Sebastian M. skazany na osiem lat więzienia. "Serce i rozum podpowiada, że coś jest nie tak"
Dr Chojniak: jest poczucie, że kara powinna być większa, ale nie można pisać prawa na podstawie pojedynczych zdarzeń
Źródło wideo: TVN24
Źródło zdj. gł.: Stop Cham
Sąd Rejonowy w Piotrkowie Trybunalskim skazał na osiem lat więzienia Sebastiana M., sprawcę wypadku na autostradzie A1 we wrześniu 2023 roku. Zginęła w nim trzyosobowa rodzina. To najwyższa kara przewidziana w Kodeksie karnym za zarzucany mu czyn.
Adwokat, dr Łukasz Chojniak pytany w "Faktach po Faktach" w TVN24 o wysokość tej kary, podkreślił: - Nie da się przejść obojętnie obok skali i rozmiaru tej tragedii. To działa na każdego z nas. Niewątpliwie jest społeczne odczucie, że chcielibyśmy, żeby ta kara była większa.
Chojniak zastrzegł, że nie należy sprawy tego wypadku porównywać do innych wypadków, ponieważ ich okoliczności mogą być różne. - Nie możemy na podstawie jednej bardzo tragicznej sprawy pisać prawa, które będzie obejmowało wszystkie takie przypadki. Zdarzają się wypadki ze skutkiem śmiertelnym, ale takiej sprawy do tej pory nie było - przyznał.
Kodeks karny "zdemolowany przez zmiany prawa, które były robione na kolanie"
Uwagę wielu obserwatorów zwróciło również zachowanie skazanego Sebastiana M., któy na żadnym etapie postępowania przed sądem nie wyraził skruchy i utrzymywał, że jest niewinny.
Adwokat Chojniak ocenił, że M. "miał prawo mówić, że jest niewinny". - To jest jego linia obrony. Ale jeżeli tak, to nawet to mówiąc, można zachować pewnego rodzaju umiar, biorąc pod uwagę tragedię najbliższych osób, którym nigdy się ten koszmar nie skończy - zastrzegł.
- Też mam czasami ludzkie odczucie, że chciałbym żeby ta kara była surowsza. Ale jako prawnik muszę powiedzieć, że system musi być spójny i doszliśmy do sytuacji, w której Kodeks karny jest i tak zdemolowany przez zmiany prawa, które były robione na kolanie, bo wydarzyła się jedna historia - podkreślił.
Prawnik zwrócił uwagę, że potem "sądy się drapią w głowę, co z tym zrobić, bo przychodzą sprawy nie tak dramatyczne, ale tak kwalifikowane i nagle się okazuje, że tym ludziom trzeba dawać kary bardzo wysokie".
Dr Chojniak: Kodeks karny jest zdemolowany przez zmiany prawa, które były robione na kolanie
Źródło: TVN24
Konkolewski: powoli sytuacja na polskich drogach się zmienia
Ekspert do spraw bezpieczeństwa i pełniący obowiązki zastępcy Głównego Inspektora Transportu Drogowego Marek Konkolewski ocenił, że mamy dobre prawo i przyznał rację Chojniakowi, że nie należy zaostrzać kolejnych przepisów, gdy dochodzi do dramatu.
- Serce i rozum podpowiada mi, że coś jest nie tak, ale szanuję wyrok sądu, bo sądy są niezawisłe. Powoli sytuacja na polskich drogach się zmienia. W 1991 roku zarejestrowanych było nieco ponad 10 milionów pojazdów, a zginęło prawie 8 tysięcy osób. Liczbę śmierci udało się nam zminimalizować w 2025 roku do poziomu 1600 osób - zwrócił uwagę.
Konkolewski wymieniał, że "polskie drogi z roku na rok są coraz bardziej bezpieczne, bo mamy lepsze drogi, samochody, lepszy system ratownictwa medycznego i służby". - Mamy lepsze prawo, więc powoli ta sytuacja się zmienia - dodał.
Czy wypadek należałoby kwalifikować jako zabójstwo?
Na pytanie, czy sytuacji, w której ktoś jedzie samochodem ponad 300 km/h nie należy kwalifikować jako zabójstwo z zamiarem ewentualnym, dr Chojniak wyjaśnił, że w takim przypadku trzeba wykazać, że sprawca taki skutek przewiduje i na to się godzi.
- Może być tak, że nie będzie 300 km/h, ale 200 km/h, czy to wtedy też jest taka kwalifikacja? A co jeśli wskutek wypadku osoba przeżyje, zrobimy z tego usiłowanie zabójstwa? Za chwilę dojdzie do tego, że nie będziemy mieli wypadków, ale zabójstwa i usiłowanie zabójstw - mówił.
Adwokat zwrócił dalej uwagę, że "sam ustawodawca mówi, że samo szybkie prowadzenie samochodu nie jest równoznaczne z tym, że ktoś chce zabić". - Ale jeśli wsiądę do samochodu i celowo w kogoś wjadę, to zostanę skazany za zabójstwo, ale wtedy gdy mi się wykaże, że ja w tym celu to zrobiłem - zastrzegł.
Sprawca wypadku jechał z prędkością "startującego samolotu odrzutowego"
Marek Konkolewski przypomniał, że sprawca wypadku w pewnym momencie poruszał się samochodem z prędkością 320 km/h. - To jest prędkość startującego samolotu odrzutowego. W ciągu jednej sekundy samochód pokonuje odległość około 90 metrów - wskazał.
- Zdaniem psychologów transportu poprawne wykonanie manewru zmiany pasa ruchu zgodnie z procesem poznawczo-wykonawczym zajmuje od czterech do sześciu sekund. Jeśli poruszam się z prędkością 320 km/h, a przede mną jedzie samochód z prędkością 140 km/h to w ciągu jednej sekundy skracam dystans o 50 metrów - opowiedział ekspert.
- Nie ma fizycznej możliwości, żeby zgodnie z przepisami prawa, zachowując szczególną ostrożność, zmienić pas ruchu - dodał.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.