Słowo "dżuma" wywołuje strach i panikę. Tak było 100 lat temu w Los Angeles i jest dziś w Rosji
3 października 1924 r. miejski inspektor sanitarny w Los Angeles został wezwany do domu pracownika kolei w meksykańskiej dzielnicy miasta. Kilka dni wcześniej u Jesusa Lajuna pojawiła się bolesna opuchlizna w pachwinie. U jego 15-letniej córki Franciscy wystąpił uporczywy kaszel. Oboje mieli też wysoką gorączkę.
Początkowo lekarz uznał obrzęk w pachwinie Lajuna za objaw kiły, a u córki zdiagnozował grypę — być może hiszpankę, która zabiła i przyniosła cierpienie wielu ludziom podczas pandemii w latach 1918-1919.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Jednak lekarz się pomylił i dwa dni później Francisca trafiła do miejskiego szpitala w Los Angeles. Zmarła jednak jeszcze w karetce, na skutek "obustronnego zapalenia płuc". Wkrótce potem kilka kolejnych osób z meksykańskiej dzielnicy zachorowało, a do końca miesiąca 21 osób zmarło z powodu tych samych, nietypowych objawów płucnych.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.