The Jerusalem PostLebanon weighs extraditing former Palestinian envoy accused of corruptionCNN TürkTRANSFER | Metehan Baltacı, Gençlerbirliği’ndeESPN DeportesLando Norris le gana a los Mercedes la pole en ZandvoortESPNSeven-foot statues, Porsches and real estate: How WNBA players are spending their new millionsPunchCarrick refuses to panic after Man United’s 2-0 Hull City defeatInquirerCops arrest drug suspect, seize P1-M worth of meth in Iloilo raidRTP DesportoTaranto2026. Nadadora Camila Rebelo revalida título nos 200 metros costasוואלהליברמן בתגובה לעפיפונים שנמצאו בעוטף: "כך נראתה הקונספציה לפני 7 באוקטובר"Screen RantParamount+'s Masterpiece $205.5 Million High Fantasy With Rare Rotten Tomatoes Score Deserves A SequelHindustan Times SportFrance’s badminton surge gathers pace with Alex LanierPopular ScienceHow gross is it to leave a toothbrush exposed in the bathroom?The South AfricanPlayer ratings: Wasteful Springboks crash and burn against All Blacks
The Daily Newsstand · Free, Always
Saturday, August 22, 2026

Polska może stracić ponad 6 mln mieszkańców. Na zachodzie sytuacja jest najgorsza

Translate

Paweł Dybicz, "Tygodnik Przegląd": Jakie najważniejsze wnioski wynikają z prac badawczych związanych z pana książką "Alarm dla Ziem Odzyskanych" wydaną przez "Przegląd"?

Prof. Andrzej Karpiński: Moim zdaniem, obok potwierdzenia przełomowych sukcesów z lat 1945-2025, najważniejszym wnioskiem z tych prac jest dramatyczne wręcz zagrożenie płynące z prognozy ludności Polski, szczególnie na tych ziemiach. Wynika z niej bowiem, że w perspektywie do 2060 r. prawdopodobna jest głęboka depopulacja — czyli zmniejszenie się liczby ludności zamieszkałej w Polsce. Według szacunków łączna liczba ludności może się obniżyć z 37 mln obecnie do 30,9 mln w 2060 r., czyli prawie o jedną piątą. Wprawdzie przyczyną tego prognozowanego spadku są przede wszystkim procesy demograficzne, zwłaszcza spadek liczby urodzeń, który w ciągu ostatnich 10 lat wyniósł aż 38 proc., ale jest to także w dużym stopniu wynik masowej emigracji zarobkowej Polaków w latach 1994-2004. Była ona spowodowana przedwczesną i niczym obiektywnie nieuzasadnioną dezindustrializacją Polski.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Ziemiom Odzyskanym grozi depopulacja

Jakie największe błędy według pana wówczas popełniono?

Jednym z podstawowych błędów był brak ochrony najnowocześniejszych polskich zakładów przemysłowych, mających kluczowe znaczenie dla modernizacji całej struktury przemysłu. W rezultacie po przejęciu przez zachodnie koncerny w drodze prywatyzacji zakłady te z reguły w pierwszej kolejności ulegały likwidacji. Stały się pierwszą ofiarą transformacji. Dla tych koncernów były bowiem jedyną konkurencją istniejącą na polskim rynku.

Ziemie Odzyskane

Materiały prasowe Wydawnictwa Znak Literanova

Ziemie Odzyskane

Z tych samych względów zachodnie koncerny uruchomiły niezwykle intensywną kampanię propagandową, by upowszechnić u nas pogląd, że w przemyśle własność polska ma niewielki sens, a szansę na rozwój mają tylko małe i średnie zakłady.

W jaki sposób likwidacja najnowocześniejszych zakładów wpłynęła na spadek liczby ludności w naszym kraju?

Ten wpływ pokazują twarde dane o emigracji. W jej wyniku Polskę opuściła znaczna liczba kobiet w wieku rozrodczym. Następstwem tego była duża liczba polskich dzieci urodzonych za granicą. Tylko w Wielkiej Brytanii urodziło się ich ok. 100 tys. Przeważająca ich część nie wraca już z rodzicami do kraju.

Ta depopulacja może być szczególnie odczuwalna na Ziemiach Odzyskanych. Ludność może się tam zmniejszyć z 10,2—10,4 mln w 2023 r. do 8,1—8,4 mln w 2060 r., czyli o 20 proc. Dezindustrializacja Polski po 1989 r. wywołała masowe bezrobocie. W szczytowym momencie objęło ono ponad 3 mln ludzi, co stanowiło najwyższy wówczas poziom w Unii Europejskiej. Walka z bezrobociem przez emigrację była klasycznym wręcz przykładem rozwiązywania i przezwyciężania bieżących trudności kosztem pogorszenia warunków dla rozwoju w późniejszym okresie.

