Myśliwce latały, a nie było alertu RCB na Lubelszczyźnie. Wiemy, dlaczego
W środę nad ranem polskie dowództwo wojskowe poinformowało o poderwaniu samolotów wojskowych w związku z atakami Rosji na teren Ukrainy. W ostatnich tygodniach każde takie działanie oznaczało również wysłanie alertów RCB do mieszkańców województwa lubelskiego oraz podkarpackiego. W środę alertów jednak nie było, bo Rosja użyła innych środków napadu niż w ostatnich tygodniach - dowiaduje się WP.
Źródło zdjęć: © East News, Google Maps
"W związku z aktywnością lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej, wykonującego uderzenia na terytorium Ukrainy, rozpoczęło się operowanie lotnictwa wojskowego w polskiej przestrzeni powietrznej" – poinformowało w środę przed 6 rano Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
W ostatnich tygodniach każda operacja lotnicza myśliwców wojskowych na terenie Polski wiązała się z wysyłką SMS-owych alertów do mieszkańców województw przygranicznych przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. W środę rano ich jednak nie było. W ostatnim czasie wielu mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia narzekało na ciągłe alerty. Czy brak wysyłki oznacza zmianę schematu działania RCB?
Zgodnie z procedurami
- Schemat się nie zmienił – zapewnia rzecznik RCB Piotr Błaszczyk. - Schemat wygląda tak, że jak otrzymujemy informacje o tym, że to zagrożeni jest z Centrum Operacji Powietrznych, to wtedy wysyłkę realizujemy. Dziś takiego wniosku o wysyłkę nie było - dodaje.
Rzecznik Dowództwa Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych wskazuje, że różnica w informowaniu mieszkańców o zagrożeniu wynika z użycia przez Rosję innych środków napadu, niż to miało miejsce w ostatnich tygodniach. Ostatnio Rosjanie najczęściej atakowali dronami odrzutowymi, dzisiejszej nocy w powietrze wzbiły się bombowce strategiczne i myśliwce.
- Wszystko odbyło się zgodnie z procedurami. Dziś nie było rosyjskiego ataku dronami odrzutowymi, gdzie w takiej sytuacji rzeczywiście wskazywaliśmy bardzo krótki czas reakcji i wówczas RCB wysyłało alerty. Dziś było operowanie lotnictwa dalekiego zasięgu Federacji Rosyjskiej z użyciem pocisków balistycznych. Właśnie dlatego nie było wysłanego do RCB sygnału o zagrożeniu - tłumaczy w rozmowie z WP ppłk Jacek Goryszewski, rzecznik DORSZ.
Wyjaśnia, że Rosjanie w ostatnich tygodniach nie używali tak intensywnie jak minionej nocy lotnictwa dalekiego zasięgu, czyli bombowców strategicznych i myśliwców, które używają rakiet balistycznych i pocisków manewrujących. Częściej wykorzystywali drony odrzutowe, w przypadku których potrzebny jest znacznie krótszy czas reakcji.
"Inny rodzaj zagrożenia"
- Minionej nocy mieliśmy trochę inny rodzaj zagrożenia. Było trochę więcej czasu na reakcję, stąd też nie było konieczności wysyłania SMS-ów do mieszkańców - przekazuje ppłk Jacek Goryszewski.
Dodaje, że dzisiejsze operowanie lotnictwa było swego rodzaju działaniem prewencyjnym.
- Samoloty były w powietrzu prewencyjnie, żeby móc ewentualnie zareagować, jeżeli rzeczywiście te pociski by zbliżały się na zachód Ukrainy. Natomiast nie było bezpośrednich uderzeń takich blisko granicy i na zachodzie Ukrainy - podkreśla Goryszewski.
Cały dzień w biegu? Skrót wydarzeń codziennie wieczorem w Twojej skrzynce
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.