Makabryczne odkrycie na lotnisku pod Moskwą. Matka i dziecko nie żyją

Autor: Cezary Faber Publikacja: Dzisiaj, 3 października (18:09)
Rosyjskie media opisują makabryczną historię, która wydarzyła się na podmoskiewskim lotnisku Szeremietiewo. W łazience znaleziono ciała 30-letniej kobiety i noworodka.
Rosyjskie media opisują makabryczną historię, która wydarzyła się na podmoskiewskim lotnisku Szeremietiewo /Shutterstock
W piątek na terenie podmoskiewskiego lotniska Szeremietiewo dokonano makabrycznego odkrycia. „W toalecie znajdującej się w hali przylotów znaleziono ciała noworodka płci męskiej i jego 30-letniej matki. Wszczęto postępowanie karne” - poinformował Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej.
Agencja TASS, powołując się na organy ścigania, podała, że kobieta urodziła dziecko w toalecie, a następnie je udusiła.
Kolejne informacje przekazały rosyjskie kanały na Telegramie, m.in. „Baza” czy „Mash”. Według nich kobieta przyleciała z Turcji, zaczęła rodzić na lotnisku, po czym zamknęła się w kabinie toalety. Finalnie urodziła dziecko, a następnie udusiła je, wpychając mu papier toaletowy do ust.
Kobieta zmarła z powodu utraty krwi
Ludzie, którzy słyszeli krzyki kobiety i widzieli krew, próbowali jej pomóc, ale odmówiła. Wezwano ratowników medycznych, ale 30-latka wykrwawiła się na śmierć.
„Mash” pisze, że kobieta urodziła się w Ukrainie, była zarejestrowana jako mieszkanka tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej. Przyleciała z Turcji z mężem i 11-letnią córką. Mężczyzna twierdzi, że nie wiedział o kolejnej ciąży.
Rosyjscy śledczy i biegły medycyny sądowej dokonali oględzin miejsca zbrodni, przesłuchali świadków i zlecili przeprowadzenie badań kryminalistycznych.
Lotnisko Szeremietiewo to największy port lotniczy w Rosji i jedno z głównych lotnisk obsługujących Moskwę. Znajduje się w miejscowości Chimki, leży ok. 30 km na północny zachód od centrum stolicy. Jest ważnym węzłem dla rosyjskiego przewoźnika Aerofłot i obsługuje połączenia krajowe oraz międzynarodowe.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.