Nie brakuje u nas badaczy, którzy twierdzą, że nic się nie stanie, jeżeli będzie nas o 6-7 mln mniej niż obecnie, bo ten ubytek zastąpią automatyzacja i sztuczna inteligencja.

Znam takie opinie, ale zaręczam, że tak duży ubytek ludności musi mieć negatywne konsekwencje, zwłaszcza w przemyśle, ale i w całej gospodarce, mimo automatyzacji produkcji i usług. Badacze, o których pan wspomniał, chyba w ogóle nie zdają sobie sprawy ze skali zagrożenia dla przemysłu i sektora usług. A ten ostatni opiera się w dużej mierze na usługach świadczonych indywidualnie i niełatwo poddaje się automatyzacji. Oczywiście część luki powstałej w wyniku spadku liczby ludności możemy wyrównać — także poprzez sprowadzenie zagranicznych specjalistów, którzy chcieliby u nas pracować i się osiedlić.

Nie sądzę, by było to masowe zjawisko. Tacy specjaliści wybiorą się na Zachód, a Polskę potraktują co najwyżej jako punkt tranzytowy.

Tak w pewnym sensie jest już teraz.

Dlaczego ubytek ludności może być największy właśnie na Ziemiach Odzyskanych?

Powód jest dość prozaiczny. Ziemie te są położone najbliżej najbogatszego rynku pracy w Europie, jakim są i nadal będą Niemcy. Dlatego, moim zdaniem, centrum Polski powinno podjąć maksymalny wysiłek, aby ten odpływ zahamować lub przynajmniej zmniejszyć jego rozmiary. Wymaga to opracowania specjalnego programu przestawienia gospodarki Ziem Odzyskanych na drogę rozwoju. Jego przygotowanie staje się najpilniejszym zadaniem.

Dlaczego Ziemie Odzyskane mają być preferowane kosztem innych regionów Polski? Mają jakąś wyraźną specyfikę?

Oczywiście. Taką specyfikę stanowi choćby zagospodarowanie znajdującego się tam wybrzeża morskiego czy szeroko rozumiana obsługa strefy granicy państwa. W tej sprawie wśród badaczy problemu bardzo popularny, zwłaszcza po 2004 r., jest pogląd, że "współcześnie stopniowy zanik granicy jako bariery przepływu ludzi, dóbr i informacji zmienia skalę powiązań gospodarczych i społecznych, zapoczątkowując kształtowanie się nowej struktury hierarchicznej systemu osadniczego również poprzez granice". Ale emigracja zarobkowa Polaków nie spowodowała zmniejszenia ich udziału w strukturze narodowościowej ludności zamieszkałej na Ziemiach Odzyskanych.

Realizacja naszych celów na tych terenach w bardzo dużym stopniu zależy też od bezpośrednich kontaktów społeczności tam zamieszkałych, a nawet poszczególnych jednostek, z osobami z centrum kraju.

Po 1989 r. zmniejszyły się one w sposób zasadniczy. W żadnym z pozostałych województw kontakty te nie odgrywają takiej roli i nie mają tak wielkiego znaczenia dla zachowania jedności kraju. Kluczowe znaczenie tych kontaktów stanowi specyfikę tego obszaru.

Cel: pobudzaniu zainteresowania Ziemiami Odzyskanymi

Jak na bezpośrednie kontakty między Ziemiami Odzyskanymi a centrum kraju wpłynęła transformacja po 1989 r.?

Osłabły w dużej mierze w następstwie zmiany ustroju i pod wpływem fascynacji możliwościami osiągania zysków. Powodowało to ich zanik lub zasadnicze ograniczenie. Byłem świadkiem, jak prof. Stanisław Grabski zaczynał swoje wykłady i seminaria od pytania, czy obecni są przedstawiciele Ziem Odzyskanych. Z kolei na wykładach prof. Władysława Tatarkiewicza były nawet wydzielone specjalne miejsca dla przedstawicieli tych ziem. Jeszcze za czasów Edwarda Gierka kontakty te były bardzo żywe i osobiście w nich uczestniczyłem. Praktyka ta wyraźnie załamała się po 1989 r. Obecnie istnieje więc potrzeba ich odtworzenia w jakiejś nowej postaci. Może na odnowienie zasługuje instytucja "patronatów" z czasu zasiedlania tych ziem, tj. z lat 1945-1947, ale w zmienionej postaci, np. z przekształceniem ich funkcji we współpracę i wzajemną pomoc.

Widzi pan jakieś możliwości, aby te bezpośrednie kontakty w nowych formach przyspieszyć bądź zaktywizować?

