Tak powstawał KOR. "Uprzedzam, że za to można siedzieć" [FRAGMENT KSIĄŻKI]
Adam [Michnik w Paryżu] […] umiał dotrzeć wszędzie, przede wszystkim do znaczących ludzi lewicy. Miał też naturalną umiejętność i wiedzę, by zdobywać sympatie swoich rozmówców. Jego rozwinięte kontakty spowodowały, że sprawa polska znalazła się na czołówkach światowych gazet. Tuż po przyjeździe do Francji [24 sierpnia 1976] spotkał się z Alikiem Smolarem. Opisał mu sytuację w Polsce. Alik powiedział: "Napisz to, co mi opowiedziałeś". W ten sposób powstał Nowy ewolucjonizm, rodzaj manifestu polskiej opozycji.
Czytaj nas częściej w Google
Warszawa [Jan Lityński, Ucieczka do wolności. Autobiografia, Kraków 2021.]
Tomasz Michalak / PAP
Jan Lityński (1981 r.)
Adam Michnik w tekście Nowy ewolucjonizm
Właściwym adresatem ewolucjonistycznego programu winna być niezależna opinia publiczna, a nie totalitarna władza. Program winien dostarczać wskazówek społeczeństwu, jak ma postępować, a nie władzy, jak się autoreformować. Nic nie jest lepszą wskazówką dla władz od realnej oddolnej presji.
Zasadniczym składnikiem formuły "nowego ewolucjonizmu" jest przekonanie o sile środowisk robotniczych, które swą twardą i konsekwentną postawą parokrotnie zmuszały władze do spektakularnych ustępstw. […] Nacisk środowisk jest warunkiem koniecznym ewolucji życia zbiorowego ku demokratycznym formom. […] Czynnikiem hamującym ten proces jest brak wszelkich instytucji autentycznie robotniczych oraz brak wzorów i tradycji politycznego oporu. […] Jeśli takie instytucje powstaną, to wizja "nowego ewolucjonizmu" przestanie być tylko konstrukcją rozumu szukającego nadziei. […]
Formułowanie programów alternatywnych i obrona imponderabiliów to zadanie środowisk inteligenckich. Mówiąc precyzyjnie — niewielkiej cząstki tych środowisk. […] Formułują niezależną opinię publiczną, kształtują postawy nonkonformistyczne i myśl opozycyjną. […] Od zespolenia głosów tych środowisk z wystąpieniami klasy robotniczej zależy kierunek ideowych dążeń młodego pokolenia, a także trend przemian politycznych w Polsce i w innych krajach Europy Wschodniej.
Paryż [Adam Michnik, Nowy ewolucjonizm, w: Szanse polskiej demokracji, Warszawa 2009.]
Grzegorz Rogiński / PAP
Adam Michnik (1981 r.)
Antoni Macierewicz
Spotkaliśmy się z Wojtkiem Onyszkiewiczem, Piotrkiem Naimskim […] u Piotra. Koledzy zlecili mi przygotowanie naszego tekstu programowego, ponieważ następnego dnia byłem umówiony z Janem Józefem [Lipskim] i Janem Olszewskim. W tym tekście po raz pierwszy użyta została przeze mnie nazwa Komitet Pomocy Robotnikom. Piotrek i Wojtek zaaprobowali sformułowania programu i nazwę komitetu. Wróciłem do domu, położyłem się spać, a rano doszedłem do wniosku, że lepsza będzie jednak nazwa Komitet Obrony Robotników.
Przygotowany tekst odczytałem Olszewskiemu i Lipskiemu. I wtedy do naszego projektu zostały dopisane naprawdę bardzo ważne dwa fragmenty: jeden dotyczący Kościoła i drugi — Paktów Praw Człowieka i Obywatela. […] W pierwszej wersji znalazły się wezwania skierowane bezpośrednio do odbiorców: dołączajcie do nas, pomagajcie, organizujcie się! Zmieniliśmy stylistykę na bardziej uładzoną, zawierającą postulaty: powinno się zakładać, trzeba tworzyć…
Warszawa, 11 września 1976 [Justyna Błażejowska, Harcerską drogą do niepodległości. Od "Czarnej Jedynki" do Komitetu Obrony Robotników, Kraków 2016.]
