Trump ogłosił umowę w sprawie Grenlandii. Analitycy studzą emocje
"Z przyjemnością ogłaszam, że Stany Zjednoczone Ameryki zawarły umowę z Królestwem Danii i Grenlandią, która daje im stałą kontrolę nad bezpieczeństwem i wszystkimi innymi potrzebami Grenlandii, w pełni odpowiadając na WSZYSTKIE nasze liczne obawy" – napisał w piątek w swoich mediach społecznościowych Donald Trump.
Trump dumny sam z siebie
Prezydent USA od dawna zabiegał o przejęcie kontroli nad Grenlandią, przekonując, że bezpieczeństwo wyspy wymaga jej "posiadania" przez Stany Zjednoczone. Ostatecznie odstąpił od postulatu formalnej aneksji na rzecz porozumienia z Kopenhagą i władzami wyspy.
DLA CIEBIE
30 lat Škoda Octavia. Miliony kilometrów i jeszcze więcej historii
DLA CIEBIE
"Przez ponad 100 lat prezydenci znali strategiczne znaczenie Grenlandii, ale ŻADEN z nich nie był w stanie nic z tym zrobić. Jestem dumny, że jestem prezydentem, który na stałe i ostatecznie zajął się tą niezwykle ważną sytuacją" – chwalił się w piątek w sieci.
Zapowiedział, że niezwłocznie rozpocznie proces budowania dużej obecności militarnej USA na wyspie. USA dysponują tam już bazą wojskową, a władze Danii i Grenlandii od początku deklarowały otwartość na wzmocnienie zaangażowania sił amerykańskich w regionie.
Szczegółowe zapisy porozumienia nie zostały jeszcze ujawnione. Wiadomo, że zabrania ono jakiemukolwiek przeciwnikowi USA posiadania bazy wojskowej lub prowadzenia wrażliwych inwestycji na Grenlandii bez zgody Waszyngtonu.
Reakcje po doniesieniach Trumpa
Zagraniczni analitycy i publicyści studzą zapał Trumpa w sieci, podkreślając, że poza głośnym odgrażaniem się i szumnymi zapowiedziami nie ma w tym porozumieniu nic, czego nie byłoby w traktacie z 1951 r. o współpracy obronnej.
"To jest mniej więcej ta sama umowa, która obowiązuje na Grenlandii od ośmiu dekad. Wszelkie nowe niuanse można było wprowadzić bez gróźb, dramatyzmu, niezdarnych tajnych kampanii i jawnych prób kupowania wpływów" – komentuje na X amerykańska publicystka Anne Applebaum.
"Chodzi o to, że Stany Zjednoczone mogą utrzymywać obecność wojskową na Grenlandii, a nasi przeciwnicy nie? Czy nie jest to po prostu status quo? Tak właśnie jest od czasu podpisania traktatu między Stanami Zjednoczonymi a Danią w 1951 r. Ale świetnie, jeśli właśnie tego potrzeba, by Trump przestał grozić inwazją na sojusznika z NATO" – komentuje kąśliwie analityk z "The Washington Post" Max Boot.
Gérard Araud, były ambasador Francji w Stanach Zjednoczonych, uważa podobnie. "W tym tekście nie ma nic nowego. Stany Zjednoczone nie zyskują niczego, czego nie miały przed wywołaniem tego niepotrzebnego kryzysu" – pisze na X.
Szefowa duńskiego rządu Mette Frederiksen poinformowała, że formalne podpisanie umowy nastąpi w przyszłym tygodniu na marginesie Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Zaznaczyła, że porozumienie "wzmacnia bezpieczeństwo w Arktyce i regionie północnoatlantyckim" i oceniła je jako korzystne dla wszystkich zaangażowanych stron.
W podobnym tonie wypowiedział się premier Grenlandii Jens-Fredrik Nielsen. "Cieszymy się, że jesteśmy o krok od zawarcia umowy, która zapewnia i wzmacnia bezpieczeństwo Grenlandii, Królestwa Danii, Stanów Zjednoczonych i sojuszu zachodniego. Umowa ta uznaje interesy Grenlandii i nasze miejsce we współpracy międzynarodowej" – napisał w oświadczeniu.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.