Pół miliona "mobików". Ale co ze sprzętem dla rosyjskich żołnierzy?
Nie wiadomo jeszcze, czy Kreml zdecyduje się na powołanie setek tysięcy ludzi, bo jednak władze nieco się obawiają reakcji społecznej. Mimo to rosyjskie władze prowadzą już ćwiczenia związane z przygotowaniem mobilizacji. Sprawdzane jest między innymi to, w jaki sposób nowych żołnierzy zakwaterować, wyżywić i uzbroić. Według zachodnich źródeł takie przygotowania prowadzone są w całym kraju.
W tym przypadku to dość ciekawa kwestia, ponieważ pół miliona ludzi to nie jest przecież pół miliona karabinków i kilka tysięcy czołgów. Żołnierz musi dostać mundur, kamizelkę kuloodporną, hełm, radiostację, noktowizor, broń osobistą i amunicję. Jeżeli ma trafić do jednostki zmotoryzowanej, potrzebuje również samochodu lub transportera. Jednostka musi mieć artylerię, środki rozpoznania, obronę przeciwlotniczą, wozy zabezpieczenia technicznego, cysterny, ciężarówki i sprzęt inżynieryjny. Jeżeli ma być jednostką pancerną, dochodzą jeszcze czołgi.
I właśnie tutaj warto wrócić do rosyjskiej produkcji z ostatnich dwóch lat. Bo o ile z wyposażeniem osobistym żołnierzy armia ma cały czas problemy i żołnierze nadal samodzielnie kupują lepsze kamizelki kuloodporne czy indywidualne pakiety medyczne, to z cięższym sprzętem jest całkiem dobrze. Kreml bowiem chomikował całą produkcję, zamiast wysyłać ją na front.
Czołgi zniknęły z frontu
W ostatnich dwóch latach wyprodukowany sprzęt trafiał głównie do jednostek znajdujących się poza frontem, pozwalając odbudowywać ich potencjał. W maju 2025 r. nastąpiło wyraźne ograniczenie użycia ciężkiego sprzętu na froncie. Rosjanie zaczęli wykorzystywać nie całe plutony czołgów, ale pojedyncze wozy. Jednocześnie Kreml musiał zajmować się odbudową poważnie nadwyrężonego potencjału armii.
Bardzo łatwo to także zauważyć, obserwując straty. O ile w 2024 r. tracili średnio ok. 16 czołgów miesięcznie, to w 2025 r. już jedynie osiem. Nie wynikało to jednak z osłabienia ukraińskiej obrony, a z redukcji sił pancernych na froncie. Od ponad roku Rosjanie jednorazowo na froncie nie użyli większych sił niż plutonu pancernego. Czyli trzech czołgów. Wynika to przede wszystkim ze stagnacji na froncie i powszechnego użycia bezzałogowców, na które Rosjanie dotychczas nie znaleźli skutecznego remedium. Wszelkie siatkowane i pancerne osłony słabo się sprawdzają przy masowym uderzeniu, a rosyjskie fabryki nie są w stanie opracować systemu walki radioelektronicznej, który skutecznie chroniłby pojedynczy pojazd.
Czołg w obecnej rosyjskiej doktrynie niezbyt nadaje się do prowadzenia działań w silnie bronionym terenie. Dlatego, jeśli już się gdzieś pojawia, to na froncie południowym, gdzie jest więcej miejsca na prowadzenie operacji manewrowych. Dlatego nie jest wykluczone, że oszczędzane tak skrzętnie pojazdy mogą zostać wykorzystane np. w obwodzie sumskim, gdzie obrona nie jest tak głęboko urzutowana i łatwiej jest wykorzystać szybki manewr w działaniach zaczepnych.
Produkcja czołgów
Rosyjska produkcja czołgów w ostatnich latach wzrosła po przejściu przemysłu na tryb wojenny, ale trzeba pamiętać, że znaczna część to nie są pojazdy nowe, a przebudowane stare kadłuby wyciągane z magazynów, oraz remonty istniejącego sprzętu. To istotne, ponieważ rosyjskie zakłady nie produkują setek nowych czołgów rocznie w licznie, jaką sugeruje propaganda Kremla.