Piotr Naimski
Postanowiliśmy, że idziemy tam [do domu prof. Edwarda Lipińskiego] we trójkę — Jan Józef, ja i Mirek Chojecki, a nie idzie Antek. Mieliśmy ciągle poczucie, że w tego typu kluczowych momentach powinniśmy się dzielić, ponieważ w razie aresztowania ktoś musi zostać, aby dalej prowadzić akcję. Zamierzaliśmy zaprezentować ideę powołania komitetu, Komitetu Obrony Robotników.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Złożyliśmy — ja i Mirek — jako corpus delicti, z pierwszej ręki, relacje z Ursusa i Radomia. Uczestnicy spotkania mogli nas zobaczyć na własne oczy i przekonać się, że akcja nie jest żadną fikcją. Jan Józef przedstawił projekt Komitetu, a myśmy powiedzieli swoje.
Warszawa, 12 września 1976 [Justyna Błażejowska, Harcerską drogą do niepodległości. Od "Czarnej Jedynki" do Komitetu Obrony Robotników, Kraków 2016.]
Jan Józef Lipski
Zebranie osób, które wchodziły w rachubę jako ewentualni przyszli członkowie komitetu, […] odbyło się w mieszkaniu prof. Edwarda Lipińskiego. Wzięło w nim udział około dwudziestu osób, głównie ze świata literatury i nauki oraz działacze starszego i średniego pokolenia. […] Projektowano wówczas nazwę: Komitet Obrony Praw Człowieka i Obywatela, co nawiązywałoby zarówno do Karty Narodów Zjednoczonych, postanowień końcowych z Helsinek, haseł Cartera, jak i do jeszcze dawniejszej tradycji, gdy w latach trzydziestych działała w Polsce Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela, w której władzach zasiadał przez pewien czas prof. Edward Lipiński.
Koncepcja powstania komitetu okazała się dla wielu uczestników zebrania szokująca. Nic dziwnego: były to pomysły nowe, niebanalne — a trudno było przewidzieć z góry, czy stwarzające warunki efektywnego działania. Mało kto miał chęć na samą demonstrację, prowadzącą do więzienia.
Warszawa, 12 września 1976 [Jan Józef Lipski, KOR, Londyn 1983.]
Mariusz Szyperko / PAP
Jan Józef Lipski (1981 r.)
Kazimierz Brandys
Radzono, co czynić dalej. Nie byłem zwolennikiem utworzenia stałego komitetu. Sądziłem, że bardziej skuteczne będą akcje inicjowane doraźnie, zależnie od zmiennych sytuacji, działania o charakterze niejako partyzanckim. […] Natrafiłem jednak na opór paru młodych ludzi, wśród nich Chojeckiego. Pierwszy raz go widziałem. […]
W pokoju zapełnionym antycznymi meblami, pucharami, szyszakami Chojecki uzasadniał swój sprzeciw. Obstawał przy stworzeniu ciała organizacyjnego, twierdził, że apele i podpisy nie wystarczą. "Dlaczego?" — zapytałem. Wstał i wytłumaczył. Żony i matki aresztowanych robotników boją się przyjmować zasiłki z niewiadomych źródeł, ich nieufność można by jednak rozproszyć powołaniem się na założony w tym celu komitet społeczny, z nazwą, z pieczątką. Nie przekonał mnie wówczas. Ale zjednał. Tym mianowicie, że przeciwstawiając się mojej opinii (podzielało ją zresztą więcej osób, Andrzejewski, Kijowski), że występując zdecydowanie i twardo, przez cały czas patrzył na mnie żartobliwym spojrzeniem, jakby nieco figlarnie, i mówił ściszonym, miękkim głosem, z pewnego rodzaju kurtuazją.
