Jego przeciwnicy mówią, że chce "kupić sobie Kraków". W tle Łukasza Gibały są wielkie pieniądze
Gibała o przekazaniu firmy ojcu
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: PAP/Łukasz Gągulski
Łukasz Gibała jest radnym miasta Krakowa od 2018 roku. To jego druga kadencja, ale czwarty start w wyborach na prezydenta miasta. Po raz pierwszy kandydował w 2014 roku, zdobywając 11,16 proc. poparcia. Później w 2018 roku uzyskał 17,14 proc. głosów, a w 2024 roku po raz pierwszy wszedł do drugiej tury, którą o włos przegrał z Aleksandrem Miszalskim z wynikiem 48,96 proc. W obecnych wyborach wygrał pierwszą turę, otrzymując 36,38 proc. głosów.
W przeszłości Gibała był posłem Platformy Obywatelskiej i Ruchu Palikota. Gdy w 2015 roku zakończył karierę w parlamencie, skupił się na budowie lokalnego stowarzyszenia Logiczna Alternatywa, którego nazwa zmieniła się później na Kraków dla Mieszkańców. To jednocześnie jego zaplecze polityczne. Gdy wprowadził do rady miasta grupę swoich radnych, utworzył klub o tej samej nazwie.
Łukasz Gibała na wieczorze wyborczym
Źródło zdjęcia: PAP/Łukasz Gągulski
"Miałem szczęście, że urodziłem się w bogatej rodzinie"
Politycy Koalicji Obywatelskiej dość często zwracają uwagę na majątek Łukasza Gibały i jego rodziny. Ten wątek przewijał się w kampanii wyborczej w 2024 roku i w kampanii referendalnej, a teraz teraz jest obecny. - [Gibała - red.] chce po prostu kupić sobie Kraków - komentowała w kwietniu bieżącego roku w rozmowie z lokalnym portalem Kanał Krakowski europosłanka Jagna Marczułajtis-Walczak. Podobnego komentarza udzielił w "Rzeczpospolitej" były prezydent Krakowa i wieloletni rywal polityczny Gibały, prof. Jacek Majchrowski.
- Uważam, że to jest zaleta, jeśli ktoś idzie do polityki i już wcześniej się dorobił - stwierdził we wtorek w "Faktach po Faktach" Łukasz Gibała. Dopytywany na czym się dorobił, przyznał: - Miałem to szczęście, że urodziłem się w bogatej rodzinie.
- Mój ojciec był bardzo bogatym przedsiębiorcą. Mama zmarła dosyć wcześnie, miałem wtedy 14 lat, więc już po niej odziedziczyłem pewien majątek. Potem ten majątek inwestowałem, pomnażałem, sam też zostałem przedsiębiorcą. W związku z tym kiedy zostawałem posłem, miałem już doktorat, ale też miałem firmę, miałem majątek - powiedział Gibała.
Prawie dwa miliony złotych na referendum. W tle firma ojca
Kierowane przez Łukasza Gibałę stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców rozdysponowało w tym roku pokaźną kwotę w związku z referendum, w którym mieszkańcy odwołali z funkcji prezydenta Aleksandra Miszalskiego z KO. Komitetem referendalnym kierował Jan Hoffman, bezpartyjny przewodniczący rady dzielnicy Stare Miasto, który po swoim sukcesie z maja ogłosił start w wyborach. Tuż przed pierwszą turą wycofał swoją kandydaturę i poparł Łukasza Gibałę.
Jak wynika ze sprawozdania finansowego komitetu referendalnego, to środki ze stowarzyszenia kierowanego przez Gibałę w przeważającej części pozwoliły na zalanie Krakowa materiałami promującymi referendum. Stowarzyszenie wydało na ten cel blisko 1,9 miliona złotych.
Łukasz Gibała przyznał w rozmowie z Piotrem Kraśką w "Faktach po Faktach", że pieniądze dla komitetu referendalnego pochodziły ze spółki Ductor, której właścicielem obecnie jest jego firma jego ojca - Alti Plus, zajmująca się dystrybucją alkoholi.
