt, w przeszłości ośrodek władzy Ottonów i miejsce rozkwitu Bauhausu, łączy pamięć o dawnym znaczeniu regionu z doświadczeniem bolesnej transformacji po zjednoczeniu Niemiec, po którym nastąpiła likwidację części przemysłu i utrata miejsc pracy. Zarzucająca głównym partiom dekady zaniedbań. AfD prowadzi tu zdecydowanie w sondażach. Ostatnie badania dają jej ponad 40 proc. poparcia. Jeśli udałoby jej się zdobyć większość mandatów, to po raz pierwszy w historii mogłaby przejąć władze na poziomie kraju związkowego.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.