Warszawa, 12 września 1976 [Kazimierz Brandys, Miesiące 1978–1981, Warszawa 1997.]
Piotr Naimski
Wszystko zakończyło się fiaskiem, kompletnym niepowodzeniem, od samego początku widzieliśmy, że tak się stanie. Przemówienie pani Anieli Steinsbergowej sprowadziło się do stwierdzenia, według którego jakakolwiek próba stworzenia formalnej organizacji naraża na zarzuty z Kodeksu karnego, a Komitet nie tylko nie będzie nas chronić, ale — wręcz przeciwnie — zaprowadzi wprost do więzienia.
Warszawa, 12 września 1976 [Justyna Błażejowska, Harcerską drogą do niepodległości. Od "Czarnej Jedynki" do Komitetu Obrony Robotników, Kraków 2016.]
Jan Olszewski
Razem z Wojtkiem Ziembińskim czekałem w kawiarni na wynik ich akcji. Kiedy wszedł wreszcie Jan Józef, od razu było widać, że coś jest nie w porządku. Miał taką minę… Okazało się, że zaraz po tym, jak Jan Józef przedstawił Piotrka, ruszyła w bój Aniela Steinsbergowa — i rozniosła w puch cały pomysł: że zakładanie takiego komitetu to awanturnictwo; że to jest jakiś niedowarzony młody człowiek; i trzeba sprowadzić całą sprawę do właściwych rozmiarów. Po prostu zebrać pieniądze. No i po tym płomiennym wystąpieniu Jan Józef już po prostu nie odważył się nic więcej powiedzieć…
Był potem głęboko zdesperowany, uważał, że trzeba koniecznie do tego pomysłu wrócić. Wobec tego ustaliliśmy, że teraz przeprowadzimy indywidualne rozmowy wychowawcze, przede wszystkim z Anielą; a po paru dniach trzeba jeszcze raz zebrać towarzystwo, gdzie już będzie parę osób przez nas przygotowanych, i im to narzucić… […] Dla tego środowiska było szokujące, że mają stworzyć jakąś organizację…
Warszawa, 12 września 1976 [Jan Olszewski w autoryzowanej rozmowie z Urszulą Doroszewską z 1991 roku, zapis w zbiorach Urszuli Doroszewskiej.]
Grzegorz Rogiński / PAP
Jan Olszewski (1981 r,)
Jacek Kuroń
Dostałem kilkudniowy urlop z wojska i wieczorem byłem w domu. Gajka powiedziała mi, że wszyscy zebrali się u profesora Lipińskiego i że ma zostać powołany komitet. Domyślałem się, kim mniej więcej są ci wszyscy, bo rozumiałem, że idzie o Komitet Praw Człowieka i Obywatela, o którego powołanie tak długo zabiegał Antek. To, co docierało do mnie o działalności moich kolegów w robotniczych środowiskach Ursusa i Radomia, pozwalało mi już życzliwiej myśleć o tej idei. Troszkę przykro mi było tylko, że w tym nie uczestniczę.
Nazajutrz rano przyjechali do mnie Jan Józef, Antek oraz Piotrek i opowiedzieli o przebiegu zebrania. Wtedy po raz pierwszy posłyszałem: […] Komitet Obrony Robotników. Poszliśmy na spacer po parku, gdyż ze względu na podsłuch w domu porozumiewaliśmy się tylko na kartkach, i tam dowiedziałem się o szczegółach tego przedsięwzięcia. Starsi Państwo — tak mówiliśmy o kilku osobach szanowanych i znanych publicznie jeszcze z okresu swej przedwojennej działalności — jak zwykle skłonni byli firmować naszą inicjatywę. [...]
