ESPN'In his words, he's ready to go ': Can Shohei Ohtani break his slump before it's too late?ESPN Deportes¿Quién regresó del Mundial en lugar de Vinícius?The Jerusalem PostIsraeli judoka Hershko dedicates her bronze medal to soldier who fell on Oct. 7RTP DesportoTreinador do Copenhaga diz que Braga será "grande desafio"Daily MaverickLegal Turbulence: Suspended SAA acting CEO takes airline to court for fair shot at permanent jobColliderIdris Elba’s 85-Minute Sci-Fi Thriller With a Guy Ritchie Star Debuts First Images [Exclusive]VilaWebPuigdemont demana a Llarena que li apliqui l’amnistia “sense demora”The Hollywood Reporter‘Obsession’ Star Inde Navarrette on Sudden Fame, Cut Scenes, Relationship Takeaways, a Possible Sequel and Going Rogue for MarvelAnime News NetworkShueisha's Manga Million Adds Hiromasa Okujima's Together with Serial-san MangaVariety‘Whalefall’ Review: Austin Abrams Gets Swallowed by a Whale in an Unintentionally Preposterous Thriller — a Tale of Human Perseverance and Mammalian Stomach LiningDeadline‘The Studio’ Co-Creator Alex Gregory Developing Hamptons-Set Drama Series ‘Further Lane’ At HBO3DNewsМаск снова торопится: дорогущий EUV-сканер для Terafab могут поставить раньше, чем завод достроят
The Daily Newsstand · Free, Always
Wednesday, October 14, 2026

Jak działa antytrumpowa histeria? Przypadek dealu z Putinem

Translate

Histeria to - przypomnę zaspanym - nadmierna teatralność zachowania, huśtawki nastrojów, niekontrolowane ataki złości, silny egocentryzm i podatność na wpływ innych. Nie dotyczy tylko pojedynczych osób. Z histerią zbiorową lub publicystyczną mamy do czynienia cały czas. Taka histeria wybuchła na przykład w ubiegłą sobotę po tym, jak Donald Trump zapowiedział otwarcia półrocznego okna na import rosyjskiego diesla.

Nie jest to oczywiście ani pierwszy, ani 10. ani nawet 123. wybuch takiej histerii. Więcej nawet. Antytrumpowa histeria wybucha zawsze wedle tego samego schematu. To jest już typowa i powtarzalna reakcja krajowych i międzynarodowych przeciwników polityki aktualnego gospodarza Białego Domu. Obserwuję ją bardzo uważnie i pozwólcie, że pokażę wam jej kilka żelaznych i niezmiennych elementów charakterystycznych tej histerii.

Wysłuchajcie, a potem zróbcie z tym, co chcecie.

Podwójne standardy liczone w miliardach dolarów

Po pierwsze. Każdy atak antytrumpowej histerii ma swój wyzwalacz. Teraz diesla i Putina, wcześniej Grenlandię albo Iran czy mur na granicy itd. Nieważne jednak co jest tym wyzwalaczem. Sęk w tym, żeby oderwać ten "trigger" od wszelkich punktów odniesienia. Wtedy można wszystko pomniejszać albo wyolbrzymiać, ile tylko dusza zapragnie.

W ten sposób skaluje się histerię. A dzieje się to właśnie po to, żeby odbiorcy nie mogli sobie faktu i zdarzenia umieścić poprawnie zinterpretować. Bo jeszcze - nie daj Boże - doszliby do wniosku, że ta kolejna fala antytrumpowej histerii jest niczym więcej jak właśnie… histerią.

Pokażmy to na przykładzie najnowszego dealu dieslowego, który Trump ogłosił po piątkowej rozmowie telefonicznej z Putinem. Umowa dotyczy w sumie 36 milionów baryłek diesla, które mają trafić na zachodnie rynki do kwietnia 2027. 2,3 miliona baryłek teraz. Potem 3,7 mln w listopadzie. 7,5 pod koniec roku. A pozostałe 20-kilka w pierwszym kwartale 2027.

Przeciwnicy Trumpa - w tym przedstawiciele liberalnego establishmentu UE, a za nimi także i nasi "uśmiechnięci" - próbują nas przekonać, że ten deal to jest coś absolutnie haniebnego. Dlaczego? Szacuje się, że rosyjska gospodarka zarobi na tym w sumie ok. cztery mld dolarów. Co oczywiście pomoże Putinowi toczyć dalej wojnę na Ukrainie.

No dobrze, przyjmijmy, że tak jest. I że te cztery miliardy to jest pomoc dla zbrodniarza wojennego z Moskwy oraz jego kamaryli. Jak jednak w tej sytuacji nazwać 238 miliardów dolarów, które trafiły do rosyjskiej gospodarki od Unii Europejskiej już po wybuchu wojny na Ukrainie? Tak, tak, dobrze czytacie. Nie mówimy tu o czasach Schroedera, Merkel i oparcia na Rosji całego modelu transformacji energetycznej UE, za co dziś żaden przedstawiciel liberalnego establishmentu nie chce wziąć faktycznej odpowiedzialności.

Te 238 mld dolarów to jest rachunek za czasy już po wybuchu wojny. Od tamtej pory Unia kupiła od Rosji ropę i jej pochodne (w tym diesla) za 111 mld, wydała 123 mld na ruski gaz i koło cztery na węgiel ze wschodu. I nawet jeśli spojrzymy tylko na lata 2023-2026, gdy weszły już w życie zaostrzone sankcje na Rosję, to przecież nadal - pomimo tychże wspaniałych sankcji - do Rosji z UE trafiało wciąż… 85 mld dolarów.