Owszem, widzę. Moim zdaniem w tym celu niedostatecznie wykorzystuje się działalność różnego rodzaju organizacji prywatnych, które przejawiają szczególne zainteresowanie "polskością" tych terenów i przyznają jej żywotne znaczenie. Czasem wymagają pomocy ze strony państwa — i trzeba im takiej udzielać. Nie działają bowiem na zasadach rynkowych i nie są nastawione na zyski.

Wśród takich organizacji, z którymi zetknąłem się podczas prac nad książką, była Fundacja Rodzina i Przedsiębiorczość. Działa we Wrocławiu, ale wiem, że podobne istnieją w Szczecinie i kilku innych miastach. Tego rodzaju oddolne instytucje mogą mieć istotne znaczenie w pobudzaniu zainteresowania Ziemiami Odzyskanymi i ich współpracą z innymi regionami Polski. Ważna może być także promocja tego typu organizacji na terenie Polski centralnej. Lokalne organizacje mogą być czasem bardziej skuteczne niż te powoływane przez władze centralne. Możliwości państwa są tu wciąż niewykorzystane. Na rozważenie zasługuje odtwarzanie instytucji działających na rzecz umacniania polskości tych terenów, np. Towarzystwa Rozwoju Polskich Ziem Zachodnich czy Stowarzyszenia Wisła-Odra. Konieczna jest też aktywizacja Instytutu Zachodniego im. Zygmunta Wojciechowskiego w Poznaniu.

W walce o lepsze relacje

Jak pan ocenia współpracę polsko-niemiecką na tych terenach?

Istnieją różnego rodzaju porozumienia podpisywane przez polskie i niemieckie władze na szczeblu samorządów, ale dotyczą głównie problemów lokalnych o mniejszym znaczeniu. Jest szansa objęcia nimi również problemów o znaczeniu ogólnokrajowym. Nie chodzi tu o zmniejszenie inwestycji niemieckich na tych terenach. Wręcz przeciwnie, w przypadku gdy modernizują one naszą gospodarkę, mogą zasługiwać na wsparcie i promocję. Ale chodzi tu także o zasadnicze zwiększenie inwestycji z polskim kapitałem na tym terenie. Stają się one wręcz paląco potrzebne. A działania podejmowane w tym kierunku w pełni wpisują się w proces repolonizacji naszej gospodarki, o czym mówił premier Donald Tusk w jednym z wystąpień.

W czym miałoby to się wyrażać?

Widzę dwa takie główne obszary. Pierwszym może być wspólna budowa na Ziemiach Odzyskanych nowych zakładów produkcyjnych przemysłu mikroelektroniki profesjonalnej. W tej dziedzinie bowiem Niemcy są znacznie opóźnione w rozwoju w stosunku do takich krajów jak USA, Chiny, Japonia, Korea Południowa czy Izrael. To opóźnienie Niemiec w rozwoju sektorów przemysłu wysokiej techniki może sięgać nawet 18 lat. Dotyczy to produkcji półprzewodników, układów scalonych, baterii itp. Niemcy mogą być zainteresowane wyjściem z tego opóźnienia przez wykorzystanie w tym celu także zasobów istniejących na Ziemiach Odzyskanych, gdzie jest niższy poziom płac, oraz polskich informatyków, którzy mają dobrą opinię na świecie i wygrywają światowe olimpiady informatyczne.

"Tygodnik Przegląd" nr 34

Tygodnik Przegląd

"Tygodnik Przegląd" nr 34

A drugi obszar?

Drugą dziedziną potencjalnej współpracy jest ochrona środowiska w Polsce i w Niemczech. Każdy bowiem postęp w zmniejszeniu emisji dwutlenku węgla czy siarki ma pozytywne efekty i u nas, i u nich. I odwrotnie — regres pod tym względem u nas staje się odczuwalny także w Niemczech. Wciąż jeszcze są obszary wymagające wspólnego zagospodarowania w dorzeczu Odry po obu stronach. Takie szanse istnieją też dla wspólnej produkcji chemikaliów masowo używanych w oczyszczalniach ścieków. Ich istotnym komponentem jest bowiem chlorek sodu. Polska ma szczególnie sprzyjające warunki do jego produkcji z racji posiadania bogatych zasobów sodu. Jest wiele innych dziedzin: przemysł biotechnologiczny, przemysł aparatury medycznej i automatyki przemysłowej oraz inne przemysły o wysokiej pracochłonności.

Kluczowe znaczenie z tego punktu widzenia w elektronice będzie miała produkcja półprzewodników. Zdaniem zachodnich ekspertów będzie ona odgrywała wiodącą rolę w przemyśle przyszłości. Niemcy mogą być zainteresowane udziałem we wspólnych przedsięwzięciach na tych terenach. To pokazuje, że niemało jest obszarów i zagadnień stwarzających szanse na współpracę obu krajów, także tu, na Ziemiach Odzyskanych. Ale potrzeba w tym celu znacznie większej aktywności. Potrzebne są też odpowiednie inicjatywy z naszej strony.