Nie bardzo mi się to wszystko podobało. Skoro nasz ruch na rzecz represjonowanych przybrał już tak duże rozmiary, to nie było sensu dalej zasłaniać się wielkimi nazwiskami. Zbieraliśmy i rozdzielaliśmy pieniądze, prosiliśmy o poufne informacje, ludzie mieli prawo wiedzieć, kto z nimi rozmawia i co sobą reprezentuje. A — jak się dowiedziałem — Starsi Państwo nie do końca byli pewni słuszności powoływania KOR-u, gdyż — jak to określiła Aniela Steinsbergowa — byłby to tajny związek.
— Kochani — mówię — jaki tajny! Tu oto, jak stoimy, już powołaliśmy komitet, a innych możemy spytać tylko, czy chcą, czy nie, do niego należeć.
Czułem, że złapaliśmy byka za rogi, że KOR to jest właśnie to, co jest w tej chwili niezbędne, że to jest nasze natarcie. Tymczasem zebranie u profesora Lipińskiego poprzedniego wieczoru skończyło się tylko na zredagowaniu tekstu, z którego wynikało, że obecni składają się po tysiąc czy 2 tysiące złotych na pomoc robotnikom.
— Skoro już poprosiliśmy Starszych Państwa do tej sprawy, to idźcie teraz do nich i zapytajcie, czy chcą wejść do Komitetu Obrony Robotników, który już i bezdyskusyjnie został powołany — zaproponowałem, a chłopakom zapaliły się oczy.
Warszawa, 13 września 1976 [Jacek Kuroń, Gwiezdny czas, Warszawa 1991.]
Tomasz Michalak / PAP
Antoni Macierewicz i Jacek Kuroń (1980 r.)
Antoni Macierewicz
My się najpierw zwróciliśmy do środowiska Ruchu, do Andrzeja Czumy. Ale to środowisko odrzuciło propozycję działania jawnego, ponieważ uważało, że nadal należy prowadzić działalność konspiracyjną, że działanie jawne może grozić likwidacją dorobku, kadry, aktywów. […] My tymczasem uważaliśmy, że to jest czas właśnie na działalność jawną, że poruszenie społeczne jest tak duże z jednej strony, a narastająca słabość reżimu tak widoczna, że jest to moment, w którym należy stworzyć jawne, publicznie znane punkty odniesienia, tak żeby społeczeństwo mogło się orientować na środowiska inteligenckie, patriotyczne, niepodległościowe, które jasno i w sposób dobitny zaznaczą swój opór wobec reżimu. […]
Po odmowie ze strony środowiska Ruchu podjęliśmy ryzyko porozumienia się ze środowiskami postrewizjonistycznymi, czy po prostu rewizjonistycznymi Jacka Kuronia. I ostatecznie doszło do takiego porozumienia, które od początku było kompromisem.
Warszawa [Dwa kolory. Rozmawia Jerzy Zalewski, Warszawa 2015.]
Jan Olszewski
Jacek Kuroń […] w ciągu 48 godzin, bardzo gwałtownie agitując w tym środowisku, do pewnego stopnia stworzył możliwość powrotu do sprawy. Gdyby nie Kuroń, bardzo ciężko byłoby przekonać niezdecydowanych, choć oczywiście Komitet zrobilibyśmy i bez jego udziału. […] Mieliśmy gotowy projekt, wszystko było zapięte na ostatni guzik. […] Gdyby nie interwencja Kuronia, […] trwałoby to po prostu dłużej. Usłyszał o pomyśle, a był człowiekiem niezwykle dynamicznym. […] Przyjął naszą koncepcję jako rzeczywiście rokującą najlepsze nadzieje na sukces i z niesłychaną aktywnością zaczął agitować za tym pomysłem.
Warszawa, 15 września 1976 [Justyna Błażejowska, Harcerską drogą do niepodległości. Od "Czarnej Jedynki" do Komitetu Obrony Robotników, Kraków 2016.]
