Wielka Brytania nieprzygotowana na kryzys. Ruszy kampania dla obywateli. "Zróbcie zapasy"
Szef gabinetu premiera Darren Jones stanął przed parlamentem i powiedział rzecz, której brytyjskie rządy przez dekady unikały. Ogłosił, że rząd uruchomi jeszcze w tym roku narodową kampanię uświadamiającą, która pomoże Brytyjczykom podjąć praktyczne kroki, żeby przetrwać tymczasowe zakłócenia w dostępie do prądu, wody pitnej, sieci telefonicznej i lokalnych sklepów.
To nie jest standardowy komunikat bezpieczeństwa. To sygnał, że coś się fundamentalnie zmieniło w sposobie, w jaki brytyjskie państwo patrzy na zagrożenia i na swoją własną zdolność do ochrony obywateli.
Kilka nowych zagrożeń. Lista, która mówi wszystko
Równolegle z zapowiedzią kampanii rząd zaktualizował National Risk Register — oficjalny rejestr zagrożeń, który klasyfikuje ryzyka dla Wielkiej Brytanii według prawdopodobieństwa i skali skutków. Lipcowa aktualizacja dodała siedem nowych kategorii kryzysów, rozszerzając całkowitą liczbę sklasyfikowanych zagrożeń do 95.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Co znalazło się na nowej liście?
- ingerencja obcych mocarstw w brytyjskie procesy demokratyczne;
- cyberataki na krajową infrastrukturę danych;
- zakłócenia systemów zaopatrzenia w wodę;
- ataki na sieci informatyczne policji;
Do rejestru trafiła też nowa kategoria — "digital resilience failure", czyli masowy zanik cyfrowej odporności, zainspirowany lekcją wyniesioną z awarii CrowdStrike w lipcu 2024 r.
Tamten incydent był nie tyle cyberatakiem, ile błędem w aktualizacji oprogramowania jednej firmy, a jego skutki były globalne. W Wielkiej Brytanii zawalił się system informatyczny obsługujący 58 proc. gabinetów lekarskich. Lekarze pierwszego kontaktu stracili dostęp do dokumentacji pacjentów, historii chorób i recept. Sparaliżowane zostały lotniska, giełda londyńska i stacje kolejowe. I wszystko to bez ani jednego złośliwego kodu, a wyłącznie przez wadliwą aktualizację cyberbezpieczeństwa. Jeśli do tego doprowadził błąd programistyczny, co może zrobić celowy atak?
Rosja w tle. Rząd w Londynie spogląda na Polskę
Rząd w Londynie nie ukrywa, kogo się boi. Według British National Cyber Security Centre, w grudniu 2025 r. Rosja podjęła próbę cyberataku na polską sieć energetyczną. Gdyby się powiodła, około 500 tys. Polaków zostałoby bez prądu w środku zimy.
W lipcu Wielka Brytania i Unia Europejska ogłosiły nowy pakiet sankcji wymierzonych w rosyjskie sieci cybernetyczne. Dokładnie tego samego dnia rząd w Londynie zapowiedział kampanię dla obywateli. Zbieżność dat nie jest przypadkowa. Cabinet Office wyjaśnił, że Wielka Brytania znacznie zmniejszyła swoją zależność od rosyjskiego gazu. Cabinet Office ocenił ryzyko w tym obszarze jako niższe. Elektryczność, woda i internet to jednak zupełnie inna historia.
Dane są jednoznaczne. Badania przeprowadzone przez Link Group, operatora brytyjskiej sieci bankomatów, pokazują, że tylko 47 proc. gospodarstw domowych w UK przechowuje jakieś zapasy żywności w puszkach, zaledwie 37 proc. ma powerbank, a jedynie 17 proc. trzyma w domu gotówkę na wypadek awarii systemów płatniczych.
Jeszcze gorzej wygląda gotowość na zagrożenia naturalne. Prawie trzy czwarte brytyjskich gospodarstw domowych nie zapisało się do systemu alertów powodziowych. Około jedna trzecia Brytyjczyków przyznaje, że w ogóle nie wie, co zrobić, gdy przyjdzie ostrzeżenie o zagrożeniu.
Wielka Brytania jest jednym z nielicznych rozwiniętych państw na świecie bez cywilnej obrony jako stałej instytucji. Zlikwidowano ją w latach 60. XX w. w ramach oszczędności. Przez dekady temat był zamrożony. Teraz wraca z nową siłą.
Szczegółowy plan kampanii nie został jeszcze ujawniony, a jego pełny start zapowiedziano na koniec 2026 r. Już teraz jednak na rządowej stronie GOV.UK/Prepare dostępne są podstawowe wskazówki. Brzmią prosto i niemal archaicznie.
