Dwukadencyjne gry i zabawy. Kosiniak-Kamysz dla WP: "Idziemy dwutorowo"
Projekt ludowców, zakładający zniesienie dwukadencyjności wójtów, burmistrzów i prezydentów, przepadł w głosowaniu. Ludowcy byli pewni, że mimo nieobecności premiera oraz kilku jego współpracowników-posłów znajdzie się większość. Tak się nie stało, a ludowcy za tę sytuację obwiniają głównie Lewicę. Liczyli bowiem na to, że jeśli wcześniej pomogą przegłosować dwa projekty aborcyjne (powrót do tzw. kompromisu aborcyjnego i dekryminalizację pomocnictwa), posłowie lewicy pomogą przy dwukadencyjności.
- Współpraca z Lewicą po ostatnich doświadczeniach jest pod znakiem zapytania, mam nadzieję, że przyjdzie jakaś refleksja – mówi Krzysztof Paszyk, szef klubu PSL. Sprawa dwukadencyjności miała też nieoczekiwany efekt w postaci nagłej rezygnacji minister funduszy i liderki Polski 2050 Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz.
PSL kontra Lewica
Pytanie, co dalej? – Będziemy szli dwutorowo. Z jednej strony wniesiemy projekt ustawy zakładający dwukadencyjność posłów i senatorów. Z drugiej strony inicjatywa referendalna w tej sprawie – mówi Wirtualnej Polsce szef PSL i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.
– Z badań wynika, że 80 proc. ludzi jest za dwukadencyjnością posłów i senatorów, to dwa razy więcej niż w przypadku limitu kadencji dla samorządowców – dodaje Kosiniak-Kamysz.
Pierwsza sprawa oznacza pójście na otwartą konfrontację z innymi klubami, a zwłaszcza z Lewicą. Niektórzy jej przedstawiciele już się odgrażają, że dojdzie do czegoś na kształt "dwukadencyjnościowej" licytacji. "A my dołożymy starostów, marszałków i radnych" – zagroziła na X szefowa klubu Lewicy Anna Maria Żukowska. Nie wszyscy w tej formacji przyjmują tak konfrontacyjną postawę. – Spokojnie, jakoś się dogadamy – przekonuje nasz rozmówca.
Drugi temat wymaga dość sporego zrywu organizacyjnego po stronie PSL, bo pod inicjatywą referendum ogólnokrajowego musiałoby się podpisać minimum 500 tysięcy obywateli. A jeżeli takie referendum ogólnokrajowe ma być wiążące dla Sejmu, udział w nim musi wziąć więcej niż połowa uprawnionych do głosowania.
Po 1989 r. mieliśmy sześć tego rodzaju inicjatyw. Wiążące okazały się tylko dwie – referendum konstytucyjne z maja 1997 r. oraz referendum akcesyjne do UE z czerwca 2003 r. Ostatni plebiscyt ogólnokrajowy miał miejsce przy okazji wyborów parlamentarnych w 2023 r. Pytania dotyczyły sprzedaży majątku państwowego, wieku emerytalnego, bariery na granicy i relokacji migrantów. Będąca wtedy u władzy Zjednoczona Prawica liczyła, że połączenie wyborów z referendum (z nieprzypadkowo dobranymi tematami pytań) zmotywuje jej wyborców. Referendum okazało się jednak niewiążące.
Pomocna dłoń z Senatu
Na takie zapowiedzi PSL ze strony innych ugrupowań koalicyjnych słychać uspokajające głosy. Po pierwsze, koalicjanci nie wykluczają ponownego podejścia do pomysłu zniesienia limitu dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Taką możliwość sugerował nawet Donald Tusk, gdy okazało się, że ustawa ludowców upadła trzema głosami.
– W rachubę wchodzą dwa scenariusze. Albo zostanie uruchomiony projekt senacki, który został złożony do laski marszałkowskiej, albo zostanie złożony ponownie projekt, który został odrzucony – mówi poseł KO Mariusz Witczak. Tego ostatniego wyjścia nie wykluczał Donald Tusk, ale bardziej racjonalna wydaje się praca nad projektem, który w Sejmie już jest.
I taki wariant jest zresztą możliwy do przeprowadzenia praktycznie z marszu, ponieważ w Sejmie – oprócz ustawy ludowców, która właśnie padła – jest inny projekt, który dotyczy tego samego.
Prawie rok temu do laski marszałkowskiej wpłynął projekt z Senatu, który znosi limit dwóch kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów. W uzasadnieniu można wyczytać, oprócz argumentów, że to rozwiązanie jest niezgodne z konstytucją, że ostatnie wybory samorządowe pokazały, że prawie 40 proc. włodarzy zostało wymienionych w wyborach, mimo że nie dotyczyła ich jeszcze gilotyna dwukadencyjności.
"Polska demokracja niejako sama ‒ poprzez decyzje wyborców przy urnach wyborczych ‒ się reguluje i nie potrzebuje w tym względzie interwencji ustawodawcy" – zwracają w uzasadnieniu uwagę autorzy projektu. Natomiast bonusem dla samorządowców w przypadku tego projektu byłoby zostawienie pięcioletnich kadencji. A gdy PiS wprowadził limit dwóch kadencji, niejako tytułem rekompensaty wydłużył kadencję w samorządach z czterech do pięciu lat.
PSL liczy, że tym razem uda się projekt przegłosować i nie liczy tu na dodatkowe głosy ze strony opozycji, choćby z Rozwoju Plus. – Na "morawieckich" nie liczyliśmy i nie będziemy liczyć; to nie są partnerzy do jakiejkolwiek współpracy; mówiliśmy to jako jedno z pierwszych środowisk politycznych w tym Sejmie – przekonuje jeden z ludowców.
Dwukadencyjność w gminie czy w parlamencie
Pytanie jednak, czy to nie jest ruch ryzykowny politycznie. Czy ponowne podejście do rozwiązania, które właśnie odrzucił Sejm, nie spotka się z negatywnym przyjęciem wyborców? Nawet w samym PSL niektórzy mają wątpliwości, czy gra jest warta świeczki. – Nie rozumiem, po co tak w to brniemy, skoro sporo wyborców oczekuje jednak utrzymania limitu kadencji – przyznaje jeden z ludowców.
Marcin Duma, założyciel IBRIS i Project Seldon, podkreśla, że Polacy w kontekście dwukadencyjności bardziej ogniskują swoją uwagę na władzach wyższego szczebla niż na samorządach.
– W Polsce powiatowej radni czy włodarze nie są daleko od obywatela i nie ma poczucia, że trzeba ich odwołać, a w razie czego zawsze jest referendum, którego próg nie jest przesadnie wysoki. Natomiast poparcie dla dwukadencyjności w Sejmie i Senacie jest ogromne, ludzie są zmęczeni twarzami, które widzą cały czas w mediach, a na wymianę których nie mają wpływu, bo są przedstawicielami partii, a to one decydują o listach wyborczych – mówi Duma.
Jego zdaniem walka o ponowne podejście do uchwalenia ustawy będzie trudna. Natomiast łatwiej budować się ludowcom na pomyśle ograniczenia kadencji parlamentarzystów, bo to jest atrakcyjne politycznie i zgodne z nastrojami.
– Gdyby PSL skupił się na promowaniu dwukadencyjności w parlamencie, to politycznie na tym zyska. Chęć, by pozbyć się polityków z Sejmu, jest ogromna – podkreśla badacz.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.