Piotr Naimski
Jerzy Andrzejewski. Wcześniej nie znałem go, poznałem u Lipińskiego na tym zebraniu [12 września] […]. Postanowiłem do niego zadzwonić i zapytałem, czy nie zgodziłby się spotkać. Zgodził się, pojechaliśmy razem z Antkiem. Siedział w swoim gabinecie przy biurku, wszystko mu wyłożyliśmy. Potraktowany został zresztą dość brutalnie. Stwierdziliśmy, że skoro w lipcu wystosował list z wyrazami solidarności z robotnikami, to nie może teraz nie podpisać deklaracji KOR-u. Był bardzo zatroskany, ale powiedział, że musi porozumieć się z… [Jackiem] Bocheńskim. Umówiliśmy się na telefon o szóstej po południu. Kiedy wychodziliśmy, postanowiłem wrócić osobiście, ponieważ podczas rozmowy telefonicznej łatwiej odmówić. Wpuścił mnie ponownie.
Odbyła się cała teatralna scena. […] Chyba chciał się już pożegnać… W końcu wykonał kilka dramatycznych gestów, westchnął, sięgnął po pióro i na podsuniętym Apelu do społeczeństwa dopisał ostatnie zdanie: "Jesteśmy jak najgłębiej przekonani, iż powołując Komitet Obrony Robotników do życia oraz działania — spełniamy obowiązek ludzki i patriotyczny, służąc dobrej sprawie Ojczyzny, Narodu, Człowieka".
Warszawa, 22 września 1976 [Justyna Błażejowska, Harcerską drogą do niepodległości. Od "Czarnej Jedynki" do Komitetu Obrony Robotników, Kraków 2016.]
Jacek Kuroń
Powołanie Komitetu w związku z sytuacją w kraju zmieniało sprawę radykalnie, ponieważ szło o bitych, torturowanych, siedzących. W dodatku powstał ten szczególny klimat, że władza cofnęła się wobec nacisku masowego gniewu robotniczego i udawała, że nie represjonuje. W tych warunkach byłoby bardzo trudno represjonować komitet inteligencji, która chce bronić represjonowanych robotników. […]
Moja linia była taka, że do Komitetu wchodzą ludzie działający i dwóch–trzech staruszków, ale oczywiście trzeba było spytać wszystkich. Miało to być ogłoszone ostatniego dnia mojego pobytu, ale kogoś jeszcze nie było, więc ja wyjechałem do wojska, a oni to przeciągnęli.
Białystok, 22 września 1976 [Andrzej Friszke, Andrzej Paczkowski, NiepoKORni. Rozmowy o Komitecie Obrony Robotników, Kraków 2008.]
Piotr Naimski
Zebraliśmy się ponownie u pani Anieli Steinsbergowej wieczorem. […] Było już wiadomo, że do KOR-u przystąpili starzy socjaliści. […] Po ustaleniu składu założycieli był jeszcze omawiany […] sposób podania do publicznej wiadomości informacji o założeniu KOR-u. Miało to nastąpić poprzez list otwarty Andrzejewskiego do marszałka sejmu.
Warszawa, 22 września 1976 [Justyna Błażejowska, Harcerską drogą do niepodległości. Od "Czarnej Jedynki" do Komitetu Obrony Robotników, Kraków 2016.]
Anna Rudzińska
"Haniu, przepiszesz nam coś? Ale uprzedzam, że za to można siedzieć" — powiedział Lipski. "Albo to ja tego nie wiem" — oświadczyłam, spokojnie siadając do maszyny. Była to moja stara, poczciwa olimpia, która brała dziesięć kopii na przebitkach i rzeczywiście była już wielokrotnie wykorzystywana do podobnych działań. Ułożyłam więc dziesięć kopii i Janek podyktował mi tekst pierwszego Apelu, informującego o powstaniu Komitetu Obrony Robotników, podpisanego przez pierwszych czternastu założycieli.
Warszawa, 23 września 1976 [Anna Rudzińska, O moją Polskę. Pamiętniki 1939–1991, Łódź–Warszawa 2003.]
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.