Antypolski Trump [OPINIA]
Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.
Wyjaśnianie polityki Donalda Trumpa głębokimi rozważaniami geopolitycznymi nie ma sensu, tak jak nie ma sensu szukanie głęboko ukrytego geniuszu czy choćby elementów strategii w kolejnych wpisach, ale i decyzjach prezydenta USA. Ten człowiek kieruje się wyłącznie własnym, wąsko – bo wyłącznie finansowo – pojętym interesem, a od analiz bardziej interesują go osobiste sympatie (te odczuwa do silnych, nawet jeśli są oni bandziorami) i antypatie (którymi darzy tych, którzy stoją mu na drodze do kolejnego dealu (niekoniecznie istotnego dla Ameryki, ale z pewnością dla jego rodziny).
I to właśnie dlatego zajmowanie się głęboką analizą politologiczną tej polityki nie ma zasadniczo znaczenia. Donald Trump nie zdecydował się na zawieszenie ustaw Grahama dlatego, że ma jakiś głęboki plan w geostrategicznych szachach 5D, ale wyłącznie dlatego, że uznał, że obniżenie cen oleju napędowego może mu pomóc w wyborach połówkowych. Powodem zaś nie będzie wcale fakt, że Rosja jest istotnym graczem, a jej zapasy (to, co ma ona wysłać do USA, jest bez znaczenia) cokolwiek zmienią, ale że pójdzie sygnał do rynku i na krótko zmieni on ceny.
Ruch Trumpa wobec Putina. "Wszystko to razem daje koktajl"
Istotnym powodem dla tej polityki jest zapewne również kolejna rozmowa z Putinem (syndrom ostatniego rozmówcy jest u Trumpa dobrze rozpoznany), a także złość na Zełenskiego, który staje – po raz kolejny – na drodze do krótkoterminowych interesów, na pewno politycznych, ale prawdopodobnie także ekonomicznych, prezydenta USA. Wszystko to razem daje koktajl, którego efektem jest polityka niemądra, nieodpowiedzialna, szkodliwa także dla prestiżu USA i de facto prorosyjska. Ten ostatni element – jak wszystkie poprzednie – wcale nie wynika z tego, że Trump odczuwa jakąś sympatię do Rosji (bo on odczuwa sympatię tylko do siebie), ale z tego, że osobowość Trumpa nie pozwala mu wyjść w jego analizach poza własne potrzeby polityczne i emocjonalne, a te skuteczniej – na tym etapie – obsługuje Putin.
Ta analiza nie powinna nam jednak przesłaniać tego, że polityka prowadzona przez Trumpa jest niebezpieczna dla Polski i Polaków. I niech nas nie zwodzą słowa Trumpa, który niezmiennie nas chwali (za ogromne zakupy uzbrojenia w USA i za to, że jego zdaniem Polacy wybrali Karola Nawrockiego, bo on go wsparł). Pochwały te to jedynie słowa, które – jeśli ktoś (na przykład Putin) postawi przed nim lepszy "deal", znikną. Geopolityczne sympatie Trumpa nie są bardziej trwałe niż jego zaangażowania uczuciowe, opierają się wyłącznie na jego emocjach, i dlatego nie należy się do nich za bardzo przywiązywać.
Istotniejsze jednak od słów (nawet jeśli ich nie zmieni) jest to, że skutki obecnych działań Trumpa poniesie (poza, co oczywiste, Ukrainą) także Polska. Jeśli bowiem ataki rosyjskie na infrastrukturę krytyczną, ale i obiekty cywilne (w tym bloki mieszkalne) będą trwały, a będą, bo Trump dał Rosji kolejny zastrzyk nadziei, to prędzej czy później (szczególnie, gdy inne decyzje USA ograniczają możliwości obrony Ukrainy) do Europy (w tym także, i to w znacznym stopniu, do Polski) rusza lawina uchodźców. Prezydent Wołodymyr Zełenski mówi nawet o 20 mln, i nawet jeśli przesadza, to kolejna fala uchodźcza jest niemal pewna. Polska, inna niż na początku wojny, nie będzie już oazą, nie będzie już zapewne przyjęcia z otwartymi rękami, ale i tak będzie konieczność zmierzenia się z kryzysem, i to w roku przedwyborczym.
Wolę nie myśleć o emocjach antyukraińskich, ale one są i będą rozgrywane i będą wywoływały przemoc, złość i frustrację. A na to wszystko będą się nakładały oczywiste koszty społeczne i ekonomiczne związane z przyjęciem nowych migrantów. Przyjęcie uchodźców będzie trudne, choć – i z perspektywy moralnej i geopolitycznej konieczne – dla stabilności Polski. Donalda Trumpa to, rzecz jasna, nie interesuje, ale to tylko jeden z kosztów, jakie poniesie nasz kraj, by prezydent USA mógł ogłosić farmerom spadek cen oleju napędowego.
"Ponury obraz polityki amerykańskiej"
Władimir Putin, i tego też nie możemy ignorować, otrzymał też sygnał, na który od dawna czekał. Rosyjski dyktator od zawsze powtarzał, że sankcje i oburzenie Zachodu trzeba przeczekać: one mijają, a zdobycze pozostają. I to – niezależnie od postawy Europy – się właśnie mu potwierdza, bo dla własnego biznesu Donald Trump zdejmuje część sankcji na Rosję i mówi o wielkich dealach.
Trudno o lepszy dowód, że rosyjska polityka dominacji się sprawdza i że jest skuteczna, a skoro tak, to dlaczego nie spróbować pójść jeszcze dalej, przetestować spójność NATO, może je zdecydowanie osłabić, a nawet wymusić jakieś ustępstwa wobec Rosji? Część z rotacyjnych jednostek wojskowych amerykańskich już została z Polski wycofana (i wbrew zapowiedziom wcale ich nie przywrócono), obietnice bazy stałej to wciąż tylko słowa, a Putin naprawdę umie czytać takie sygnały i z pewnością będzie je chciał wykorzystać do osiągnięcia celu, jakim jest usunięcie z Polski jakichkolwiek jednostek z państw NATO. Nie jest jasne, jak to zrobi, ale trudno nie traktować poważnie informacji od premiera Donalda Tuska, który otwarcie mówi o tym, że jakiś test może nastąpić jeszcze przed Bożym Narodzeniem.
Wszystkie te elementy składają się na dość ponury obraz polityki amerykańskiej, która nie jest dla nas dobra. Oczywiście nie ma żadnych powodów, by oczekiwać od polityków z USA sympatii dla Polski czy kierowania się jej interesami, bo nie jest ich sprawą. Polscy politycy i komentatorzy powinni jednak trzeźwo oceniać skutki decyzji amerykańskich prezydentów, wyciągać z nich wnioski i zamiast szukać w nich jakiejś ukrytej strategicznej głębi, sprawdzać, co ich realizacja oznacza dla nas. Skutki zaś tych decyzji są dla nas dramatyczne i wiele wskazuje na to, że trzeba się na nie zacząć przygotowywać.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.