Łukasz Gibała w "Faktach po Faktach"
Źródło zdjęcia: TVN24
Ductor, założony przez Gibałę w 2015 roku, jest spółką-matką firmy Fiberlab, zarejestrowanej pod Krakowem. Ten podmiot zajmuje się produkcją filamentów do drukarek 3D i desek kompozytowych. Na rozpoczęcie działalności firma Ductor zaciągnęła w firmie ojca - Alti Plus - pożyczkę w wysokości 50 milionów złotych. W 2024 roku dług wynosił już 234 miliony złotych. - Planowaliśmy budować nowe zakłady - pod Krakowem, żeby nie było żadnego konfliktu interesów - więc zaciągnęliśmy zobowiązania - tłumaczył w rozmowie z Piotrem Kraśką. Ocenił, że to nie znaczy, że spółka była źle zarządzana.
W 2024 roku krytyka wobec Łukasza Gibały dotyczyła między innymi tego, jak polityk zamierza spłacić dług Ductora, jeśli zostałby wybrany na prezydenta. By uciąć spekulacje, kandydat na prezydenta Krakowa oddał udziały w swojej firmie ojcu. Następnie trafiły one do spółki Alti Plus. Polityk ocenił, że choć nie liczył wartości tych udziałów, to wyrównał rachunki z nawiązką, bo "aktywa firmy są warte dużo więcej" niż jej zobowiązania. Od tamtego czasu Gibała nie ma udziałów w żadnej spółce.
- Zanim przekazałem ojcu udziały, umówiliśmy się, że ta spółka będzie dalej przez całą kadencję finansowała działalność stowarzyszenia Kraków dla Mieszkańców, bo już wcześniej [ją - red.] finansowała [...]. Stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców z kolei wsparło akcję referendalną, żeby mieszkańcy mogli zagłosować [...]. Aleksander Miszalski przeznaczył ogromne pieniądze na kampanię antyreferendalną, ponad trzy miliony złotych z budżetu miasta na samą gazetkę - wyjaśnił w "Faktach po Faktach" Gibała. I zaprzeczył, że to nie "kupowanie sobie Krakowa", bo w referendum "ostatecznie mieszkańcy musieli się udać do urny i postawić krzyżyk". - Podejmowali świadomą decyzję - stwierdził.
W kampanii referendalnej przepisy nie przewidują limitów finansowych, które ograniczałyby tak duże wydatki czy to komitetu, czy innego podmiotu, który chce osiągnąć swój polityczny cel. Inaczej jest w kampanii wyborczej. W Krakowie każdy komitet może teraz wydać maksymalnie około 400 tysięcy złotych. Pieniądze wydane przez Kraków dla Mieszkańców pozwoliłyby więc na działalność czterech komitetów. I jeszcze by zostało.
Łukasz Gibała
Źródło zdjęcia: PAP/Łukasz Gągulski
Mieszkanie, zarobki i oszczędności
Jak wynika z najnowszego oświadczenia majątkowego według stanu na koniec grudnia 2025 roku Łukasz Gibała miał 150 tysięcy złotych oszczędności, do tego około cztery tysiące dolarów i cztery tysiące euro. Posiadał również akcje spółki Upstart o łącznej wartości około 40 tysięcy dolarów i polskie papiery wartościowe, których wartość wycenił na ponad 1,42 miliona złotych.
Łukasz Gibała ma mieszkanie o powierzchni 225 metrów kwadratowych, którego wartość wycenił na 3,8 miliona złotych. Jednak według ustaleń "Rzeczpospolitej" deklarowane przez radnego jedno mieszkanie to formalnie trzy różne lokale. Wynika to z analizy ksiąg wieczystych. Co ważne, wszystkie trzy nieruchomości sąsiadują ze sobą i są funkcjonalnie scalone. Łukasz Gibała w odpowiedzi na pytania dziennikarzy podkreślał, że wpisywanie do oświadczeń kilku odrębnych nieruchomości, które były funkcjonalnie połączone, nie odzwierciedlałoby faktycznego sposobu użytkowania tych mieszkań.
Oprócz dużego mieszkania Gibała jest właścicielem jednej szóstej domu o powierzchni 140 metrów kwadratowych na działce o powierzchni dziewięciu arów (wskazał wartość 575 tysięcy złotych).