Żywność. Zapasy nietrwałych produktów wystarczające na co najmniej kilka dni. Konserwy, makarony, ryż. Żywność, którą można jeść bez konieczności gotowania.
Woda. Minimum trzy litry na osobę dziennie. Przy rodzinie czteroosobowej to 12 litrów na trzy doby. Poprzedni rząd zalecał zapasy na trzy dni. Obecny sygnalizuje, że planuje rozszerzyć te rekomendacje.
Leki. Zapas leków na receptę wystarczający na tydzień lub dwa. W przypadku awarii systemu NHS lub zakłóceń w łańcuchach dostaw apteki mogą mieć problem z realizacją recept.
Gotówka. W sytuacji awarii systemów płatniczych (Wielka Brytania jest jednym z najbardziej bezgotówkowych społeczeństw na świecie) fizyczne banknoty mogą być jedynym środkiem płatności.
Radio na baterie lub korbowe. Gdy internet nie działa, a telefon jest rozładowany, radio pozostaje jedynym źródłem informacji. Latarka i baterie zapasowe. Podstawa, o której miliony Brytyjczyków nie pomyślały.
Plan dla rodziny. Gdzie się spotkać, gdy telefony nie działają? Kto odbiera dzieci ze szkoły? Jak skontaktować się z pozostałymi członkami rodziny? Rząd zapowiedział również wydanie nowych wytycznych dla szkół i uczelni, które mają uczyć dzieci i młodzież, jak zachować się w sytuacjach kryzysowych.
Wielkie ćwiczenia i powrót Księgi Wojennej
Kampania dla obywateli to tylko jeden element szerszego planu. Równolegle rząd zapowiedział aktualizację Government War Book, czyli zbioru procedur awaryjnych i założeń planistycznych, który ma koordynować działania państwa w trakcie kryzysu narodowego. Dokument pochodzi z czasów zimnej wojny i przez dekady był praktycznie nieużywany.
W 2027 r. zaplanowano wielkie ćwiczenia obrony krajowej z udziałem najwyższych rangą urzędników, departamentów rządowych, sił zbrojnych i organizacji cywilnych. Scenariuszem ćwiczeń ma być obrona przed hybrydowym atakiem na Wielką Brytanię.
Wielu mieszkańców Wielkiej Brytanii pamięta, jak podczas pandemii i kryzysu związanego z Brexitem puste półki w supermarketach pojawiały się nagle i bez ostrzeżenia. Teraz rząd oficjalnie mówi, że to było przygrywką.
Rząd w Londynie nie chce popełnić błędów, które uwidoczniły się w nocy z 29 na 30 lipca 2026 r., gdy rosyjska rakieta spadła na Lubelszczyźnie.
Wówczas rosyjska rakieta Ch-101, zdolna do przenoszenia głowic jądrowych, wleciała w polską przestrzeń powietrzną i spadła w miejscowości Tarnawa-Kolonia w powiecie biłgorajskim. Służby włączyły syreny alarmowe w Lublinie i części regionu, ale mieszkańcy okolicznych miejscowości nie otrzymali wiadomości z alertem RCB. Byli zdezorientowani, nie wiedzieli, co się stało i co powinni zrobić.
Rządowe Centrum Bezpieczeństwa zadeklarowało, że wyciągnie wnioski i zmieni procedury na przyszłość. Następnego ranka Polacy dostali alert. W piątek rano RCB rozesłało do odbiorców w całym kraju SMS o treści: "MSWiA: bądź przygotowany. Pobierz: poradnikbezpieczenstwa.gov.pl". Gdy miliony Polaków kliknęły w link, rządowe serwery po prostu tego nie wytrzymały. Strona padła. Zamiast poradnika kryzysowego użytkownicy zobaczyli błąd połączenia.
Ministerstwo Cyfryzacji zapewniło, że nie była to awaria techniczna ani cyberatak, a jedynie "przejściowe problemy z wydajnością" spowodowane "ogromnym zainteresowaniem, które przerosło nasze oczekiwania".
To przykład strukturalnej luki między tym, co państwo deklaruje, a tym, co potrafi wykonać pod presją. Wielka Brytania, mimo że nie jest narażona na atak zabłąkanej rakiety, już teraz przyjmuje proaktywną postawę i mówi obywatelom głośno i wprost — zróbcie zapasy, przygotujcie plan. I nie czekajcie, aż rządowe serwery padną. Bo gdy tak się stanie, będzie za późno na kliknięcie w link.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.