"Przestań przynosić wstyd". Dawny sojusznik apeluje do Kołodziejczaka
Wokół Michała Kołodziejczaka rozpętała się burza po publikacji Kanału Zero. Dwie byłe współpracownice oskarżyły posła i byłego wiceministra rolnictwa m.in. o agresję, przemoc oraz nakłanianie do zażywania narkotyków. Kołodziejczak stanowczo odpiera zarzuty, nazywając je pomówieniami, jednak klub Koalicji Obywatelskiej podjął już decyzję o zawieszeniu go w prawach członka.
DLA CIEBIE
Biznes od środka: Czy złoto wciąż się opłaca? Dyrektor Mennicy Apart Bartosz Rączyński o inwestowaniu w złoto
DLA CIEBIE
Od wspólnych list wyborczych do otwartego konfliktu
Karol Rajewski i Michał Kołodziejczak znają się od wielu lat. W 2014 r. to właśnie Rajewski, ówczesny burmistrz Błaszek, umieścił młodego działacza na swoich listach wyborczych, umożliwiając mu zdobycie mandatu radnego. Choć ich późniejsza relacja była burzliwa i nie brakowało w niej personalnych tarć, wspólnie brali jeszcze udział m.in. w rolniczych blokadach drogi krajowej nr 12.
Dziś Rajewski nie ma jednak wątpliwości, że obecna sytuacja wymaga radykalnych kroków. W liście otwartym skierował do posła bezkompromisowe słowa: "Złóż mandat posła i przestań przynosić wstyd polskiemu parlamentowi!".
– Nie napisałem listu otwartego dlatego, że zazdroszczę Michałowi kariery politycznej albo chcę się na nim odegrać. Napisałem go, bo zwyczajnie jestem rozczarowany człowiekiem, któremu kiedyś zaufałem i którego wspierałem – tłumaczy były samorządowiec w rozmowie z "Faktem".
"Te materiały mną wstrząsnęły"
Rajewski przyznaje, że relacje kobiet opublikowane przez Kanał Zero wywarły na nim duże wrażenie. Podkreśla, że choć to właściwe instytucje muszą wyjaśnić sprawę, nie wolno lekceważyć słów ofiar.
– Te materiały mocno mną wstrząsnęły. Zarzuty przedstawione przez kobiety są bardzo poważne i nie można przejść obok nich obojętnie. Nie wiem, ile w tych relacjach jest prawdy. Nie chcę nikogo z góry osądzać, bo od ustalania faktów są odpowiednie organy. Uważam jednak, że te kobiety zasługują na to, aby ich relacje zostały potraktowane poważnie i dokładnie wyjaśnione – podkreśla.
Były burmistrz zaznacza, że patrzy na sytuację przez pryzmat własnych obserwacji z przeszłości. – Znam Michała od lat, pamiętam jego zachowanie w różnych sytuacjach i mam własne doświadczenia, które sprawiają, że dzisiejsze doniesienia budzą we mnie szczególny niepokój – podkreśla.
Incydent w urzędzie i róże na przeprosiny
W rozmowie z "Faktem" Rajewski przywołał wydarzenie z czasów, gdy zarządzał gminą Błaszki. W urzędzie doszło wówczas do spięcia między Kołodziejczakiem a jedną z pracownic sekretariatu.
– Kiedy byłem burmistrzem Błaszek, doszło do incydentu z udziałem Michała Kołodziejczaka i jednej z pracownic sekretariatu. Sprawę potraktowałem bardzo poważnie i natychmiast zareagowałem – wspomina.
Kołodziejczak opuścił wówczas urząd, po czym wrócił z bukietem róż i przeprosił kobietę, a ta przyjęła przeprosiny i nie zgłaszała sprawy dalej. Rajewski zastrzega jednak, że nie zamierza wchodzić w szczegóły: – Chodzi o kobietę, która ma prawo do prywatności i spokoju. Nie chcę, żeby po tylu latach musiała wracać do tej sytuacji tylko dlatego, że dziś o Michale Kołodziejczaku jest głośno w mediach – odpowiada.
Krytyka show z Rutkowskim i pytania o obrońców praw kobiet
Były samorządowiec krytycznie ocenia także formę obrony, jaką przyjął Kołodziejczak, w tym pojawienie się przed delegaturą ABW u boku Krzysztofa Rutkowskiego.
– Michał ma pełne prawo się bronić. Jeśli uważa, że został pomówiony, niech dochodzi swoich praw (...). Ale przyznam, że jego wystąpienie z Krzysztofem Rutkowskim bardzo mnie zaskoczyło. W mojej ocenie wyglądało to bardziej na kolejne medialne widowisko niż spokojną próbę wyjaśnienia tak poważnej sprawy – ocenia Rajewski, stawiając pytanie o presję, jaką taki spektakl może wywierać na kobiety decydujące się mówić głośno o swoich krzywdach.
Rajewski wbił również szpilę środowiskom politycznym deklarującym walkę o prawa kobiet. – Gdzie są dzisiaj ci wszyscy politycy i przedstawiciele organizacji, którzy tak głośno mówią o obronie praw kobiet? Dlaczego nie słychać równie głośnego apelu o rzetelne wyjaśnienie tych zarzutów i uszanowanie godności kobiet, które zdecydowały się zabrać głos? – pyta.
– Prawa kobiet nie mogą zależeć od tego, kto jest oskarżany i jakie barwy partyjne reprezentuje – podsumowuje.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.