Polityk szacuje też, że trzy należące do niego miejsca postojowe o łącznej powierzchni około 34 metrów kwadratowych są warte w sumie około 150 tysięcy złotych. Jednocześnie pod koniec 2025 roku - jak wynika ze sprawozdania finansowego - miał wciąż do spłacenia prawie 1,6 miliona złotych kredytu hipotecznego zaciągniętego na zakup mieszkania.
Łukasz Gibała ma więc razem aktywa o wartości 5,8 milionów złotych, a odejmując kredyt wartość jego majątku zamyka się w kwocie około 4,2 milionów złotych. Jednocześnie w 2025 roku Gibała zarobił jako radny miasta zaledwie nieco ponad 47 tysięcy złotych - to mniej niż cztery tysiące złotych miesięcznie. Nie wykazał żadnych innych dochodów.
Inaczej było w poprzednich latach, gdy środki do życia i inwestowania zapewniała mu zarejestrowana w 2015 roku spółka Ductor, której był właścicielem. Jako członek zarządu firmy Łukasz Gibała wykazał w 2024 roku dochód rzędu 495 tysięcy złotych, a rok wcześniej - 600 tysięcy złotych.
- Jako prezes spółki Ductor zarabiałem 50 tysięcy złotych miesięcznie, więc trochę tych oszczędności zostało. Teraz rzeczywiście jedynym moim dochodem jest dieta radnego, która jest zbyt mała, w związku z tym ja cały czas trochę z tych oszczędności podbieram - wyjaśnił radny w rozmowie z Piotrem Kraśką w "Faktach po Faktach".
Działki rodzinnych firm pod Krakowem
Temat majątku rodziny Gibałów wrócił w tej kampanii za sprawą publikacji tygodnika "Polityka". Przed pierwszą turą dziennikarze zwrócili uwagę na możliwy konflikt interesów, który miał ujawnić się w analizie przeprowadzonej przez szerzej nieznaną Krakowską Grupę Monitorowania Demokracji.
Według "Polityki" spółki z kręgu rodziny Gibałów skupowały w podkrakowskich gminach działki rolne, które miały potencjał ich przekształcenia pod magazyny lub mieszkaniówkę. - Doskonale zdajemy sobie sprawę z tego, że jako prezydent będzie pan miał wpływ pośredni i bezpośredni na te działki, na przykład na możliwość zwiększenia ich atrakcyjności - mówiła do Gibały w trakcie debaty Radia Kraków i TVP kandydatka Lewicy Daria Gosek-Popiołek.
Łukasz Gibała odpowiedział posłance, że swoje inwestycje prowadził poza Krakowem właśnie dlatego, "żeby nie było konfliktu interesów". - Tam zbudowaliśmy naszą fabrykę filamentu, tam też posiadaliśmy nieruchomości. Tym się różnię od poprzedników. Pan profesor Majchrowski będąc prezydentem miał szkołę wyższą w Krakowie, pan Aleksander Miszalski będąc ważnym radnym prowadził biznesy hostelowe w Krakowie - zwracał uwagę Gibała.
Wydatki na kampanię wyborczą
Jak natomiast wynika z opublikowanego zestawienia wpłat na komitet wyborczy Łukasza Gibały najwyższego wsparcia kampanii lidera Krakowa dla Mieszkańców udzielili:
- sam Łukasz Gibała, który przelał 72 tysiące złotych - to maksymalna kwota, którą może przeznaczyć pojedyncza osoba,
- Adrianna Siudy - partnerka polityka, która także wpłaciła 72 tysiące złotych,
- Tomasz Brzostowski, przedsiębiorca, który według zapowiedzi z poprzednich wyborów samorządowych miał stać się "ważną częścią administracji" Gibały. Wpłacił 45 tysięcy złotych.
Na liście pojawiły się również nazwiska innych współpracowników Łukasza Gibały.
W niedzielę druga tura
11 października w Krakowie odbędzie się druga tura przedterminowych wyborów prezydenta Krakowa. Zmierzą się w niej Łukasz Gibała, radny miejski i przedsiębiorca, (36,38 proc. głosów w I turze) oraz senatorka Koalicji Obywatelskiej, prezeska Izby Zbożowo-Paszowej Monika Piątkowska (29,91 proc. głosów w I turze).
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.