Najlepiej widać to na przykładzie T-90M. Przed rozpoczęciem pełnoskalowej wojny Uralwagonzawod produkował ok. 40 sztuk rocznie. W 2022 r. tempo wzrosło do ok. 60-70 wozów, w 2023 r. do ok. 140-180, a w kolejnych latach przekroczyło 200. Według analiz opartych na danych wywiadowczych Rosja wyprodukowała około 240 T-90M w 2024 r. i utrzymała podobne tempo w 2025 r.
Ukraiński wywiad wojskowy oceniał natomiast, że w 2025 r. Uralwagonzawod miał dostarczyć ok. 250 nowych T-90M. Agencja analityczna Janes podchodzi do tych danych ostrożniej i ocenia rzeczywistą zdolność zakładu na ok. 150-200 nowych czołgów rocznie.
Z tym że nie wszystkie czołgi określane w rosyjskich danych jako wyprodukowane są nowymi pojazdami. Z 200 pojazdów wyprodukowanych w 2024 r. jedynie 23-28 pojazdów było faktycznie nowych. Pozostałe to zmodernizowane stare kadłuby T-90A wyciągnięte ze składów. Uralwagonzawod prowadzi również modernizację starszych T-72 i T-90, a Omsktransmasz odbudowuje T-80. Według szacunków przedstawianych jesienią 2025 r. rosyjski przemysł miał zdolność produkowania ok. 250 nowych T-90M oraz około 150 T-80BWM rocznie. W przypadku T-80 chodzi jednak przede wszystkim o odbudowę istniejących pojazdów, a nie budowę nowych kadłubów.
Dlatego można przyjąć, że w zeszłym roku rosyjska armia otrzymała ok. 400 nowych lub głęboko zmodernizowanych czołgów tych dwóch głównych typów. Do tego dochodziły remonty T-72 i innych T-80.
W 2026 r. możliwości przemysłu pozostają na podobnym poziomie. Najbardziej ostrożne szacunki mówią o 150-200 nowych T-90M rocznie w Uralwagonzawodzie oraz ok. 150 T-80BWM w Omsktransmaszu.
Pojazdy piechoty
Znacznie większym problemem niż czołgi są dla Rosji bojowe wozy piechoty i transportery opancerzone. Każda zmobilizowana jednostka zmotoryzowana potrzebuje ich wielokrotnie więcej niż czołgów. Rosyjski pułk zmotoryzowany składa się z trzech batalionów zmotoryzowanych i batalionu czołgów, co oznacza około 130-140 bojowych wozów piechoty lub transporterów przy ok. 31 czołgach. Dlatego właśnie Kreml zaplanował znaczne zwiększenie produkcji tego typu pojazdów. Na ten rok zaplanowano produkcję 450-600 nowych BMP-3 rocznie oraz około 700-900 BTR-82A. To jest o ok. 15 proc. więcej w przypadku pierwszego wozu i ok. 30 proc. więcej w przypadku drugiego, niż wyprodukowano rok wcześniej.
Największy nacisk nadal kładziony jest na produkcję BMP-3 w zakładach Kurganmaszzawod. Rosyjskie media branżowe i Rostiech chwalą się, że pierwsze dostawy z początku 2026 r. były o ok. 40 proc. większe od planu miesięcznego. Nie oznacza to jednak trwałego wzrostu całorocznych możliwości produkcyjnych, ale raczej próby przyspieszenia kosztem pracy zmianowej i uproszczenia części procesów.
Dla ewentualnej mobilizacji ma to zasadnicze znaczenie. Jeżeli Rosja chciałaby wcielić dodatkowe 300–500 tys. ludzi i stworzyć z nich nowe jednostki zmechanizowane, potrzebowałaby nie setek, ale tysięcy transporterów i bojowych wozów piechoty. O ile oczywiście Kreml zdecyduje się na uderzenie z innego kierunku, a nie mozolne pchanie się przez środek głębokich linii obronnych. A tego nie wie nikt prócz otoczenia Putina i zachodnich wywiadów. Na razie chomikowanie sprzętu, który był wyprodukowany w ostatnich dwóch latach Kremlowi się opłaciło. Zwłaszcza biorąc pod uwagę długość linii frontu, na której mogą uderzyć z wykorzystaniem pancernych zagonów. Pytanie jednak, czy nie skończą gorzej niż wiosną 2022 r.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.