Nowa strategia Tuska na wybory. Ukraińskie media piszą o czarnym scenariuszu

Donald Tusk rozważa strategię, która ma zwiększyć szanse obecnego obozu rządzącego na zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Na Ukrainie postrzegane są one jako potencjalnie ważny moment dla dalszego kształtu polityki Warszawy wobec Kijowa. „Zwycięstwo ugrupowań prawicowych skupionych wokół Karola Nawrockiego mogłoby oznaczać dalsze zaostrzenie relacji z Ukrainą” - pisze „Europejska Prawda”.
Donald Tusk chce jednej listy
Strategia Donalda Tuska - wspólna lista wyborcza partii koalicyjnych - odbierana jest jako próba stworzenia swoistego „planu ratunkowego przed PiS-em”. Realizacja tej koncepcji może być trudna, ponieważ interesy poszczególnych ugrupowań tworzących obecny obóz rządzący nie są już takie same jak przed wyborami w 2023 roku.
Podczas spotkania liderów partii koalicyjnych 10 sierpnia Donald Tusk miał przekonywać partnerów do wspólnego startu w wyborach parlamentarnych w 2027 roku. Taki ruch miałby ograniczyć ryzyko utraty mandatów przez mniejsze ugrupowania, które mogą mieć problemy z przekroczeniem progu wyborczego.
To istotne również ze względu na sposób podziału mandatów w Polsce. W wyborach do Sejmu stosowana jest metoda d’Hondta, która premiuje większe komitety. Wspólny start ugrupowań obecnego obozu rządzącego mógłby więc zwiększyć ich zdolność do zdobycia mandatów, nawet jeśli łączny wynik wyborczy nie zmieniłby się znacząco.
Tusk w ten sposób odpowiada na podobny pomysł wysuwany przez Jarosława Kaczyńskiego. Lider PiS również mówił o potrzebie stworzenia wspólnej listy prawicowych ugrupowań, która mogłaby walczyć o pierwsze miejsce w wyborach.
To właśnie pierwsze miejsce może mieć duże znaczenie. W systemie opartym na metodzie d’Hondta większe ugrupowanie może uzyskać więcej mandatów niż wynikałoby to z samego procentowego wyniku. Ewentualne zjednoczenie obu obozów może w istotny sposób wpłynąć na to, kto będzie w stanie stworzyć rząd po wyborach.
Nie wszyscy chcą wrócić do wspólnego bloku
Plan Tuska ma jednak poważne ograniczenia. Mało prawdopodobny jest bowiem powrót do szerokiego porozumienia wszystkich ugrupowań, które poparły utworzenie rządu po wyborach w 2023 roku. Dotyczy to przede wszystkim Partii Razem, która pozostaje poza rządzącą koalicją i może zdecydować się na samodzielny start.
Niepewna jest również przyszłość Polski 2050 ze względu na napięcia między Donaldem Tuskiem a liderką tego ugrupowania Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz oraz na bardzo niskie obecnie notowania Polski 2050. Ugrupowanie miałoby otrzymywać od 0,5 do 1,5 proc. poparcia. W praktyce rozmowy o wspólnej liście miałyby więc dotyczyć przede wszystkim Platformy Obywatelskiej i jej koalicjantów z PSL oraz Lewicy.
PSL może być kluczowe. Na czele bloku Kosiniak-Kamysz?
Jednym z najciekawszych elementów scenariusza jest potencjalna rola Władysława Kosiniaka-Kamysza. PSL, którego liderem jest wicepremier i minister obrony narodowej, może być zainteresowane wspólnym startem, ponieważ jego samodzielne notowania nie pozwalają spać spokojnie przed wyborami. Dla ludowców sojusz z większym ugrupowaniem byłby więc sposobem na ograniczenie ryzyka wyborczej porażki.
Kosiniak-Kamysz mógłby w przyszłości zostać następcą Tuska na stanowisku premiera i stanąć na czele wspólnej listy wyborczej. Lider PSL jest postrzegany jako jeden z bardziej prawicowych polityków obecnego obozu rządzącego, więc jego kandydatura mogłaby pomóc w dotarciu do umiarkowanego elektoratu prawicowego, w tym do części byłych wyborców PiS.
Co z Lewicą?
Ewentualne postawienie na Kosiniaka-Kamysza jako twarz szerokiego bloku miałoby jednak swoją cenę. Mogłoby utrudnić jednoczesne stworzenie wspólnej listy z Lewicą. To właśnie Lewica jest obecnie jednym z silniejszych partnerów obecnego rządu - jej poparcie oscyluje wokół 7-7,5 proc., co daje jej realną szansę na samodzielne wejście do Sejmu. W takiej sytuacji partia może nie być zainteresowana oddaniem części swojej politycznej tożsamości na rzecz szerokiego bloku zdominowanego przez KO i PSL.
Co więcej, podobny problem dotyczy różnic programowych. Wspólna lista ugrupowań o bardzo różnym profilu może mobilizować część wyborców, ale jednocześnie zniechęcać innych.
Prawica również próbuje się zjednoczyć
Plan Tuska trzeba analizować w kontekście działań jego politycznych przeciwników. Prawicowa opozycja również rozważa stworzenie wspólnego bloku.
Tu jednak także pojawiają się poważne przeszkody. Prawica może mieć problem ze zdobyciem parlamentarnej większości bez udziału Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Taki sojusz byłby jednak trudny do zaakceptowania dla części PiS i środowiska Mateusza Morawieckiego ze względu na konsekwencje polityczne i międzynarodowe.
Dodatkową przeszkodą są relacje pomiędzy samymi ugrupowaniami. Rozłam w PiS i wzajemne oskarżenia mogą utrudniać współpracę między partią Jarosława Kaczyńskiego a nowym ugrupowaniem związanym z Mateuszem Morawieckim. Z kolei część wyborców Konfederacji jest zdecydowanie niechętna zarówno PiS, jak i środowisku Morawieckiego.
Czynnikiem, który może sprzyjać zjednoczeniu prawicy, jest prezydent Karol Nawrocki. W przypadku zwycięstwa prawicowych ugrupowań w wyborach parlamentarnych prezydent mógłby uzyskać znaczący wpływ na kształt przyszłego rządu. Nawrockiemu szczególnie zależy na porozumieniu między prawicowymi partiami, co jednak oznaczałoby konieczność pogodzenia środowisk, które obecnie pozostają ze sobą w konflikcie. Na ten moment scenariusz wręcz niemożliwy.
Wybory zdecydują także o kursie wobec Ukrainy
W tle tej politycznej układanki znajduje się również kwestia relacji polsko-ukraińskich. „Europejska Prawda” przedstawia przyszłoroczne wybory jako potencjalnie ważny moment dla dalszego kształtu polityki Warszawy wobec Kijowa. Portal wskazuje, że zwycięstwo ugrupowań prawicowych skupionych wokół Karola Nawrockiego mogłoby oznaczać dalsze zaostrzenie relacji z Ukrainą.
Nie oznacza to jednak, że wynik wyborów jest przesądzony, bowiem zarówno obóz rządzący, jak i prawicowa opozycja mają problemy ze stworzeniem spójnych, szerokich bloków wyborczych.
KioskNews shows a cleaned-up reading view extracted from the publisher’s page — the original always lives on their site, not ours.