Krytycznie o strategii NATO. Były oficer CIA: Może zachęcić Rosję do ataku

Gen. Alexus Grynkewich, dowódca sił NATO w Europie, przedstawił w poniedziałek w Warszawie „wspólną wizję” reakcji Sojuszu Północnoatlantyckiego na potencjalną agresję.
Przemawiając na konferencji Warsaw Security Forum, powiedział, że w pierwszej fazie wojska lądowe NATO mają zdominować natarcie wroga, związać jego formacje manewrem i uniemożliwić mu zajęcie terytorium Sojuszu, a lotnictwo i marynarka wojenna, współdziałając z siłami kosmicznymi i cybernetycznymi, mają szybko uzyskać przewagę w powietrzu i na morzu.
Choć amerykański wojskowy podczas swojego wystąpienia ani razu nie wspomniał o Rosji, to dla każdego było jasne, że jego słowa były skierowane przede wszystkim do Moskwy.
„Wojna toczyłaby się głównie na terytorium NATO”
Wystąpienie gen. Alexusa Grynkewicha skomentował w rozmowie z Polską Agencją Prasową Philip Wasielewski, analityk wojskowy z think tanku Foreign Policy Research Institute i były oficer CIA. Ocenił, że dowódca NATO w Europie nie przedstawił wystarczająco wyraźnie potencjalnych konsekwencji dla Rosji.
Przypomniał słowa generała, który wprost powiedział, że celem NATO nie byłoby doprowadzenie do „strategicznej porażki” wroga, a jedynie odparcie inwazji. To oznaczałoby, że wojna toczyłaby się głównie na terytorium NATO - podkreślił emerytowany oficer marines.
Według analityka wystąpienie koncentrowało się na zatrzymaniu i wyhamowaniu rosyjskiego uderzenia, lecz nie zawierało jednoznacznej zapowiedzi, że Moskwa poniesie koszt agresji także na własnym terytorium. Zaznaczył zarazem, że nie kieruje krytyki personalnie pod adresem gen. Grynkewicha.
Krytyka ograniczonego odstraszania
Philip Wasielewski przyznał, że w wypowiedzi gen. Alexusa Grynkewicha znalazła się zapowiedź atakowania sił i zdolności wspierających, zaopatrujących oraz kontrolujących wojska prowadzące agresję, jednak - jego zdaniem - to kluczowe sformułowanie nie zostało jednak odpowiednio wyeksponowane.
Analityk uznał, że taka deklaracja odnosi się przede wszystkim do celów wojskowych, nie mówi natomiast wprost o rosyjskim przemyśle zbrojeniowym, potencjale energetycznym czy celach politycznych. Co najwyżej w najlżejszy sposób sugeruje to uderzenia w głębi Rosji - powiedział.
W ocenie byłego oficera CIA zbyt ograniczona strategia odpowiedzi może zostać przez Kreml odczytana jako sygnał, że Rosja byłaby w stanie dokonać rozległych zniszczeń w krajach regionu, nie ryzykując konsekwencji współmiernych do skali ataku. W praktyce mówimy Rosjanom: okej, tak, możecie najechać połowę państw bałtyckich - ocenił. Dodał, że nawet krótkotrwała ofensywa mogłaby przynieść katastrofalne skutki dla zaatakowanych państw.
„Współczesny najazd mongolski”
Ekspert think tanku Foreign Policy Research Institute ostrzegł, że w takim scenariuszu Rosja mogłaby uderzyć na państwa bałtyckie i część Polski, zniszczyć infrastrukturę oraz miasta, a następnie wycofać siły, by je odbudować. Poza stratami żołnierzy, na których (Władimirowi) Putinowi nie zależy, nie poniosłaby żadnej ceny. Byłoby to jak współczesny najazd mongolski, który niszczy kraj - stwierdził.
Jego zdaniem po takim doświadczeniu państwa wschodniej flanki NATO mogłyby zadać sobie pytanie, co dało im członkostwo w Sojuszu, a nie - jak sugeruje przemówienie - związać się z nim ściślej.
Analityk przekonywał, że Sojusz powinien mocniej akcentować swoją zdolność do użycia precyzyjnej broni dalekiego zasięgu przeciwko rosyjskiemu zapleczu wojskowemu i przemysłowemu. Rosjanie od czasów (Ronalda) Reagana obawiają się naszej broni precyzyjnej. Nic nie stoi na przeszkodzie, by powiedzieć: to, co Ukraina robi z waszym kompleksem wojskowo-przemysłowym i naftowym, zrobimy dziesięć razy skuteczniej - mówił rozmówca Polskiej Agencji Prasowej.
Amerykańskie wojska w Europie? „Poczekałbym na ciężarówki”
Pytany o wydźwięk przemówienia gen. Alexusa Grynkewicha w obliczu możliwego ograniczenia obecności amerykańskich wojsk w Europie, Philip Wasielewski powiedział, że nie wierzy w szybkie decyzje w tej sprawie.
Poczekałbym, aż zobaczę ciężarówki z przeprowadzkami pod amerykańskimi bazami. Kongres zakazał takich kroków, a po listopadowych wyborach (połówkowych) jego skład może się znacząco zmienić - zaznaczył były oficer CIA.
Zdaniem analityka amerykańska administracja skupia się obecnie na polityce wewnętrznej i nie będzie chciała otwierać kolejnego sporu z Kongresem. Ocenił ponadto, że wycofanie dziesiątek tysięcy żołnierzy z Europy w ciągu dwóch lat jest mało prawdopodobne.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.