No to jak to jest? Mamy uwierzyć, że te cztery mld za diesla między październikiem 2026 a kwietniem 2027 to jest absolutny skandal i dowód na kapitulację Trumpa wobec Moskwy? I w tym samym czasie utrzymywać, iż 85 mld od 2023 roku albo 238 mld od 2022 płynące do Rosji z UE nie były żadnym finansowanie rosyjskiej machiny wojennej? Czy oni nas mają za idiotów?

Potępienie to nie analiza

Idźmy dalej. Drugą cechą charakterystyczną owych antytrumpowych histerii jest porażająca wręcz niechęć przeanalizowania przyczyn amerykańskiej polityki. Liberalna opinia publiczna uznała najwidoczniej gremialnie, że gdy oni kogoś nie lubią, to w automatyczny sposób zwalnia ich to z myślenia. Przepraszam za dosadność, ale to jest przecież przykład kompletnej głupoty. Ale nie Trumpa tylko tych, którym się wydaje, że recenzują jego politykę - a w rzeczywistości niczym rozkapryszone dziecko wywalają tylko na niego język i tupią nogami ze złości.

Nawet w szczycie zimnej wojny na amerykańskich uniwersytetach czy w brytyjskich mediach opiniotwórczych (gdy miały jeszcze jakieś znaczenia) kwitła dziedzina zwana sowietologią. Chodziło o to, żeby zrozumieć przeciwnika i dopiero dzięki takiej wiedzy móc go pokonać. Ale dzisiejsi antytrumpiści tego nie robią. Im starczy stwierdzenie, że Trump jest wariatem. I koniec analizy, można się rozejść.

Zgodnie z takim modelem działania oni nawet nie podejmują odpowiedzi na pytanie o przyczyny dieslowego dealu. A te są - w oczywisty sposób - dwojakie.

Jedna ich cześć dotyczy samej dynamiki wyborczej przed listopadowym elekcją do Kongresu. Trump znalazł się w trakcie kampanii pod presją wysokich cen paliw. Kilka tygodni temu rozważał nawet z tego powodu wstrzymanie eksportu paliw z USA, aby obniżyć cenę na amerykańskim rynku. Ostatecznie zdecydował się na uchylenie rosyjskiego okienka.

Do tego chodzi też motywacja wojenna. Trump od samego początku prezydentury mówił, że chce zakończyć konflikt na Ukrainie. I on chce to zrobić. Trzyma więc stale kontakt z Kremlem, stosując wobec Putina negocjacje z udziałem kija i marchewki. Kijem była przyjęta w tym roku ustawa Grahama grożąca wysokimi cłami wszystkim krajom, które będą importować produkty energetyczne z Rosji. Marchew to z kolei możliwość uchylenia tej blokady wedle swego własnego uznania. Tak jak w przypadku diesla.

To, że Europa woli się od takiej polityki zdystansować, to już zupełnie inna sprawa. Swoją grę ma tutaj do ugrania także prezydent Zełeński, który niekoniecznie musi być zainteresowany szybkim zakończeniem wojny, bo to oznacza dla niego choćby konieczność rozpisania wyborów, które zapewne przegra.

Ani jedno, ani drugie nie ma jednak związku ze zdrowie psychicznym Trumpa. Jest raczej tak, że analitycy, którzy nie chcą tych elementów wziąć pod uwagę w swoich opowieściach o perspektywach wojny na wschodzie to po prostu zwykłe (pardon my French) cymbały, a nie analitycy.

Nie miłość, lecz polityczny interes

Jest jeszcze trzecia sprawa. Ze wzruszeniem ramion słucham wygłaszanych zwykle na wysokim C (to też charakterystyczne dla histerii) retorycznych pytań o Trumpa kierowanych do polskiej prawicy. Zgłaszanych zwykle w paternalistycznym stylu "czy już odkochaliście się w tym zdrajcy i szaleńcu?".

Wiem, że oni żadnych dopowiedzi nie te pytania nie oczekują, bo tak im wygodnie. Odpowiem jednak uczciwie ze względu na szacunek dla czytelnika. Otóż, spieszę donieść że prawica (obejmująca w tym wypadku także takich lewaków jak ja) nie odkochała się w Trumpie.

A to dlatego, że ona nie była w Trumpie zakochana. Szacunek dla Trumpa wynika bowiem nie z romantycznej miłości, lecz z trzeźwej analizy sytuacji. Jest to - po pierwsze - wyraz poparcia dla strategicznego sojuszu bezpieczeńestwa z USA, którego nikt (w tym Unia Europejska) nie jest dziś w stanie Polsce zastąpić.

Po drugie, to poparcie dla Trumpa stanowi wyraz nadziei wobec linii politycznej, którą prezydent USA prezentuje - jego krytyka i realne uderzenia w monopol liberalizmu w przestrzeni symbolicznej oraz model odbudowy własnych sił wytwórczych i miejsc pracy w kraju budzą szacunek oraz chęć naśladowania. Zwłaszcza w opozycji do skompromitowanego i pogubionego liberalizmu w Polsce oraz Europie.

Po trzecie, Trump jest też szansą, że ujawniający już na całego (patrz: sprawa TK) ewidentne skłonności do tyranii rząd Donalda Tuska nie będzie mógł w Polsce wygasić kompletnie wolności słowa i pluralizmu politycznego. Powiecie, że to klientelizm? Być może. W sytuacji, w której opadły maski a Komisja Europejska ma oczy szeroko zamknięte na tuskową kryptodyktaturę, grać trzeba takimi kartami, jakie zostały.

"Polityczny WF": Zagadkowa rozmowa w Białym Domu. Czy Trump namawiał Kosiniaka?INTERIA.PL


View the original on Interia →

KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.