Jak pan ocenia pojawienie się po 1989 r. w dyskusjach o Ziemiach Odzyskanych takich pojęć jak "Niedopolska" czy "Subpolska"?

Niezależnie od — jak zakładam — dobrych intencji autorów tych pojęć, jest to w istocie częściowe zakwestionowanie w pełni polskiego charakteru tych ziem, a tym samym wysiłku i dorobku życiowego dwóch pokoleń Polaków, które brały udział w ich zagospodarowaniu.

Jeszcze dalej w tej ocenie idzie Ryszard Surmacz w pracy pod wiele mówiącym tytułem "Znów tracimy Ziemie Odzyskane". Niezależnie od oceny zasadności tej diagnozy konieczne jest przedstawienie jasnego stanowiska rządu wobec tych problemów. Dlatego trzeba zrobić wszystko, aby terminy te jak najszybciej straciły rację bytu. A to wymaga od obecnego pokolenia przemyślanych działań realizowanych według specjalnego programu podobnego do tego z czasów powojennych.

Czy wyższy udział inwestycji niemieckich na Ziemiach Odzyskanych niż na pozostałym obszarze kraju może stworzyć zagrożenie nie tylko gospodarcze?

Nie czuję się dostatecznie kompetentny, by odpowiedzieć na to pytanie. To raczej kwestia dla polityka. Ograniczając się do kwestii ekonomicznych, powiedziałbym, że obecny stan (mówimy mniej więcej o 2020 r., bo tego dotyczą dane) nie stwarza takiego zagrożenia. Decydują o tym dwie przyczyny. Pierwsza to relatywny brak szerszego zainteresowania kapitału niemieckiego przemysłami, które dominują na tym terenie, czyli górnictwem węglowym, przemysłem stoczniowym czy włókienniczym. Rezultatem tego był niski udział kapitału niemieckiego — można go ocenić na 8-10 proc. całego majątku produkcyjnego w przemyśle na tym obszarze. Udział ten w ostatnich latach rósł w skali nie większej niż 1 proc. rocznie. Druga z tych przyczyn to koncentracja inwestycji na tych terenach w przemyśle motoryzacyjnym, zwłaszcza w produkcji silników i części do samochodów. A to jest przemysł mniej atrakcyjny ze względu na niską innowacyjność.

Czy więc powinniśmy się martwić udziałem i strukturą inwestycji niemieckich na Ziemiach Odzyskanych?

Nie wolno nam tego lekceważyć. Udział kapitału krajowego, zarówno państwowego, jak i prywatnego, jest tu zdecydowanie niedostateczny. Jeżeli nasze państwo będzie kontynuować politykę nieinterwencji lub nadmiernej liberalizacji na tych terenach, może to stworzyć zagrożenie. I to na niepokojącą skalę. Wszelka interwencja naszego państwa powinna być realizowana w taki sposób, by nie spłoszyć inwestycji kapitału niemieckiego na tych ziemiach. Ale w zasadniczy sposób musimy zwiększyć na nich inwestycje krajowe.

Czy teza, że opanowanie gospodarki w poszczególnych krajach przez kapitał zagraniczny może doprowadzić do dominacji politycznej, znalazła potwierdzenie w pana pracy?

Rzeczywiście w wielu krajach, zwanych dawniej krajami Trzeciego Świata, obserwowano w przeszłości, że wystarczy osiągnąć silną pozycję w gospodarce, aby zapewnić sobie wpływ na ich funkcjonowanie. Moim zdaniem jednak przenoszenie tych wniosków na Polskę byłoby nieuzasadnione. Polska współczesna nie jest krajem Trzeciego Świata. I nigdy nim nie była. Kultura i stosunki społeczne oraz wielokrotnie większy dostęp do środków rozwojowych akumulowanych przez państwo ograniczają możliwości wpływu kapitału zagranicznego na terenie naszego państwa. Niemniej jednak nie wolno nam rezygnować z wpływu na kapitał zagraniczny ani lekceważyć go w imię nadmiernej liberalizacji gospodarki.

Prof. Andrzej Karpiński — ekonomista, zawodowo i naukowo zajmował się polityką gospodarczą państwa, prognozowaniem i studiami nad przyszłością. Wieloletni zastępca przewodniczącego Komisji Planowania przy RM i sekretarz naukowy Komitetu Prognoz "Polska 2000 Plus" przy Prezydium PAN. Autor prawie 90 książek i kilkuset artykułów tłumaczonych na wiele języków.

View the original on Onet

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.