Tusk komentuje odejście Pełczyńskiej-Nałęcz. „Myślałem, że zadzwoni”

„Myślałem, że zanim odejdzie, to zadzwoni i powie chociaż, że jej się znudziła ta praca. Nie, nie będę się wyzłośliwiał. Od dłuższego czasu ta współpraca nie była najłatwiejsza i nie mówię tylko o sobie” - tak Donald Tusk skomentował wczorajsze ogłoszenie Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, że odchodzi z rządu. Premier był pytany o to, kto zastąpi Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz na stanowisku minister funduszy i polityki regionalnej. „Mam dwie kandydatury. Dwie świetne. Obie to kobiety” - odpowiedział. Poruszył też temat kontrowersyjnej decyzji Lwowskiej Rady Obwodowej, informując, że dostał w tej sprawie jasny sygnał od prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.
Premier Donald Tusk podczas wypowiedzi dla mediów w Indiach; Bengaluru, 23.10.2026; fot. Radek Pietruszka /PAP
Dziś Donald Tusk, który składa wizytę w Indiach, udał się do Bengaluru, zwanego indyjską Doliną Krzemową. Premier bierze tam udział w seminarium poświęconym branżom ICT i lotniczo-kosmicznej oraz spotka się z władzami stanu Karnataka. Na miejscu odbył się krótki briefing, podczas którego został zapytany o kwestię odejścia Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z rządu. Minister funduszy i polityki regionalnej oraz szefowa Polski 2050 uzasadniła wczoraj, że odchodzi, ponieważ „wartości są dla niej ważniejsze niż stołki”.
Premier o Pełczyńskiej-Nałęcz: Politycznie pogubiona
Ta współpraca nie była najłatwiejsza i nie mówię tylko o sobie. Wbrew temu, co się myśli, staram się wyciągnąć z ludzi wszystko to, co najlepsze, gdy z nimi pracuję. Mam wrażenie, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jest politycznie bardzo pogubiona - powiedział premier Donald Tusk.
Stało się, ale nie sądzę, żeby to miało jakiekolwiek znaczenie dla dalszej pracy koalicji, tak szczerze powiedziawszy. Nie chcę w żaden sposób deprecjonować znaczenia politycznego pani Pełczyńskiej-Nałęcz, ale intuicja mi mówi, że jest to jej indywidualna decyzja i że jeśli chodzi o koalicję 15 października chyba nic się nie zmieni - dodał premier.
Kto przejmie resort? „Dwie kandydatury”
Szef rządu był pytany także o to, kto zastąpi Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz na stanowisku minister funduszy i polityki regionalnej. Mam dwie kandydatury. Dwie świetne. Obie to kobiety. Bardzo kompetentne, będę się czuł bardzo bezpiecznie, ale nie chcę telefonicznie tego konsultować, dlatego po moim powrocie poznacie państwo nazwisko wybranki - odpowiedział Donald Tusk.
Kwestia Lwowa. Premier: Dostałem sygnał od prezydenta Zełenskiego
Premier był też pytany o decyzję Lwowskiej Rady Obwodowej, która ogłosiła 2027 rok rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii, czyli UPA, oraz jej dowódcy Romana Szuchewycza i działacza Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów - OUN - Ołeha Olżycza. Dzień po ogłoszeniu tej decyzji ze strony internetowej obwodu lwowskiego uchwała w tej sprawie jednak zniknęła. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski informował, że podpisał wniosek o wpisanie na listę osób niepożądanych w Polsce radnego Lwowskiej Rady Obwodowej, który był wnioskodawcą uchwały ws. UPA. To Światosław Szeremeta.
Dostałem sygnał od prezydenta Zełenskiego, że jeśli to będzie od niego zależało - dalsze postępowanie - to on tego nie będzie w żaden sposób wspierał. Był bardzo niezadowolony z tego, co się wydarzyło - powiedział Donald Tusk.
Premier zaznaczył, że włożył bardzo dużo wysiłu w to, żeby „naprawić relacje po kryzysie orderowym” i wytłumaczyć, jak tego typu pomysły są szkodliwe dla samej Ukrainy oraz że Ukraińcy nie mogą szukać żadnego usprawiedliwienia dla rzezi wołyńskiej i Szuchewycz.
Ukraina będzie miała bardzo poważny kłopot, jeśli chodzi o integrację, jeśli nie będzie szanowała naszej wrażliwości. Mam wrażenie, że prezydent Zełenski to dobrze zrozumiał. Poświęciłem długie godziny, żeby on przyjął też polski punkt widzenia w tej kwestii, natomiast trudno odpowiadać za decyzję jakichś tam radnych. Wygląda to na zaprojektowaną prowokację jednego z lwowskich nacjonalistów. Bardzo to głupie i niepotrzebne - powiedział premier Donald Tusk.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.