To nie ten dron. Wystarczyło 15 minut, by fałszywe zdjęcie obiegło internet

Na plaży w Rusinowie koło Jarosławca w Zachodniopomorskiem wczoraj został znaleziony rosyjski wojskowy dron. To jedna z najnowszych wersji bezzałogowca typu Gerbera. W internecie około 15 minut później zaczęło krążyć zdjęcie maszyny. Okazało się jednak, że było przerobione przez sztuczną inteligencję. Prawdziwe upublicznił minister obrony narodowej, wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Jakie były różnice i dlaczego to tak ważne?
Miejsce znalezienia wojskowego rosyjskiego drona na plaży w Rusinowie, fot. Adam Warżawa /PAP
„Prawdopodobieństwo użycia AI przy fałszywej fotografii na 83,5 proc.”
„Uwaga na fałszywe zdjęcia dotyczące drona znalezionego nad Bałtykiem” - zaapelowała kancelaria premiera Donalda Tuska. „Coraz więcej wiemy o dronie przejętym koło Jarosławca. Zalecam wyjątkową ostrożność w komentarzach i analizach” - tak z kolei napisał w komunikacie szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz, który upublicznił prawdziwe zdjęcie drona znalezionego na polskiej plaży. Na elementach poszycia drona znaleziono napisy w języku rosyjskim - zapisane cyrylicą.
Jednak tuż po ogłoszeniu informacji o znalezisku, w sieci zaczęło krążyć zdjęcie bezzałogowca, które miało przedstawiać maszynę znalezioną na polskim wybrzeżu. „Fotografia jest jednak wygenerowana przez AI. Różnice widać m.in. w konstrukcji kadłuba - wystarczy zestawić fałszywe zdjęcie z fotografią prawdziwego drona” - poinformowała Kancelaria Prezesa Rady Ministrów. Różnic jest jednak więcej.
Analizy wojskowych
Nie ma potwierdzonej informacji, kto stworzył fałszywe zdjęcie. Wiadomo natomiast, dlaczego mogło ono tak szybko zyskać zasięg.
Według kmdr. por. rez. Maksymiliana Dury spreparowana fotografia pojawiła się zaledwie około 15 minut po pierwszych doniesieniach. Jego zdaniem najpewniej ktoś uzyskał dostęp do autentycznych wojskowych zdjęć znaleziska, przekazał je dalej, a następnie obraz został cyfrowo zmodyfikowany lub wygenerowany na ich podstawie. Trudna obecnie sytuacja, w jakiej znajduje się Polska ze względu na ataki hybrydowe i prowokacje Rosji, jest idealną przestrzenią dla dezinformacji oraz przekazywania niezweryfikowanych publikacji.
Analiza narzędzia Hive Moderation oceniła prawdopodobieństwo użycia AI przy fałszywej fotografii na 83,5 proc. Potwierdził to też rzecznik Dowództwa Operacyjnego RSZ. „Zanim udostępnisz sensacyjną informację, sprawdź, czy zdjęcie rzeczywiście pokazuje to, za co jest podawane” - zaapelowała kancelaria premiera.
Szczegółową analizuję odnalezionego drona na platformie X zamieścił również ppłk rez. Maciej Korowaj, analityk wojskowy i ekspert ds. bezpieczeństwa. „Czarne malowanie, żółte oznaczenia na stateczniku, numer taktyczny '540' oraz dłuższy numer seryjny zaczynający się od cyrylickiego „Ы” to schemat znakowania charakterystyczny dla rodziny Geran-2 i Gerbera z produkcji w Ałabudze” - poinformował.
Dron został już zbadany przez chemików
„Służby wyeliminowały jakiekolwiek zagrożenie chemiczne, radiologiczne i biologiczne” - poinformował dziś ppłk Dariusz Rozkosz, rzecznik Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej. Teraz prowadzone są badania pod kątem obecności substancji pirotechnicznych.
Dlaczego tak łatwo dajemy się nabrać na dezinformację?
Dezinformacja jest groźna dlatego, że dużo trudniej ją zdemaskować. To nie klasyczne kłamstwo, fake news, fałszywa lub wprowadzająca w błąd informacja, a coś, co jest bardzo pradowopodobne, a najczęściej punktem wyjścia do zafałszowanego obrazu jest prawdziwe zdarzenie. Są to więc zmanipulowane lub wyrwane z kontekstu treści. Czemu służy dezinformacja i dlaczego tak często wykorzystywana jest np. przez Rosję? Ma ona wzbudzać emocje, wpływać na opinię publiczną, decyzje ludzi i przez to na przebieg wydarzeń.
W przypadku Rosji dezinformacja wykorzystywana jest w celu m.in. uzasadniania własnej polityki. Kreml używa fałszywych lub zmanipulowanych przekazów, by przedstawiać swoje działania - np. agresję przeciw Ukrainie - jako obronę, konieczność albo reakcję na rzekome zagrożenie.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.